Czy wyobrażacie sobie sytuację, w której sześcio-, ośmioletni chłopiec miałby celowo uszkadzanego penisa, aby uchronić go przed przedwczesnym dojrzewaniem lub grzechem? Jeśli nie, to przeczytajcie dalej.

REKLAMA
W świąteczno-noworocznym zgiełku zupełnie zginęła informacja o bardzo ważnej rezolucji przyjętej przez Organizację Narodów Zjednoczonych o zakazie wykonywania rytualnego uszkadzania genitaliów kobiet (Female Genital Mutilation – FGM). Rezolucja ta ma ochronić co roku ponad dwa miliony dziewczynek z krajów Afryki i Azji przed straszliwym zabiegiem polegającym na usunięciu łechtaczki, a przy okazji usunięciu warg sromowych lub uszkodzeniu pochwy. W imię wierzeń, przekazów tradycyjnych oraz postrzegania „idealnego” wyglądu kobiet. Zabiegi te oprócz oczywistego okaleczenia powodują bardzo poważne komplikacje zdrowotne, gdyż są wykonywane przez osoby nie posiadające żadnej wiedzy medycznej, przypadkowymi, niesterylnymi narzędziami, często na ubitej ziemi. Zakażenia, do których dochodzi przy okazji pogłębiają problemy zdrowotne tych dziewczynek często powodując skutki, które będą odczuwalne dla nich do końca życia – na przykład nietrzymanie moczu, stany zapalne, większa podatność na zakażenia przenoszone drogą płciową (w tym HIV). Zabiegi te wykonywane są publicznie. Jak niezwykle silna jest ta tradycje świadczy fakt, że w badaniach prowadzonych przez Fundusz Ludnościowy ONZ aż 90% kobiet u których przeprowadzono ten zabieg, mimo świadomości jego skutków uważa, że tradycję tę trzeba podtrzymywać. Syndrom stresu pourazowego związanego z tym zabiegiem oraz presja kulturowa całkowicie wypacza postrzeganie tej sytuacji, ponieważ ponad 40% tych samych kobiet uważa jednak, że doświadczają dyskomfortu związanego z uszkodzonymi obrzędowo genitaliami.
Szacuje się, że na świecie żyje ponad 120 milionów kobiet dotkniętych skutkami tych obrzędów.
Sytuacji tej nie można w żaden sposób porównać do równie współcześnie niezrozumiałego obrzędu obrzezania chłopców. Obrzezanie napletka powoduje znacznie rzadziej komplikacje zdrowotne – jest po prostu znacznie bezpieczniejsze. Chłopcom w końcu nie obcina się kawałka penisa.
Rezolucja ta ma również znaczenie dla wielu organizacji pozarządowych działających na rzecz kobiet, które od lat starały się o to, aby społeczność międzynarodowa zechciała zauważyć to okaleczanie jako problem. Oczywiście sytuacja nie zmieni się natychmiast. Rezolucja wzywa kraje członkowskie ONZ do podjęcia wszelkich działań mających na celu zakończenie tych niepotrzebnych tortur. Mam nadzieję, że polski MSZ zauważy ten problem i choć część budżetu oficjalnej pomocy rozwojowej zostanie przeznaczona na działania mające na celu zakończenie tych koszmarnych obrzędów.