Jak niektórym łatwo idzie wypisywanie głupot można się przekonać czytając doniesienia o dokumencie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczącym zasad prowadzenia edukacji seksualnej. Po raz kolejny ten temat staje się linią frontu.

REKLAMA
logo
Piotr Kalbarczyk

Z wielkim zadęciem Marek Jurek ogłosił na blogu, że WHO zamierza rozbudzać seksualnie czterolatki. Wtóruje mu w tym „Fronda”. Przekonuje ekspert „Rzeczpospolitej”, lansujący przy okazji swój biznes profilaktyki wszystkiego w ładnej pigułce ze znaczkiem „All rights reserved”. Zastanawiałem się, co mi umknęło... Z pomocą przyszli internauci, którzy donieśli, że chodzi o opublikowane przez UNDP tłumaczenie dokumentu „Standardy edukacji seksualnej w Europie”, którego to oryginał był dostępny już w roku... 2010. Minęło trochę czasu, zanim przebił się on do świadomości naszego piekiełka.
Sam dokument jest klasyczną publikacją jednej z agend ONZ. Zawiera wskazówki, które powinny być uwzględnione podczas tworzenia programów edukacyjnych dotyczących zdrowia – w tym wypadku zdrowia młodych ludzi. Zawiera również tło teoretyczne dotyczące poruszanej tematyki oparte o wiele publikacji – w tym powstałych w ramach projektu SAFE, którego polskim realizatorem było Towarzystwo Rozwoju Rodziny. Nic więc specjalnie interesującego – szczególnie dla polskich decydentów. Skąd więc taka histeria? No pewnie z tego, że osoby wypowiadające się na jego temat przeczytały z niego jedynie nagłówki.
Dokument zawiera kilka ważnych tez. Pierwsza z nich, że dorośli patrzą na seksualność dzieci z perspektywy własnych potrzeb, przekonań i lęków. Stąd też bierze się niezrozumienie dla najwcześniejszych zachowań seksualnych dzieci – w tym rzeczonej „masturbacji czterolatków”. To dorośli nadają takim zachowaniom niecne konotacje. Rzekome zachęcanie do masturbacji oznacza, że dorośli powinni przyjąć do wiadomości, iż jest to sposób poznawania swojego ciała i nabywania kontroli nad nim.
Dorosły skonfrontowany z takimi zachowaniami nie powinien oceniać ich przez pryzmat swojej seksualności i przekonań jej dotyczących, ale powinien zareagować w sposób modelujący. Dokument zachęca do rozmowy z dzieckiem na temat tego, czy takie zachowanie jest bezpieczne, czy wolno to robić publicznie, czy można dotykać w miejsca intymne obcych, czy w końcu – pozwalać na bycie dotykanym. Oznacza to bezpośrednią profilaktykę przemocy seksualnej, co jak rozumiem, może być niektórym nie w smak.
Cała reszta „analiz” dokumentu WHO niestety jest na podobnym poziomie. Ich autorzy przytaczają wyrwane z kontekstu fragmenty nie zadając sobie trudu czytania, a może przede wszystkim – rozumienia tekstu.
Czytając opinie o „Standardach” uderza jeszcze jedna rzecz – hermetyczność. Dokument jest stworzony na potrzeby światowej organizacji. Przedstawia rozwiązania przyjęte w wielu krajach Europy. Przedstawia je jako przykład do wykorzystania. Przedstawione rozwiązania są wypracowane na podstawie 40 lat doświadczeń i badań. Zasady dotyczą prowadzenia edukacji w niezwykle zróżnicowanym środowisku kulturowym jakim jest Europa. Nie przeszkadza to „ekspertom” walić argumentów o braku poszanowania uniwersalnych norm. A co w obecnym świecie znaczy „uniwersalna norma”, szczególnie w kwestii wyznania, stosunku do instytucji rodziny czy systemu edukacji?
A w kwestii badań. Treść „Standardów” opiera się o doświadczenia zbierane od 40 lat prowadzenia edukacji seksualnej w krajach Europy. Przytacza wyniki badań prowadzonych równolegle od lat przez uniwersytety całej Europy. Trzeba tupetu, żeby podnosić argument o braku badań skuteczności tych programów, mimo, że bibliografia zawiera ich cały katalog. Tutaj pozwolę sobie na prztyczek w zadarty nos moralistów. Rządowa Rada Ludnościowa opublikowała dokument „Założenia polityki ludnościowej Polski 2013”.
Demografowie biją na alarm w sprawie spadającej dzietności. Jako powód podają coraz późniejszy wiek wstępowania w związki małżeńskie, zmniejszanie dzietności i coraz częstsze rozwody. Właśnie te rozwody są tu ciekawe. Dlaczego liczba rozwodów w Polsce od 20 lat rośnie, mimo, że w tym czasie prowadzone są lekcje religii w szkołach, a większość Polaków deklaruje się jako katolicy? Może warto byłoby aby katolicy skoncentrowali się na badaniu skuteczności i jakości edukacji w tym zakresie?
Na zakończenie konkluzja. Młodzi ludzie i tak będą osobami seksualnymi, czy się to komuś podoba czy nie. Czy będą jednak posiadali obiektywną wiedzę na ten temat, która pozwoli im na dokonywanie świadomych wyborów zapewniających im bezpieczeństwo zależy od nas – ich rodziców. Jeśli wyznajesz jakąś religię – twoją odpowiedzialnością pozostaje to czy będziesz umiał wykształcić w dziecku postawy zgodne z jej zasadami. Powodzenia!