Spodziewałem się riposty i oto jest - prawdziwa szarża kawaleryjska. Siecze na prawo i lewo, byle tylko odwrócić uwagę i zamienić dyskusję o oczekiwaniach i gustach klienta na dyskusję ad personam.

REKLAMA
Mamy z Panem Prezesem parę wspólnych doświadczeń - pracujemy w handlu, jesteśmy filologami, firmy mają siedziby w Krakowie. I to chyba już koniec tej listy. Na pewno różni nas stosunek do Klienta, ja go nie wykluczam ze względu na zasobność portfela, daleki jestem też od oceniania jakości wypowiedzi mojego Szanownego Konkurenta, wystrzegam się nadmiarowych ocen, że to "totalna bzdura", przywoływaniu porównań z tombakiem i koniną w tle.
Rynek jest tak wielki, że jest miejsce dla Pana i dla nas, bez konieczności zabiegania o Klientów poprzez takie argumenty. A jeśli się Pan czegoś nauczył, i klęka Pan teraz przed Klientem jak Piechociński przed swoimi wyborcami, to odbieram Pana gest jako osobistą satsfakcję. Nauka nie poszła w las.