Pewnie nie ma wśród nas wielu osób, które jeszcze pamiętają obie wojny światowe. Gdybym poznał taką osobę, chętnie zapytałbym, co czuła w przeddzień ich wybuchu. A pewnie były to podobne do siebie emocje. Trudno wczuć się w atmosferę tamtych dni znając ją tylko z literatury, ale mogę sobie wyobrazić, że nawet II Wojna Światowa nadeszła dla wielu zupełnie niespodziewanie
REKLAMA
Było przeciąganie liny politycznych żądań, „korytarza”, wołanie o Lebensraum czy relokacje wojsk, ale większość wierzyła, że do niczego nie dojdzie, że rozejdzie się po kościach. Przecież w pełni sił było jeszcze pokolenie pamiętające Wielką Wojnę i trudno było im sobie wyobrazić kolejną. A było to pokolenie, które pamiętało przecież nie tylko ostatnią wojnę, ale i krew lejącą się w czasie wojny bolszewickiej. I mimo tej zbiorowej pamięci o tysiącach poległych, dumy z odbudowanego kontynentu, a w naszym przypadku dumy z odzyskania niepodległości, nikomu nie udało utrzymać się pokoju.
Czy dzisiaj jesteśmy w przeddzień podobnych wydarzeń? Moim zdaniem, ktokolwiek odpowiedziałby przecząco lub potwierdzająco, zgrzeszyłby poprzez swoją pychę. W dzisiejszej sytuacji nic nie wiadomo. Czy trzy miesiące temu ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić, że Rosjanie wkroczą na Krym przebrani za harcerzy? Czy ktoś mógłby przewidzieć, że snajperzy będą strzelać do ludzi zgromadzonych na kijowskim Majdanie pozbawiając życia ludzi, którzy jeszcze rano przeglądali wiadomości na iPadzie?
Mam ciągle przed oczami obrazek jednego z przekazów telewizyjnych, gdzie kilku „majdanowców” przemykało się na tle wielkiej reklamy najnowszego telefonu Apple. Przecież to takie same reklamy, które możemy zobaczyć w Warszawie czy Berlinie. Z tym, że na „naszych” możecie czasem zobaczyć graffiti, a na „tamtych” krew.
Dzisiaj wszystko jest możliwe, nie ma jasnowidzów, wielkie ośrodki analityczne, międzynarodowe, wysoko dotowane Think Tanki wyłożyły się na pierwszym możliwym zakręcie. Gdzie byliście ze swoimi analizami i badaniami? Czy jedyną rekomendacją wszystko wiedzących analityków było słynne powiedzenie Sikorskiego „Podpiszcie, albo zginiecie” . To wszystko, co mogli podpowiedzieć naszemu ministrowi?
Dzisiaj wszystko jest możliwe, nie ma jasnowidzów, wielkie ośrodki analityczne, międzynarodowe, wysoko dotowane Think Tanki wyłożyły się na pierwszym możliwym zakręcie. Gdzie byliście ze swoimi analizami i badaniami? Czy jedyną rekomendacją wszystko wiedzących analityków było słynne powiedzenie Sikorskiego „Podpiszcie, albo zginiecie” . To wszystko, co mogli podpowiedzieć naszemu ministrowi?
Jesteśmy zdani na relacje prasowe i telewizyjne i na własne wyczucie i osąd sytuacji. Lecz kto z nas potrafi znaleźć w tym gąszczu i szumie informacyjnym wskazówkę na przyszłość. Nikt z nas nie wie, co wisi w powietrzu, co musi się zdarzyć, zanim wybuchnie wojna.
Wiem, że jeśli coś się zacznie, ja i miliony nas, będziemy absolutnie sami, skoncentrowani na ratowaniu rodziny i siebie. Tak ja teraz nasi przyjaciele z Ukrainy. Inne sprawy staną się nagle nieistotne.
A jeśli wszystko rozejdzie się po kościach, to pamiętajmy, co czuliśmy w dniach zagrożenia. Takie emocje prostują kręgosłup i wyostrzają wzrok na rzeczy naprawdę istotne.