Sebastián Barrientos – dla mnie wielki talent, którego pamiętam z niezwykłej waleczności i dynamiki w grze. Dla innych anonimowy człowiek z Chile. Warto jednak poznać jego historię, bo może ona służyć za ważną dla wielu młodych ludzi.
REKLAMA
Wyobraźmy sobie taki scenariusz. Ty, czytelniku, jesteś piłkarzem. Młodym zdolniachą, który pokonuje kolejne szczeble i zaczyna ocierać się o „international level”. I to bez krzty ironii. Jednak coś idzie nie tak. Twoje zdrowie nie jest jednak tak wspaniałe jak Ci się zdaje. Szybka akcja. Zasłabłeś, OIOM, żyjesz. Wyrok – grać nie możesz. I załamujesz ręce, bo piłka nożna to całe Twoje życie. Nic innego nie umiesz robić.
Taki los spotkał Barrientosa, chłopaka, który będąc nastolatkiem już znalazł się w szerokiej kadrze reprezentacji Chile. Marcelo Bielsa brał zdolnych, aby mogli obserwować z bliska jak wygląda kadra od środka. Wydawało się, że droga do wielkiego futbolu stoi otworem. Wielu fanów Universidad Católica zawsze będzie pamiętało jego gola w meczu Copa Sudamericana z Internacionalem Porto Alegre. Wynik 1:1 tego meczu z 2008 roku eliminował z dalszej gry Brazylijczyków.
Niestety niebawem czekał go prawdziwy koszmar. Pierwszą jego zapowiedzią była diagnoza z września 2009 roku. Wykryto u niego pierwsze problemy z krzepliwością krwi. Poddano go leczeniu, które trwało pół roku. W tym czasie został wyłączony z gry. Marzenie o wyjeździe na mundial w RPA prysło. Były jednak inne. One pomagały mu w walce o powrót na boisko. Udało się to w 2010 roku. Wysiłek nie został jednak nagrodzony. Po jednym ze starć na treningu i problemach z oddechem okazało się, że zdolny napastnik choruje na zatorowość płucną. Dodajmy tylko, że 20% rozpoznanych przypadków i tak kończy się śmiercią… Koniec kariery był jedyną drogą.
Jednak Barrientos nie załamał rąk. Nie powiedział futbolowi „pas”. Z miejsca stał się asystentem szkoleniowca w zespole do lat 18 w Universidad Católica. Zaznaczmy również, że mając zaledwie 22 lata zaczął uczęszczać do Instituto Nacional del Fútbol, czyli szkoły trenerskiej, do której zawodnicy kwapią się dopiero po kilku latach od momentu zawieszenia butów na kołku. On w ławie szkolnej znalazł się po kilku miesiącach.
Sebastián sam przyznaje, że „co cię nie zabije to cię wzmocni”. Praca z Mario Lepe, legendą klubową, człowiekiem, które całe życie poświęcił dla „La Católica”, jest wielkim wyróżnieniem i świetną szkołą. Barrientos ma także mocną pozycję w klubie, często pojawia się na treningach pierwszego zespołu. Przy nim rozwiną się Santiago Dittborn, nadzieja chilijskiego futbolu. 19-latek, a grający jak profesor pomocnik, jest jednym z wielu wychowanków, na których stawia klub. Jest jednym z tych, którzy na Barrientosa patrzą jak w obrazek i wiedzą, że ciężką pracą mogą osiągnąć szczyt, ale i zdają sobie sprawę, że życie może ich w każdej chwili niemiło zaskoczyć.
Zapewne za jakiś czas młodzian stanie przy ławce rezerwowych seniorskiego zespołu. Czy sobie poradzi? Powinien. Wygrał swoją walkę o życie. Podjął dobrą decyzję. Potrafił zrezygnować z gry. Ale piłkę nożną kocha szczerze, a ona kocha takich jak on. I niech to będzie lekcja dla innych.
