Dow Jones Industrial po raz pierwszy od maja 2008 roku przekroczył 13 tysięcy punktów, a zdaniem ekspertów, byk dopiero się rozpędza.
REKLAMA
Do niedawna optymizm wywołany wzrostem wskaźników gospodarczych przegrywał z pesymizmem made in Europe. Od pięciu miesięcy jednak bezrobocie stale maleje, w lutym samopoczucie konsumentów poprawiło się o 10 procent, a inwestor też konsument. Dobre wiadomości z Grecji sprawiły, że już tydzień temu Dow przekroczył na chwilę psychologiczną granicę 13K. Sesja skończyła się, co prawda, na poziomie 12 966, ale w sumie jest dobrze: przez ostatnie siedem tygodni indeks wzrósł o 6,1 procent i rośnie nadal.
Wyjście rynku na prostą oznacza, że będzie to prosta wznosząca – również niedźwiedzie przebudzą się z zimowego snu i zaczną kupować akcje, śrubując ich cenę. Wtorkowy wynik „wskazuje, że kryzys finansowy, który spędzał nam sen z powiek, w ogóle nie nastąpił, bo wróciliśmy do punktu wyjścia.” – uważa Jack Ablin z Harris Private Bank. Również dla przeciętnego Amerykanina 13 tysięcy brzmi dumnie. Ponad połowa mieszkańców USA inwestuje w akcje, wśród zarabiających więcej niż 75 tysięcy dolarów rocznie, wskaźnik ten wynosi blisko 90 procent.
Od kaprysów rynku zależą nie tylko ich emerytury, ale często i najbliższe wakacje. Hossa na giełdzie zachęca do wydawania pieniędzy i zyskuje cała gospodarka. Poza psychologicznym, szczęśliwa trzynastka ma duże znaczenie polityczne: zwiększa szanse Obamy na reelekcję. Prezydent może się pochwalić, że za jego rządów wartość akcji wzrosła o 60 procent! Republikanom trudno będzie argumentować, że jest przywódcą niesprzyjającym biznesowi.
Co więcej, działa tu – korzystne dla prezydenta – sprzężenie zwrotne. Rynek ma się coraz lepiej, bo antycypuje zwycięstwo Obamy, tymczasem lepszy diabeł znany: brak przetasowań w Waszyngtonie gwarantuje stabilizację polityki gospodarczej. Według internetowej giełdy prognostycznej Intrade.com, gdzie można obstawiać wyniki wyborów, Oscarów, „Tańców z gwiazdami”, trzęsień ziemi tudzież badań nad bosonem Higgsa, szanse prezydenta na utrzymanie stanowiska wynoszą dziś 60 procent. Innymi słowy: jak Obama rynkowi, tak rynek Obamie.
