Ten dramat różnie jest opisywany, najczęściej jednak słyszę, że serwery się położyły. Zdarza się, najczęściej na kilka godzin lecz tym razem na dłużej - jestem bez e- poczty od wczoraj i ten stan pewnie potrwa do godzin popołudniowych. I pewnie nie szukałbym okazji dzielenia się takimi newsami, gdyby nie rzut oka na wiadomości zapisane w "roboczych" - 168 e-maili, które zredagowałem, aby były gotowe do wysłania, gdy tylko serwery zmartwychwstaną.

REKLAMA
168 ! Rzadko uświadamiam sobie ilość otrzymanych i wysłanych e-maili, najczęściej przychodzą na blackberry, odpisujemy na nie i wysyłamy w zasadzie odruchowo. Ich ilość rozmywa się w czasie. W podróży, na spotkaniach, w biurze czy restauracji. I oczywiście po zakończeniu dnia nikt z nas nie przelicza ilości odebranych czy wysłanych e-maili. Czysty przypadek, że spojrzałem na "robocze"- 168.
Ok, jeśli poczta nie działa, e-maile leżakują, a ja jadę jeszcze z 250 km uroczym składem PKP, to zobaczmy, co tam mądrego napisałem. Jest kilka obszarów, które są niezmienne: w większości e-maili za coś dziękuję - thank you, danke i dziękuję. W jednym tylko nie dziękuję, e-mail do żony, która pyta, kiedy będę w domu. W tym e-mailu przepraszam. A ona nie dziękuje - nie ma też za co, no bo co to za mąż wracający do domu po 23.00. Nie tylko nie dziękuje, ale nawet nie odpisuje...
Kolejna grupa wiadomości związana jest z potwierdzeniem lub zaprzeczeniem. Te e-maile mają jedną ciekawą cechę - bez kontekstu nie mają sensu. Kilka cytatów : "nie", "tak", "raczej tak", "zdecydowanie nie", "zatwierdzam", "wstępnie zatwierdzam" . Szczególnie to ostatnie jest świetne - zatwierdzam, ale wstępnie. Biedny ten mój adresat - może mi wybaczy, jeśli finalnie nie zatwierdzę, bo przecież wie, że zatwierdziłem tylko wstępnie. A może w ogóle nic nie zrobi i będzie czekał na ostateczne zatwierdzenie. Lepiej do niego zadzwonię i powiem, ze zatwierdzam. Ostatecznie. Albo nie zatwierdzam. Ostatecznie. Zresztą ostatecznie to sam jeszcze nie wiem.
Pozostaje jeszcze jeden obszar - e-maile opisowe. Tych nie lubię najbardziej - nie mają executive summary, zmuszają do przeczytania w całości i nie wiadomo, czego nadawca oczekuje.
Wspomnę też o e-mailach, których w ogóle nie czytam - wszystkie mają wspólny mianownik - rozpoczynają się od "Witam" albo od "Dear All" względnie "Moi Drodzy".
I za nie jestem najbardziej wdzięczny - kończę je zanim rozpocznę !