Piątek to niedziela, tyle że w piątek … można by śmiało rzec parafrazując znany cytat ze Sławomira Mrożka. Cała albo prawie cała wyspiarska Indonezja wie o tym bardzo dobrze i co więcej, uważa to za absolutnie trwały, a więc i niezmieniany element krajobrazu życia codziennego. Najludniejszy kraj muzułmański na błękitnej planecie żyje co prawda w rytmie kalendarza gregoriańskiego i tradycyjnego rozkładu pracy w 7miu dniach tygodnia, jednak każdy (bez wyjątku) piątek znajduje się poza tym łacińskim na wskroś nawiasem.

REKLAMA
Już od świtu w piąte dni tygodnia daje się łatwo zauważyć odmienność kreacji płci brzydkiej, czyli męskiej w porównaniu z dniami pozostałymi alias nie piątkami. Panowie Indonezyjczycy, bo to dla nich jest ten święty i podniosły dzień, ubrani są piątkowo, elegancko lub jak kto woli kościelnie vel galowo. O wiele bardziej dostojnie niż by tego wymagały normy w inne dni tygodnia.
Powód zaś jest tylko jeden, a jest nim południowa modlitwa Salath Jumat odprawiana w każdym bez wyjątku meczecie republiki.
Różni się ona od rutynowej inno dziennej modlitwy południowej, jak i każdej innej z pięciu modlitw dnia powszedniego, obecnością imama, kazaniem i podniosłą męską atmosferą. Poza tym a może nawet przede wszystkim jest też obowiązkowa i nie można odbyć jej w musholi (modlitewnia) lecz obligatoryjnie w meczecie.
Piątek jednoczy Braci w wierze, daje im poczucie siły, oraz wzmacnia więzy między nimi i czyni tak od stuleci.
Już w czasach Mahometa mężczyźni zbierali się oraz własne siły, no i wiarę w militarne sukcesy, właśnie podczas wspólnych piątkowych (choć nie tylko) nabożeństw.
Południowa modlitwa w każdy piątek, zaczyna się jak cztery inne z pięciu modlitw codziennych, misterną rytualną ablucją, zwaną tutaj pospolicie Whudu. Ręce, stopy, po nich przedramiona oraz uszy, a na koniec usta oraz głowa, myte są długo oraz skrupulatnie w wolno sączącej się wodzie pod małymi kranikami w specjalnie wydzielonych przy meczetach miejscach.
No a potem trzeba zająć dobre miejsce na miękkim zielonym (zazwyczaj) dywanie by w skupieniu i względnej wygodzie wysłuchać imama, a po modlitwie podzielić się swoimi przemyśleniami z którymś z braci w jedynej i słusznej wierze.
Odrzucając aspekty duchowe, a idąc w przyziemny pragmatyzm, jakby na to nie patrzeć i jakby tego nie liczyć, bez mała trzy piątkowe godziny ulatują Indonezji jak mrugnięcie okiem. Kolejne dwie w skali tygodnia uzbierać można z pozostałych modlitw południowych w czterech dniach roboczych. Dodając do tego czas spędzony na modlitwie przez indonezyjskie niewiasty i biorąc pod uwagę 40-godzinny tygodniowy tryb pracy, wychodzi bez mała dziesięcioprocentowy wyłom w narodowym pracy płocie.
logo

Biorąc pod uwagę fakt iście statystyczny, iż w dniu dzisiejszym 5% wzrost produktu PKB w każdym bez wyjątku zakątku kuli ziemskiej robią tylko bardzo drapieżne tygrysy gospodarcze, nietrudno tu o analizę, zrozumienie skali i ostateczną oraz konstruktywną refleksję.
Statystyka ta staje się jeszcze bardziej dobitna w świętym miesiącu postu ramadanie, czy wokół wszystkich świąt kalendarza księżycowego, zgodnie z którym żyją wszyscy pobożni indomuzułmanie.
A żeby było jeszcze lepiej i jeszcze trochę mocniej … indonezyjscy muzułmanie świętują również Boże Narodzenia, Wielkanoce i popularne Sylwestry. Świętują je nic nie robiąc, bo tylko taki hołd jest przecież czysty, czyli halal.
Inni natomiast archipelagowicze, jak chociażby indonezyjscy buddyści, hinduiści, czy wreszcie katolicy, których liczebność sięga nawet 10 %, pracują w znoju i czoła pocie codziennie, a nawet w święty ramadan.
I to by było na tyle w związku z indonezyjską i nie tylko pracą i jej efektami czy utraconymi możliwościami. A rzecz tyczy przecież nie tylko Indonezji, lecz każdego kraju spod znaku półksiężyca.
logo