Miesiąc temu londyński Savoy na West End zdecydował się wystawić "Cabaret" Christophera Isherwooda. Większość z nas pamięta ekranizację z 1972 z Liza Minnelli, Micheal York i oczywiscie Joel Grey. Nie udało mi się dostać na premierę, ale jakoś udało się zdobyć bilet na jedno z kolejnych przedstawień i siedząc w samolocie dręczyło mnie już tylko jedno pytanie. Dlaczego Savoy zdecydował się na wznowienie ? Tyle lat po terrorze brunatnych mindurów. Kto dzisiaj zrozumie przesłanie i do kogo jest skierowane? W pażdzierniku nie wiedziałem jeszcze, że odpowiedź znajdę 11 listopada wśród tłumów na Marszałkowskiej, róg Żurawiej.

REKLAMA
Dyskusja u Lisa, dyskusja u Olejnik. Dyskusje w pracy i na ulicy. I wszędzie to samo. W obliczu kłamliwych oskarżeń, języka na miarę nowego bolszewizmu czy brunatnych koszul, uczciwi ludzie tracą grunt pod nogami. Gąsienice konwoju bezczelnych pomówień usuwają ich z drogi bez wielkiego oporu. Człowiek pomówiony czuje złość. Człowiek pomówiony sto razy czuje się nagi i bezbronny.
Gdzieś już widziałem te dyskusje. Tak, na deskach Savoya, miesiąc temu. Obrazki z berlińskiej ulicy - sąsiedzi, przyjaciele i znajomi. Gdzieś przemknie brunatny mundur, ale przecież to niemożliwe, aby przejęli władzę. To taki polityczny, hałaśliwy folklor, nic poważnego. Wybita szyba u handlarza owocami, przecież znam go od lat. To musiał być przypadek. Wybite szyby na całej ulicy - zbieg okoliczności, a może burza w nocy ? Gazety szukające sensacji, a nie prawdy. Przecież my, dziennikarze, świecimy światłem odbitym, nie kreujemy rzeczywistości i tylko ją pokazujemy, jaka jest. Nie wolno nam nic więcej. Państwo - słabe i uwikłane w spory. Opozycja mówi językiem ulicy, ulica mówi językiem rynsztoku. Rynsztok tryumfuje i śpiewa "Tomorrow belngs to me" - jaka piękna pieśń ! "Cabaret" 2012 , ale czy na pewno na londyńskim West End?
Nie wiem, które zakończenie jest bardziej przejmujące - filmowe czy teatralne. To nie jest zresztą najważniejsze. Gdy kurtyna opada i przemknie ostatnia klatka taśmy filmowej, widownia wyjdzie w milczeniu i pokorze. I ta myśl, niby zawsze obecna, teraz, nagle, staje się postanowieniem, decyzją, credo życiowym. Nigdy więcej, nigdy więcej, gdy ktoś napluje mi w twarz, nie powiem, że pada deszcz. Masz teraz swoje pięć minut. Na Marszałkowskiej, róg Żurawiej.