Great American Songbook to zbiór najlepszych amerykańskich piosenek XX. wieku. Istnieje stowarzyszenie popularyzujące utwory w nim zawarte. Na pytanie czym właściwie jest songbook, strona stowarzyszenia odsyła do wikipedii. Dwudziesty wiek jest właściwie ograniczony do swojej pierwszej połowy. Jakkolwiek coś tu nie gra, dobrze że coś takiego istnieje. Od jazzu przez musical, country po rock 'n' rolla tworzy punkt odniesienia dla współczesnych. Gdy Rod Steward nagrywa dyskusyjne wersje utworów ze śpiewnika, artyści tacy jak Tom Waits czy Bob Dylan piszą utwory idealnie wpasowane w ten zbiór.
REKLAMA
Czemu o tym piszę?
18 września ukazał się "Polski Songbook" Krzysztofa Krawczyka. Dwie płyty wypełnione przebojami estrady. Andrzej Dąbrowski, Perfect, Kombii, Czerwone Gitary, Niemen, Skaldowie itd. Wszystko znane, zagrane i zaśpiewane w stylu do którego pan Krzysztof zdążył nas przyzwyczaić. To nie jest recenzja tego wydawnictwa, to tylko punkt wyjścia by powiedzieć coś ważniejszego.
Patrzę na listę wykonawców którzy w 2012 dostali platynowe płyty, patrzę na rok 2011 i zastanawiam się czemu nie czytałem o tym w prasie. Czemu artyści którzy sprzedają najwięcej płyt w tym kraju są ignorowani przez nazwijmy je poważniejsze media? Czasem przeczytamy recenzje płyty Ani Dąbrowskiej, Marii Peszek, Heya czy Brodki, ale czemu ani słowa o Ewie Farnie, Sylwii Grzeszczak, Zakopower czy, jednak tak zasłużonych artystach dla krajowej sceny jak Dżem, Budka Suflera czy Seweryn Krajewski.
Jakby istniał jakiś podział, ci artyści dostają letnie festiwale produkowane przez TVP i komercyjne stacje radiowe, a prasa zajmuje się debiutantami i tymi flirtującymi z alternatywą. Czy nikt nie chce się narazić rzeszą słuchającym tej muzyki, czy ci wykonawcy nie zasługują na recenzje? Czy z góry przyjęto że nowa płyta Kombii, Bajmu czy De Mono jest zła? W USA nowe wydawnictwa Neila Younga, Johna Fogerty, są recenzowane, nawet krytykowane, u nas cisza. Nowy Perfect, Budki Suflera, Lady Pank przechodzą bez echa. Wiadomo, sprzedadzą się więc po co o tym pisać. Ale co jest w środku nie wiemy.
I jeszcze ten polski songbook Krawczyka, liczyłem że ktoś zwróci uwagę. Jak ładnie można by napisać, porównać do Johnyego Casha który zrealizował podobny pomysł, zastanowić się nad polskim śpiewnikiem. Jedyne artykuły jakie powstają na temat najpopularniejszych w Polsce artystów to, raz na jakiś czas, narzekania na niski poziom opolskiego i sopockich festiwali. Rozumiem że więcej splendoru dziennikarzom muzycznym daje odkrywanie nowych trendów, zespołów, misja edukacji muzycznej narodu który głupi, nic nie kuma. Naród wybiera inaczej, ale i tak lepiej pisać o alternatywie. Tylko czy wykonawcy, którzy przez dziesięciolecia, w asyście kompozytorów, tekściarzy, tworzyli ponadczasowe przeboje dzisiaj tworzą rzeczy niegodne uszu krytyków?
Nie wiem, pytam Państwa.
