– Te łałka, błynieź mi tłochę kławy. – rzucił z brooklyńskim akcentem Tony i zapatrzył się w przetykany gangsterami, byle jaki krajobraz Coney Island. – Wa tzo ty taki nie w szosie? – spytał z żydowskim akcentem Moishe, szkolny kolega Tony’ego, też zamawiając kawę, tyle, że koszerną. – Fłapomnij! Mam gujową łobotę. Młusze stłuknąć Głubego Majjo. – odparł Tony, a jego brooklyński akcent wskutek przygnębienia nabrał jeszcze większej wyrazistości...

REKLAMA
– Y tzo? Utopiś go pod Verretzano, szi wysiuciszś sfłoki na tyj parseli pszi sietemciesiontej? – zainteresował się Moishe, przy czym jego żydowski akcent, pod wpływem ciekawości, znacznie się wyostrzył.
Tony nie zdążył odpowiedzieć, bo w drzwiach jadłodajni U Nathana stanął Peter, który chodził do tej samej podstawówki, co Tony i Moishe, tylko do niższej klasy. Dzieciaki przezywały go Peepeeter.
Przybił zebranym po wysokiej piątce, skinął na kelnerkę i poprosił:
– T... t... tti ra… ra… rarka, pszszsz… pszszsz… pszinieć mmm… mmm… mmmi kafff…fff…fffki.
– Tysz pompijasz jeno kławę? – obruszyła się klepnięta w pupę Sophshia, która była Polką i nie rozróżniała akcentów, więc myślała, że wszyscy trzej przyjaciele są Żydami, przy czym Peepeeter jest Żydem pochodzenia chińskiego. – A morze zaprobonowawszy weźmnienitem śmiastkoń. – przetłumaczyła z polskiego na angielski zachętę: – Mogę zaproponować wyśmienite ciastko.
– Szszsz… szszsz… sziazthgou nnn…nnn…nnnię aaa… aaa… arę mmmoszhę ggg… ggga…gggararethkę. – złożył zamówienie Peepeeter, po czym zwracając się do Tony’ego, zagadnął: – Zzz… zzz… zzzłynszhałłęm, szhę mmm… mmm… mmmanszh sthłuknąć Grrr… grrr… grrrubęgą Mmm… Mmm… Mmm…
– Łofszem, młam… – przerwał ponuro śniady Włoch i ponownie skierował wzrok na niechlujne budy lunaparku Astroland, wśród których uwijały się kobiety z wężami, tłuste karzełki, siłacze o wygolonych klatach, fakir, który łyka szpadę i gasi w ustach pochodnie, otyli, czerwonogębi, wiecznie podpici naciągacze, Mistrz Języka skręcający ustami papierosy, balecik roznegliżowanych dziewcząt pod batutą Wielkiego Frediniego, kwikliwe bachory, ich wyświechtane rosyjskie mamuśki oraz monstrualnie nabrzmiałe babsztyle, niektóre z brodami. – A ty skłond wesz?
– O… oo… od Gggh… Gggh… Ggghszhywęgą Zz…Zzz….Zzzguthęran.
Krzywy Scooter miał matkę Irlandkę a ojca Czecha. Prowadził warzywniak przy rogu Brighton Avenue i Czwartej Ulicy. Prosperował znakomicie, choć na kapustę mówił fafusta a na kalarepkę – babaretka. Dlaczego – nie wiadomo, bo poza tym jego angielski był nienaganny i żadnego szczególnego akcentu nie przejawiał.
Moishe zgłodniał. Poprosił o hot doga z kompletem dodatków czyli: keczapem, musztardą, chili oraz kiszoną kapustą. Ponieważ wyznawał kabalistyczne przekonanie o niemożności zmysłowego scalenia odrębnych bytów w doskonałą jednię, każdy dodatek zamówił na innym talerzyku. Kelnerka z przesadną starannością ustawiła tacki wzdłuż szczerbatego kantu stolika, lecz nie zdążyła przetłumaczyć złośliwej uwagi – Proszę bardzo, każdy dodatek oddzielnie jak pan sobie życzył, ale hot dog jednak w bułce! (co zabrzmiałoby mniej więcej: Proszek bar zło, kasz żdy gagatek kondzielnie kak ban byczył, walę kot dog jedynak w półce!), bo do jadłodajni "U Nathana" wpadł Gruby Mario.
Wyjął gana i stuknął wszystkich po kolei, nie wyłączając kelnerki. Cisnął spluwą o spękane linoleum aż jęknęło jak Pierdolnięty Benny, kiedy strzykawa zabierała mu patyczek o pseudonimie Ciotuchna. Wyszedł na rozpaloną słońcem Surf Avenue, sprawdził czy białe szpice półbutów i beżowe nogawki spodni nie są pochlapane kawą, po czym wycedził po sycylijsku do przyczajonego za winklem Kulawego Aristotela, szkolnego kolegi stukniętych, który był Grekiem i zawsze donosił nauczycielkom: – Dźjęki, człowieku. Młasz u mnie dłuży blus. Oto skutki chodzenia do podstawówki z frajerami. Zamiast jednego trupa – cztery.
Oczywiście Tony, Moishe i Peepeeter nie byli takimi jełopami, by mówić Kulawemu Aristotelowi o wyroku, który wydał na Grubego Mario sąd kapturowy w osobach: Głuchego Pauliego, Garbatego Vinnie’go i Ślepego Frankie’go. Sekret planowanej egzekucji zdradził Grekowi – Sepleniący Louis, którego matka, Łysa Pepita była Haitanką natomiast ojciec Sflaczały Kike – Kubańczykiem, choć przesądne stare dewotki (zwłaszcza Zezowata Dora, Zdechła Rashka, Rozdeptana Angela oraz Dwugłowa Becky), skupujące na wyścigi, nie wiadomo po co, całe kwintale fafusty i babaretki od Krzywego Scootera utrzymywały, że spłodził go diabeł zakochawszy się w kozie.