Krótka analiza ostatnich chwil życia doczesnego wigilijnego karpia oraz indonezyjsiej krowy tudzież kozy.
REKLAMA
Każdego roku gdzieś tak w okolicach grudnia wszelkiej maści miłośnicy zwierząt i obrońcy ich praw, wytaczają ciężkie działa przeciwko krajowym karpio-bójcom. Co więcej, z roku na rok huk tych dział jest wręcz coraz głośniejszy i trwa coraz dłużej i dłużej. Artylerzyści zrzeszają się w mniej lub bardziej formalne grupy i stowarzyszenia, promując wigilię bez smażonego karpia lub przynajmniej humanitarny ubój królewskich złotołuskich.
Argumenty pro karpiowej armii są przy tym bardzo różne od tych mniej, po bardziej a nawet bardzo logiczne. W gruncie rzeczy chodzi jednak zawsze o jedno i to samo czyli o cierpienie biednych ryb przeznaczonych na wigilijne polaków stoły i nieetyczne, patologiczne wręcz skutki oddziaływania ich cierpienia na psychikę najmłodszych mieszkańców kraju na nad Wisłą.
I nie sposób się z tą formą promocji wigilii bez rybki mocować. Największą wszak zaletą wywalczonej po 89-tym demokracji, jej logo, domeną nadrzędną jest fakt, iż każdy ma prawo mieć swoje zdanie, obnosić się z nim i do niego innych przekonywać.
Świat islamu również ma swoje bójcowe święta a zwą się one Idul Adha tudzież Qrban. Dzień ofiarowania, bo tak również zwie się ten szczególny dla wyznawców Allaha dzień, spływa krwią od afrykańskiego Maroko po filipińską wyspę Mindanao. I to spływa nie byle jak i w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Krowy i kozy, gdyż to one pełnią tutaj (tam) rolę przysłowiowych karpi, stłacza się w przygotowanych kilka dni wcześniej zagrodach by podobnie jak nadwiślańskie karpie w sklepowych basenach, czekały na swój sądny moment albo dzień. Dzień w którym zgaśnie słońce. A kiedy ten w końcu nadchodzi, jedne szlachtowane są na oczach drugich przy gwarze bawiących się dzieci i zawieszonym w powietrzu śpiewie Allahu Akbar.
Los krów i kóz zrodzonych w świecie islamu jest niewspółmiernie gorszy od losu polskiego karpia i w gorszej dopełnia się atmosferze.
Gdy karpie zdychają w wannach, zlewach lub kuchniach panów i pań Kowalskich, bydlęta ofiarowane niebiosom przez wyznawców jedynego prawdziwego Boga wykrwawiają swoje poderżnięte gardła na przerażonych na śmierć oczach oczekujących na swoją kolej współ ofiar.
Rytualne podcinanie gardeł jest w Indonezji i całym świecie islamu czymś tradycyjnym, normalnym i oczywistym jak skład powietrza oraz wody. Jest cząstką starej i wielkiej muzułmańskiej kultury, natury oraz duszy. Mali muzułmanie na całym bożym świecie dorastają w świadomości, iż rytualne podcinanie gardła z podniosłym śpiewem na ustach jest czymś duchowym oraz pięknym i z całą pewnością absolutnie wręcz poprawnym.
Różnica między losem polskich ryb i indonezyjskich kóz jest jednak taka, że nikt z obrońców praw zwierząt na archipelagu, biskim wschodzie czy Maghrebie nie odważył by się stanąć w ich obronie w obliczu dogmatu takiej a nie innej tradycji. Bo islam w odróżnieniu do tradycji wigilijnej nie toleruje krytyki.
