Kilka dni temu na wyspie Flores zmarł ksiądz Stanisław Wyparło, znany wśród mieszkańców wyspy kwiatów jako Padre Stanis.
REKLAMA
Wczoraj pocztą pantoflową dotarła do mnie spóźniona wiadomość o śmierci polskiego werbisty, misjonarza słowa bożego z wyspy Flores. Ksiądz Wyparło spędził w Indonezji prawie 50 lat swego 80 letniego żywota doczesnego. Na wysuniętej na wschód placówce misyjnej przeżył wszystkie upadki wielkich Republiki. Odeszli generałowie Soekarno i Suharto, Indonezja w której mieszkał spłynęła krwią, wyszła z mroku by stać się dzisiaj państwem demokratycznym. Również wyspa Flores zmieniała się za jego „kadencji” w coraz bardziej rozpoznawalny, niegdyś zapomniany kawałek świata.
Padre Stanis brzmiało i miejmy nadzieję brzmieć będzie nadal, od Ruteng po Labuhan Bajo, jak zaklęcie „sezamie otwórz się”. Nie zawaham się również stwierdzić, iż Ojca Stanisława znali tutaj wszyscy albo prawie wszyscy. Chrześcijanie, muzułmanie, wieśniacy , rybacy, wszyscy darzyli go wielkim, by nie rzec mistycznym wręcz respektem. A szacunek ten był jak najbardziej zasłużony, gdyż ksiądz Stanisław pobudował na obszarze swojej pracy misyjnej szkoły, drogi oraz mosty z których korzystać mogli wszyscy mieszkańcy zachodnich rubieży wyspy Flores.
Padre Stanis, którego miałem zaszczyt poznać i odwiedzać kilkukrotnie, był zawsze zabiegany i mocno zajęty sprawami doczesnymi. Tym nie mniej również zawsze miał on czas na miłą pogawędkę z gośćmi z nad Wisły. Mszę żałobną w Ruteng celebrowało ponad 100 księży a za duszę księdza modliły się tysiące wiernych. Czegóż chcieć więcej od życia jak nie takiego spełnienia?
Mój przyjaciel dziennikarz Piotr Jaskólski, zadeklarowany ateista walczący, który podczas pobytu na Flores poznał Padre Stanisa, szczerze się zasmucił wiadomością o Jego śmierci oraz rzekł „Odszedł jedyny ksiądz, którego szanowałem i lubiłem. Na moją deklarację ateizmu uśmiechnął się i powiedział” … „Nie przejmuj się tym‘’.
Cześć jego Pamięci.
