Około 25% ankietowanych kobiet przyznało się w badaniach CBOS do skorzystania w swoim życiu z prawa do kontroli nad własnym ciałem. Do aborcji.

REKLAMA
Krzyk „obrońców życia” nie zmienia faktu: Aborcja jest niezbędna wszystkim do życia kobietom. Bez względu na przekonania. Aborcja wcale nie jest wymysłem komunistów lub faszystów, którzy zesłali tą plagę na naród polski w celu jego eksterminacji. Aborcja była i jest wykonywana na świecie od zawsze. Nieplanowana ciąża rzadko jest dla kobiety powodem do radości. Jej przerwanie pozwala kobietom przywrócić poczucie kontroli nad własnym życiem. Oczywiście tutaj można byłoby filozofować, że kobiety głupie nie są i że powinny przewidzieć możliwość zajścia w ciążę, a unikając jej, uniknęłyby kłopotów związanych z aborcją. Po pierwsze takie opinie zwalniają z odpowiedzialności mężczyzn. Po drugie – nie biorą pod uwagę miliona okoliczności życiowych, które spowodowały, że kobieta zaszła w ciążę. Mogła zostać zgwałcona (tu również mówię o wymuszonym seksie w małżeństwie). Mogła ulec przymusowi społecznemu (np. zakazom religijnym dotyczącym antykoncepcji). Mogła ulec błędnemu przekonaniu o tym, że ciąża pozwoli jej pozyskać lub utrzymać partnera. Mogła również po prostu nie wiedzieć, że przypadkowy seks może skończy się ciążą. Czy którykolwiek z tych powodów jest wystarczający, aby zmuszać kobietę do urodzenia niechcianego dziecka?
Argumentacja o rzekomych milionach „zabitych dzieci”, to również kompletne brak poszanowania życia milionów kobiet, które te dzieci miałyby urodzić. Ciąża to tylko potencjalnie nowe życie. Kobieta to konkretne życie i zdrowie, które tworzy obecną rzeczywistość. Dlaczego ich życia nie są warte ochrony? Pytam się – dlaczego?
Przywoływanie przykładów indywidualnych, choć jest bardzo teatralne i niesie duży ładunek emocjonalny jest argumentem chybionym. Po prostu nie przekłada się na poglądy, postawy i potrzeby innych ludzi. Na jedną kobietę, która urodziła nieplanowane dziecko, pokochała i wychowała na zdolnego do sprawnego funkcjonowania społecznego człowieka można przywołać setki innych, zupełnie przeciwnych. Przykład – lekarka, znając poglądy kobiety nie przypomniała kobiecie w ciąży o badaniu przezierności karku. Kobieta przez kolejne miesiące ciąży umierała ze strachu, czy urodzi dziecko z zespołem Downa. Nie dlatego, że nie chciałaby urodzić takiego dziecka, ale dlatego, że nie miała możliwości się do tego przygotować. Super?
Podnoszony argument, że można było uratować miliony istnień, które uratowałyby sytuację demograficzną Polski jest co najmniej śmieszny. Po pierwsze – nie wszystkie ciąże kończą się narodzinami. Po drugie, odsetek ciąż kończy się narodzinami dziecka niepełnosprawnego, które umrze niebawem po porodzie. Po trzecie i chyba najważniejsze – sytuacja demograficzna ma współcześnie mały wpływ na wydolność ekonomiczną państwa naszego regionu. Adwersarzy odsyłam do przykładu Norwegii. Kraj, który o powierzchni podobnej do Polski, ale o gorszych warunkach środowiskowych jest zamieszkiwany przez prawie 8 razy mniej ludzi niż Polska. Chyba nie muszę pytać, czy żyje im się biedniej. To, czy będziemy mieli z czego żyć na starość zależy od tego, jak będą naszymi wymuszonymi podatkami i składkami zarządzać politycy. Czy będziemy ich z tego rozliczać, zamiast stale kłócić się co jest moralne, co nie jest moralne, czy „nasza prawda” jest lepsza od „waszego kłamstwa” i dla kogo katolicyzm jest jedyną ostoją polskiej tożsamości narodowej, czy też może lepszy w tym jest czekoladowy orzeł. Naszą przyszłość może uratować tylko jedność i wzajemny szacunek.
Na zakończenie muszę przytoczyć opinie podzielane przez przedstawicieli środowisk narodowo-konserwatywnych. Trudno jest nie zauważyć, że gdy pojawia się kryzys w aktualnie rządzącej partii zawsze wyciągany jest temat aborcji albo związków partnerskich. Kryzys musi być tym razem straszny, skoro na tapecie znalazły się obydwa tematy.