W Centrum Nauki Kopernik zakończyła się niedawno wystawa „Surowe formy”. Wyjątkowość eksponatów polega na tym, że prezentowane rzeźby powstały z żywych komórek wyhodowanych w bioreaktorach na uprzednio przygotowanych szklanych rusztowaniach. Autorzy wystawy – Oron Catts i Ionat Zurr są pionierami nowego kierunku w sztuce – Bio Artu.

REKLAMA
„Życie to surowa forma: multipotencjalna, nieukształtowana. Inżynierią, która nadaje jej kształt, jest ewolucja, proces selekcji naturalnej. Dziś to także nauka, a zwłaszcza biotechnologia rzebi nowe formy życia” – możemy przeczytać we wprowadzeniu do wystawy. Słowa wstępu doskonale oddają pierwsze wrażenia które można wyczytać z twarzy ludzi oglądających kolejne projekty.
Pierwszy z nich - "potworna seria" - przedstawia zdjęcia hodowli komórek tkanki łącznej, na których można dopatrzeć się kształtów przypominających upiory z niskobudżetowych horrorów. Następnie "świńskie skrzydła" - fragment szpiku kostnego świni przypominający ptasie skrzydła. Szczególnie ciekawa jest seria sześciu lalek, inspirowanych kulturą gwatemalskich Indian. Wyhodowane z komórek skóry, mięśni i kości. Każda z nich symbolizuje "lęki związane z rozwojem cywilizacji" - między innymi biotechnologią, genetyką, demagogią i potęgą korporacji. Ostania symbolizuje nadzieję.
Nie zabrakło również eksponatu który stał się ikoną popkultury - ludzkiego ucha, przypominającego to wyhodowane niegdyś na grzbiecie myszy. Prezentowane na wystawie jest wprawdzie dużo mniejsze, jednak robi wrażenie jakby faktycznie było autentyczne, ludzkie.
Piękno Bioartu wynika z faktu, że artysta w akcie tworzenia pozbawia komórki ich pierwotnej funkcji, nadając im pożądane formy w kontrolowanym środowisku. Niepozorne dzieła są dowodem tego jak płynna jest granica między nowoczesną nauką i sztuką.