Hołownia swoją przygodę z cynizmem i polityką zaczął niewinnie. Tu i ówdzie nieelegancko odniósł się do Kidawy-Błońskiej, tu i ówdzie napomknął o Trzaskowskim coś nieprzyjemnego. I niby to nic, bo przecież polska polityka zdążyła już nas do tego niestety przyzwyczaić. Rzecz w tym, że takie zachowania zaczęły się pojawiać u człowieka, który od początku do końca krytykuje i neguje partyjne i polityczne „rozgrywki”. A to nic innego jak cynizm.
REKLAMA
Apogeum przypadło na drugą turę wyborów prezydenckich, kiedy to obaj kandydaci zaczęli typową walkę o wyborców innych kandydatów. Jednocześnie oczekuje się od Platformy najświętszych zachowań, nadstawiania policzków (gdyby tylko dało się więcej niż dwóch) i w ogóle to najlepiej kampanii na klęczkach. Ale z pewnością nie wolno nam walczyć w gronie opozycji. I słusznie, zresztą Trzaskowski jest bodaj jedynym kandydatem, który w drugiej turze nie zaatakował żadnego z kandydatów opozycyjnych. Czego nie można powiedzieć o reszcie prodemokratycznej opozycji. I tu przechodzimy do meritum. Bo oczywiście, żeby zdetronizować Andrzeja Dudę potrzebni są wyborcy, którzy oddali głos m.in. na Hołownię. To w pewnym sensie ogranicza nasze pole manewru a także to co możemy i czego nie możemy zrobić. Natomiast nie zmienia to faktu, że Szymon Hołownia uprawia sobie w najlepsze to, czym tak bardzo pogardza - partyjną politykę. Z punktu widzenia jego przyszłej organizacji politycznej jest to oczywiście zrozumiałe działanie, jednak patrząc z perspektywy tego o co idzie „gra”, jest to absolutnie nie do przyjęcia. Jego słowa były demobilizujące, a jedyne, co pomoże nam odsunąć dudowe nieszczęście od prezydentury, to mobilizacja. Kolejną sprawą jest to, że jako Platforma Obywatelska w kółko jesteśmy czyimiś zakładnikami, bo „osiem lat”, bo „wiek emerytalny”, bo to i tamto. Jak nie walą w nas niektórzy rozwydrzeni (serio, czasem można włosy rwać z głowy) przedstawiciele lewicy, to świętym patetyzmem podlanym moralizatorstwem unosi się Hołownia. Sądzę, że wystarczy tego dobrego, jesteśmy podmiotową partią, nie podnóżkiem. Mamy swoje zasługi, mamy swoją historię i odpowiedzialność za państwo. Nie zgadzam się na podporządkowywanie Hołowni, który znowu ma być tym rzekomo lepszym, bo partie są złe i fe. Tak jak lepszy miał być Kukiz, tak jak lepszy miał być Petru. Zbyt długo pozwalaliśmy sobie narzucać takie idiotyczne narracje przynoszące więcej złego niż dobrego, choćby z uwagi na kulejące w Polsce społeczeństwo obywatelskie.
W tym wszystkim nie można utożsamiać wyborców Hołowni z samym Hołownią, to nie to samo. Rozumiem rozmaite motywy, które kierują wyborcami, również te, które skierowały ich do Hołowni. I to decyzja ludzi, taka sama jak głosowanie na Rafała, czy Dudę, czy kogokolwiek innego. Rozumiem też motywy, które kierują Hołownią. Problem w tym, że w niektórych momentach diametralnie rozmijają się z tym, co wziął na sztandary. Od lat odbiera się nam poczucie dumy z tego co zrobiliśmy przez lata naszych rządów. Mamy się kajać, przepraszać w nieskończoność, ustępować, robić miejsce i umniejszać się. Nie zgadzam się na to. Rządy Platformy nie były doskonałe, były zaniechania, popełnialiśmy błędy decyzyjne i komunikacyjne. Ale nikt tego nie neguje, a wnioski zostały wyciągnięte. To nie jest ta sama partia co dziesięć, czy pięć lat temu. I nie oznacza to, że mamy nadstawić dwudziesty policzek, ja nie zamierzam. Mamy ustępować, bo jest to na rękę Hołowni i jego powstającemu ruchowi, ale jak tylko walczymy o własną podmiotowość, to jak mantrę słyszymy, że lekceważymy, że nasz czas się skończył, że trzeba się usunąć dla innych i rozmaite inne głodne kawałki. To jest polityka, Hołownia ją uprawia (niezależnie jak bardzo się od tego odżegnuje) i partie polityczne ją uprawiają. Postulaty Hołowni skierowane do Rafała były niczym innym jak uprawianiem polityki i „grą o swoje”. Cztery konkretne funkcje w pałacu prezydenckim mają być pełnione przez osoby które nie są i nigdy nie były w partii politycznej, co to w ogóle jest? Ano to, że potencjalnie mogło uderzyć w Rafała, który jest wiceprzewodniczącym partii. Tak jakby w partiach nagle nie było ludzi z doświadczeniem i kompetencjami! Bo gdyby Hołowni chodziło o kompetencje, to kompetencje byłyby kryterium, nie zaś przynależność partyjna, bądź jej brak. I to jest idealny przykład cynicznej gry schowanej za ułudną fasadą. To samo dotyczy audytu w spółkach skarbu państwa i w spółkach samorządowych, który potencjalnie mógłby być dla Trzaskowskiego problematyczny. Kolejna szansa, żeby ugrać swoje. Więc niech nikt nikomu nie wmawia jakie wzniosłe ideały kierują Hołownią. Pewnie są, nie odbieram mu tego. Ale niech nie mydli oczu, że tak się brzydzi partyjną polityką, bo to jest po prostu niesmaczne. Mam dość tego, że co chwila ktoś umniejsza wartość mnie i moich znajomych przez to, że jesteśmy członkami partii politycznej. Poświęciliśmy działalności publicznej i politycznej często lata życia, wiele wysiłku i oddania, więc przepraszam bardzo, ale z takimi postulatami, Hołownia pluje nam wszystkim w twarz. Tak jakbyśmy mieli to wszystko wywalić do kosza na śmieci. Hołownia za to poświęcał się m.in. pracy w programach rozrywkowych. I nie ma w tym nic złego, tylko to jednak coś zgoła innego. Ale okej, proponuję na zasadzie identycznego mechanizmu coś podobnego, kolejny punkt takiej „deklaracji”: każda osoba publicznie manifestująca swoje poglądy religijne ma utracić prawo do pełnienia funkcji politycznych. To dokładnie taki sam, równie pozbawiony sensu mechanizm.
Nie odbieram Hołowni tego co dokonał przez ostatnie tygodnie, bo te dokonania są. Ale jest też duża doza manipulacji. Platforma nie rządzi od lat, i tak jak napisałem, to jest inna partia a wnioski wyciągnięto. Tymczasem dwie trzecie opozycji, włącznie z Hołownią zachowuje się, jakbyśmy dopiero co zdali władzę. Dlaczego? Bo jest im to politycznie na rękę i działa w zgodzie z ich interesem. Zwykła, polityczna rozgrywka na którą nie ma się co obrażać. Ale fakty należy nazywać faktami.
My mamy nie debatować o politycznych, długofalowych celach Hołowni, bo „nie pora na to”, ale rozumiem, że jest pora, żeby nam coś dyktować, i żebyśmy my znowu kajali się w ukłonach? Szukajmy tego co nas łączy, ale nie będziemy wystawiać policzka na lewo i prawo, sorry, ale basta.
My mamy nie debatować o politycznych, długofalowych celach Hołowni, bo „nie pora na to”, ale rozumiem, że jest pora, żeby nam coś dyktować, i żebyśmy my znowu kajali się w ukłonach? Szukajmy tego co nas łączy, ale nie będziemy wystawiać policzka na lewo i prawo, sorry, ale basta.
I jeszcze dziś, tuż przed ciszą wyborczą, Hołownia wbija nóż w plecy kandydata nie formacji politycznej, ale większości prodemokratycznego obozu. Że nie wierzy w jego niezależność, że (SIC!) Platforma będzie miała na Trzaskowskiego taki sam wpływ, jak PiS na Dudę, innymi słowy wszystko to, co w niektórych wyborcach może wywołać przekonanie, że lepiej głosować na Dudę, albo chociaż potrzebę zostania w domu. I to ten sam Hołownia, który mówi, żeby skończyć z cyniczną polityką, że ma dość polityki, że on sam nie jest politykiem, itd.
To człowiek równie fasadowy co Kościół w Polsce.
