
Gdy świat piłkarski ekscytował się zatrudnieniem przez bogaczy z Anży Machaczkała holenderskiego cudotwórcy Guusa Hiddinka w dalekim Nowosybirsku urządzać się zaczął Szkot. Pierwszy Brytyjczyk pracujący w lidze rosyjskiej.
REKLAMA
Oczywiście, Sibir nie jest potentatem. Nie jest to klub, w którym można uświadczyć blichtru i przepychu. I nie zmienia tego nawet fakt, iż znajduje się w mieście, które posiada trzecią największą populację w Rosji.
Miasto nad rzeką Ob słynie z ogromnego ośrodka handlowego i naukowego. W nieoficjalnej stolicy Syberii jest aż czternaście szkół wyższych. Największa industrializacja miasta miała oczywiście miejsce w czasach stalinowskich. I wszystko na pozór wygląda ładnie. Aż chce się tam jechać. Ale chwila, przecież to jest tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. To tam okres bezprzymrozkowy trwa zaledwie 120 dni.
Najłatwiej dostać się do miasta... samolotem. Ewentualnie można skorzystać z kolei, transsyberyjskiej rzecz jasna.
A co z samym Sibirem? Sukcesów brak. Chyba, że za takowy uznamy awans do finału Pucharu Rosji w 2010 roku. Szkoda tylko, że kilka miesięcy później spadli z ligi. Zatem daleko w tyle za Moskwą i Petersburgiem.
Sponsorami klubu są Grupa RATM - przemysłowy holding z Nowosybirska oraz Sibmost, całkiem spora spółka budowlana. Do tego klub wspiera.. sieć sklepów spożywczych. To tyle. Większość woli dawać pieniądze na siatkówkę i hokej, które w tym rejonie mają najzwyczajniej w świecie większe tradycje.
I w tym wszystkim nagle pojawił się prawdziwy glaswegian. Szkot z Glasgow z krwi i kości. Gość, który niemalże całą karierę piłkarską spędził w Rangersach. Alex Miller chciał prowadzić kiedyś „The Gers”. Do tej pory nie było mu to dane. I chyba już nie będzie. Zabawę w trenerkę zaczynał jeszcze w Hongkongu, gdzie był grającym szkoleniowcem, by później, przez niemalże dziesięć lat stać na czele Hibernianu. Chwilę potem, po przygodzie z Aberdeen opuścił stołek trenerski, by szefować w szukaniu talentów dla Liverpoolu. Na ławkę na dobre wrócił w 2008 roku. Dziesięć lat poza zawodem! I zaczęło się. To na chwilę w Japonii, to na pięć miesięcy w Szwecji.
Co podkusiło 62-letniego Szkota? Na pewno nie klimat „syberyjskiego Chicago”. Podejrzewam, że po prostu lubi zwiedzać świat pracując. Dzięki temu robi dwie rzeczy, które kocha najbardziej. Jest przy piłce i sprawdza nowe miejsca. A przy okazji zapisuje się w historii.
A co o samej pracy mówi Miller? Wprawia w osłupienie. Nie narzeka. Od razu przyznał: - Gdy pracujesz poza granicami, wyzwaniem jest zaadaptowanie się. Ty sam musisz się dostosować jako trener. Nie możesz przecież prosić, żeby do ciebie dostosowało się dwudziestu pięciu piłkarzy.
Już wyobrażam sobie polskiego trenera, który marudzi, że to nie tak, tamto źle. A do tego zimno i szaro. Szkot doskonale zdaje sobie sprawę, że musi odbudować „Orły”, że nie będzie tu miał drugiego Spartaka Moskwa czy Zienitu Sankt Petersburg. - Musimy zachować swoją tożsamość – to ma być ta droga do sukcesu. Cel numer jeden? Powrót do elity.
Aha, i już chyba nie ma wątpliwości w jakim języku będą prowadzone odprawy. Wszakże asystentem pozostaje Dariusz Kubicki, który przez lata grał w Anglii. Do Rosji sprowadził go poprzednik Szkota, ale ten zdecydował się na współpracę z obecnym sztabem. Zatem, niech przygoda trwa!
