Ferie zimowe stały się okazją do dramatycznej grypy. Unieruchomienie w łóżku to okazja do przekopania zasobów internetu. Żona poleciła mi internetowe forum na temat adopcji. Myślę, że to was zaciekawi.
REKLAMA
Podczas dyskusji o in-vitro za każdym razem pojawia się argument o eugenice. Że niby podczas procedur laboratoryjnych wybierane będą zarodki o cechach zgodnych z życzeniami rodziców. Nie bardzo docierają do adwersarzy odpowiedzi, że jest to mało możliwe biologicznie. Kolejny podnoszony argument przeciwko in-vitro to dostępność adopcji. Szlachetność adopcji nie podlega dyskusji. Wydawałoby się, że decyzja ta jest jedną z tych, które podejmuje się po długim i gruntownym zastanowieniu. Jakie więc było moje zdziwienie gdy zapoznałem się z wpisami, które znalazły się na forum jednej z organizacji pozarządowych zajmujących się problemem niepłodności. Oto kilka wątków z dyskusji.
„W jakim wieku powinno być adoptowane dziecko?” Tak postawione wydaje się być dyktowane troską piszących na forum o zdolność do nawiązania rodzicielskich więzi z dzieckiem. No cóż – jestem chyba dość naiwny, bo okazuje się, że chodzi „o ograniczenie skutków choroby sierocej”. Drugi powód pytania o wiek to stan zdrowia. Jak wyjaśnia jedna z forumowiczek „przecież do roku ujawniają się różne choroby, których wcześniej nie zauważono”. Kolejny to „interaktywność” (określenie użyte w jednym z wpisów). Starsze jest bardziej komunikatywne przecież, a nie tylko leży i się drze. Przyszłych rodziców adopcyjnych niepokoją „mankamenty” – np. nieujawniony FAS (???), asymetria twarzy, „dziurka w serduszku”.
„W jakim wieku powinno być adoptowane dziecko?” Tak postawione wydaje się być dyktowane troską piszących na forum o zdolność do nawiązania rodzicielskich więzi z dzieckiem. No cóż – jestem chyba dość naiwny, bo okazuje się, że chodzi „o ograniczenie skutków choroby sierocej”. Drugi powód pytania o wiek to stan zdrowia. Jak wyjaśnia jedna z forumowiczek „przecież do roku ujawniają się różne choroby, których wcześniej nie zauważono”. Kolejny to „interaktywność” (określenie użyte w jednym z wpisów). Starsze jest bardziej komunikatywne przecież, a nie tylko leży i się drze. Przyszłych rodziców adopcyjnych niepokoją „mankamenty” – np. nieujawniony FAS (???), asymetria twarzy, „dziurka w serduszku”.
Bardzo zaskakuje również forumowiczów to, że dzieci robią bałagan. Ogromne zaskoczenie tym, że dzieci są żywe, że nie zawsze chcą wykonywać polecenia, że wymagają ciągłej uwagi, że trzeba do nich „ciągle wstawać o szóstej rano”.
Problemy rodziców adopcyjnych są czasem wręcz anegdotyczne. Przyszły rodzic zastanawia się, jak nauczyć dziecko postępowania z posiadanymi trzema kotami, bo przecież „z kotem należy delikatnie”. Dramatem okazał się po adopcji dziecka powrót ukochanego, a odstawionego na chwilę do teściów szczeniaka: „Pierwszy dzień płakałam, bo bałam się, że nasze dwa maluchy się nie zaakceptują”.
Problemy rodziców adopcyjnych są czasem wręcz anegdotyczne. Przyszły rodzic zastanawia się, jak nauczyć dziecko postępowania z posiadanymi trzema kotami, bo przecież „z kotem należy delikatnie”. Dramatem okazał się po adopcji dziecka powrót ukochanego, a odstawionego na chwilę do teściów szczeniaka: „Pierwszy dzień płakałam, bo bałam się, że nasze dwa maluchy się nie zaakceptują”.
Wpisy na forum są również bardzo diagnostyczne jeśli chodzi o jakość pracy ośrodków adopcyjnych. W większości przypadków dzieci były przekazywane osobom, które nie wiedziały nawet czym i jak karmić małe dzieci. Brak im podstawowych wiadomości dotyczących norm rozwojowych (dlaczego 18 miesięczne dziecko nie mówi?!) Oczywiście, w przypadku naturalnych rodziców nikt się nie zastanawia nad tym, czy rodzicie posiadają właściwe przygotowanie, ale w przypadku rodziców adopcyjnych istotną rolę odgrywa czynnik świadomości decyzji czy po prostu dojrzałość. Pokutuje wyidealizowana wizja rodzicielstwa, które w przekonaniu osób piszących na forum polega na wzajemnej miłości i przytulaniu. Tyle, że tylko wtedy, kiedy tego chcą rodzice. Bo adoptowane dzieci mają spełniać potrzeby rodziców. A jak nie spełniają? To się je jakoś naprawi: „Macie na to jakiś sposób?”. Albo odda.
Pojawiają się też wpisy pełne poczucia winy, że jako nowi rodzice nie spodobali się dziecku. Ale stoi za tym zdziwienie, że dziecko boi się nowej sytuacji, nowych ludzi, nowego otoczenia. Że woli jednak znaną opiekunkę z domu dziecka.
Oczywiście są również wspierające głosy rozsądku, które tłumaczą, że te „dziwne” zachowania dzieci, to norma. Adopcja to stres również dla takiego dziecka, które nabrało już jakichś przyzwyczajeń, rutyny dnia, jedzenia, zachowań pozwalających mu na minimum kontroli nad światem. Z większości jednak wypowiedzi przeziera jednak oczekiwanie, że adoptowane dziecko ma być wisienką na torcie naszego idealnego życia.
Pojawiają się też wpisy pełne poczucia winy, że jako nowi rodzice nie spodobali się dziecku. Ale stoi za tym zdziwienie, że dziecko boi się nowej sytuacji, nowych ludzi, nowego otoczenia. Że woli jednak znaną opiekunkę z domu dziecka.
Oczywiście są również wspierające głosy rozsądku, które tłumaczą, że te „dziwne” zachowania dzieci, to norma. Adopcja to stres również dla takiego dziecka, które nabrało już jakichś przyzwyczajeń, rutyny dnia, jedzenia, zachowań pozwalających mu na minimum kontroli nad światem. Z większości jednak wypowiedzi przeziera jednak oczekiwanie, że adoptowane dziecko ma być wisienką na torcie naszego idealnego życia.
Wokół adopcji narosło wiele romantycznych mitów. Niestety – jest to rodzaj umowy prawnej, a oczekiwania wobec przedmiotu umowy są duże. Podobnie jak w przypadku innych umów, przedmiot umowy ma być bez skazy, a w najlepszym wypadku – ma być załączona lista wad. Pojawiające się a początku tego wpisu porównania do in-vitro nie są przypadkowe. Czy jest to już eugenika, czy jedynie próba świadomego wyboru, którego celem jest zapewnienie adoptowanemu dziecku najlepszych warunków? Trudno rozstrzygnąć. Warto jednak pamiętać, że adopcja nie jest łatwa – ani dla dorosłych, ani dla dzieci.
Na koniec pragnę tylko dodać, że celowo nie ujawniam nazwy organizacji pozarządowej. Nie chodzi mi o niepotrzebny konflikt między organizacjami, a jedynie na zwrócenie uwagi iż adopcja wcale nie jest takim doskonałym rozwiązaniem.
