Himalaizm jest sportem dla ludzi pełnych wewnętrznych sprzeczności. Realizując wyprawę konieczne jest zbudowanie finansowania, sieci wsparcia , uruchomienia kontaktów politycznych, reklamy i sponsorów. Takie przedsięwzięcie może udźwignąć tylko sztab zawodowców. Jednocześnie jest to chyba najbardziej indywidualny sport, uprawiany przez osoby posiadające niebywałą umiejętność funkcjonowania w zespole lecz w równej mierze potrafiący realizować swoje cele indywidualne. Natura wyposażyła ich także w dar czerpania siły z bycia samotnym wobec wyzwań.
REKLAMA
Media często przekazują nam obraz zwycięstw zbudowanych przez wielki zespół oraz tych solistów, którzy mieli tego dnia szczęście być w najlepszej formie i najbliżej szczytu. Ale w starciu ze szczytem jest się już sam na sam, a gdy warunki pogodowe zamieniają się w ekstrema, których nie potrafimy sobie nawet w przybliżeniu wyobrazić, zostaje tylko walka o przetrwanie. Indywidualne, nie zbiorowe. I oni to wiedzą i liczą się z tym.
To powód, dlaczego my, ludzie z innego świata, nie możemy odnaleźć się w sytuacji, w której niepowodzenie i tragedia wymykają się zwykłym osądom. Pytamy, dlaczego oni sobie nie pomagają, dlaczego jedni schodzą a drudzy zostają, gdzie prosta ludzka solidarność? Każdy wspinacz wie, że w takich surowych warunkach zimowych, w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, być może nie istnieje coś takiego, jak niesienie pomocy za każdą cenę. Tą ceną byłoby tylko życie ratownika bez szansy uratowania kolejnego życia. Codzienna obserwacja wyprawy przez przekazy satelitarne, która staje się naszym udziałem, buduje w nas wrażenie, że wystarczy zadzwonić po pomoc, a pomoc nadejdzie. A w rzeczywistości mówimy o kilkunastu wspinaczach odciętych od świata w temperaturach - 40st C i huraganowym wietrze tam, gdzie najbliższa osada to siedem dni marszu.
Zdecydowana większość z nas nie może sobie nawet w przybliżeniu wyobrazić warunków pogodowych, w których zdobywano Broad Peak. Proszę zatem, abyśmy wspominając tragedię dwóch himalaistów, ich rodzin i przyjaciół, nie podważali decyzji o zakończeniu poszukiwań i powrocie.
Ekstremalni wspinacze - nikt z nich nie wierzy, że to właśnie jemu może się coś przytrafić, przecież nie wspinaliby się wtedy. Wiedzą jednak, że wielu nie wraca nigdy i świadomość ryzyka nigdy ich nie opuszcza. Tutaj ryzyko można tylko minimalizować, nigdy wykluczyć. Treningi, najnowsze technologie, profesjonalna organizacja projektu, otaczanie się profesjonalistami - to ich norma.
Wiedzą jednak zawsze, że grają na jednym boisku z Panem Bogiem i często mają szansę urwać tylko parę punktów. Wiedzą też, że mogą przegrać. I mimo to ostro grają.
Uszanujmy to.