Kobiety oczekujące na poradę ginekologiczną i planowania rodziny oraz środki antykoncepcyjne. Uganda, 2012
Kobiety oczekujące na poradę ginekologiczną i planowania rodziny oraz środki antykoncepcyjne. Uganda, 2012 IPPF

Trochę nawiążę do rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Tych pustych ulic, pustych sklepów, szaro-beżowych ciuchów, które na pewno niektórzy z Was pamiętają.

REKLAMA
Brak „Teleranka” był dziwnym doświadczeniem, to prawda. Ale dziwniejsze było to, że trzeba było stać w kolejkach po wszystko. Pewnie pamiętacie kartki na mięso, cukier? Kartki na alkohol wymienialne na czekoladę? Pamiętacie fińskie masło solone? Pamiętacie stanie w kolejkach po ser z darów? A pamiętacie, że było to całkiem niedawno?
Polska stanu wojennego, to nie tylko często podbarwiane obecnie kombatanctwo. Przede wszystkim było to piekło polskiej kobiety. Lata osiemdziesiąte nie były rajem feministek. Wszystkie obowiązki związanych ze zdobywaniem towarów – jak wtedy mówiono – deficytowych zazwyczaj leżały w obowiązku kobiet. Nie poprawiała tej sytuacji wzrastająca dzietność. Poniekąd posiadanie coraz to nowych dzieci zwiększało ich szanse – słynne „kobiety ciężarne i z dzieckiem na ręku” mogły liczyć na pewne ułatwienia. W praktyce często były wyzywane od najgorszych przez innych stojących w kolejce. Wzrastająca liczba dzieci – wbrew oczekiwaniom dzisiejszych polityków i ekonomistów – wcale nie poprawiała sytuacji ekonomicznej kraju. Wręcz przeciwnie. Przypomnę potworny ścisk w szkołach, chodzenie do szkoły na dwie zmiany, brak podręczników, zeszytów i w ogóle wszystkiego, czego mogło brakować. Na marginesie – czy wyż lat osiemdziesiątych poprawia obecną sytuację systemu emerytalnego? Chyba jednak nie za bardzo.
Los polskich kobiet z tamtych czasów można porównać do codzienności kobiet w krajach Globalnego Południa. Brak dostępności do nowoczesnej antykoncepcji powoduje, że kobiety nie mają wyboru dotyczącego kolejnych ciąż. Wzniosłe koncepcje „tacierzyństwa” pozostają domeną krajów europejskich. Kobieta z Afryki czy Azji nadal ponosi największe koszty związane z urodzeniem i wychowaniem potomstwa. Kobieta musząc zajmować się swoim coraz bardziej licznym potomstwem ma ograniczone możliwości zaangażowania się w działalność, która miałaby wpływ na jakość swojego życia. Szczególnie dramatyczne skutki nieplanowanych ciąży odczuwają młode dziewczęta. W krajach Afryki Subsaharyjskiej co roku z powodu nieplanowanej ciąży (nomen omen – często pochodzącej ze zgwałcenia) rezygnuje z kontynuowania nauki szkolnej ponad 25% dziewcząt poniżej 18 roku życia. Brak wykształcenia tylko pogarsza ich sytuację wpychając je oraz ich potomstwo w spiralę biedy.
Kraje rozwijające się nie potrzebują pomocy humanitarnej. Ta powinna być zarezerwowana dla obszarów cierpiących z powodu wojen lub katastrof naturalnych. Dla krajów Globalnego Południa ważne jest, aby połowa ich populacji – czyli kobiety – mogły swobodnie podejmować aktywność ekonomiczną. Będzie to możliwe, jeśli będą mogły decydować o swojej płodności. A bogacąca się Afryka i Azja to również szansa dla ekonomii Europy. Czyli nas.