Nie będzie o kulinariach. Będzie o raku mózgu czy raku prostaty złapanych w wirtualną sieć. Mimo skuteczniejszych metod leczenia, postępu medycyny coraz więcej z nas zapada na tę chorobę. Statystyki potwierdzają, ze chorujemy coraz więcej. Nie znam badań dotyczących liczby osób, których poprzez badania profilaktyczne nie dopadła rozwinięta faza tej choroby. Myślę jednak, że liderem prewencji może stać się komunikacja w sieci. Internet jako instrument w profilaktyce i wczesnym wykrywaniu choroby.
REKLAMA
Jakiś czas temu rak mózgu odebrał mi Przyjaciela i mam jeszcze w pamięci nasze dyskusje. Jakaś część mojego pokolenia, (chciałoby się powiedzieć, że czterdziestolatków, ale niestety juz nie) wychowana została w kulcie milczenia na temat tej choroby. Jak to w życiu, każdy miał jakiegoś ulubionego wujka lub ciocię, którzy Cię odwiedzali, potem coraz rzadziej, jakieś wizyty w szpitalu i nagle spotkanie całej rodziny na pogrzebie. Rzadko można było usłyszeć, że to rak macicy, rak mózgu. Mówiło się rak i wszyscy milczeli, nie komentowali. A nas , dzieci, pamietam, że to słowo wręcz paraliżowało. A potem zapadało milczenie. Wujek umarł, bo był długo chory - no i ten nieodzowny nekrolog - odszedł po długiej i ciężkiej chorobie.
Oddajmy internet walczącym o powrót do zdrowia. Choroba jest taka sama jak 40 lat temu, lecz ci, którzy zdecydowali się na walkę, nareszcie nie muszą być sami. Oprócz postępu medycyny, jest takze widoczny postęp w mówieniu i pisaniu o chorobie. Rozwija się zjawisko, które nazywam "pop-rekonwalescencją" tych, którzy nie zgadzają się, aby trwać w osamotnieniu, aby coraz rzadziej przychodzić z wizytą do przyjaciół, bo przecież to taka straszna choroba. Czy ktoś powiedział, że wstydliwa? Takie głosy też gdzieś słyszałem. A przecież izolacja jest tylko akceleratorem choroby.
Mamy nowe media, dostępne dla każdego - Twitter, FB, blogi one pozwalają się wyrwać z izolacji, do której kiedyś zmuszała i choroba i nacisk społeczeństwa. Chorzy mogą być w stałym kontakcie, a jeśli trzeba, mogą wyłączyć się na pewien czas, aby za chwilę znów otworzyć wirtualne drzwi do siebie. I nie dziwmy się, że udzielają wywiadów, piszą o swoim dniu codziennym - każdy wpis to kontrybucja do ich rekonwalescencji i profilaktyki dla innych. Znajdą się czytelnicy, którzy przed lekturą szpitalnych twittów nigdy wcześniej nie poszliby do lekarza, a dzisiaj cieszą się drugim życiem.
Azraelu, pisz, mów, publikuj ! Wygrasz tę walkę, a twittując pomożesz tysiącom innych, którzy jeszcze nie wiedzą o swojej chorobie.