
Od kilku dni przejeżdżam codziennie obok zrewitalizowanego placu Szembeka. Nie zamierzam kpić, jest zima i to nie placu wina że nie ma na nim życia, tylko śnieg świeci światłem odbitym pod kolorowymi lampionami.
REKLAMA
Już jest otwarty, choć oficjalnie zacznie działać dopiero w przyszłym roku. Działać bo będzie fontanna i toaleta w podziemiach. Jedni się cieszą, inni dziwią, po co nam kolejny spacerniak. Jeden już jest, kilkaset metrów dalej, przy placu 1831 roku.
Lubię swój Grochów, choć to bardziej sentyment bo ciężko znaleźć powody do lubienia tej części miasta. Latem, kiedy zielenią się parki, drzewa opadają nad małymi uliczkami tyłów Grochowskiej dobrze jest spacerować wśród niskiej zabudowy, kwitnących krzewów i kwiatów. Świeże owoce i warzywa na bazarze, pyszne chleby… Ale czy to dobrze że cenię dzielnicę europejskiej metropolii za jej sielski charakter, targowisko i zapach bzu?
Sielska, obdrapana sypialnia wielkiego miasta. Wieczorami działają tylko Alkohole 24, od Gocławka do Wspólnej Drogi jest ich sześć, a to tylko dwa kilometry. Nawet stację benzynową zamykają o 23. Kiedyś, na nieistniejącym już portalu społecznościowym grono.net, założyłem grupę "Grochów- trochę kultury". Otwarcie knajpy z sushi przy Wiatracznej okazało się najbardziej spektakularnym wydarzeniem kulturalnym Grochowa.
Przecież mieliśmy "Literaturę na peryferiach", spotkania Cezarego Polaka z pisarzami związanymi z Grochowem. Przez dwa lata przez nasze przedmieścia przewinęły się dziesiątki pisarzy związanych z tą okolicą. Mamy antykwariaty, ostatnio otworzył się kolejny. Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej działa kawałek za urzędem dzielnicy. Na Kickiego, niedaleko Wiatracznej mieści się legendarny akademik. I znów z tego akapitu prowincja wychodzi chociaż jest nas tu podobno sto tysięcy. Nie dziwię się mieszkańcom drugiego brzegu rzeki że nie znają zupełnie naszych stron, w końcu, po co tu przyjeżdżać?
Zimą nie ma dokąd pójść, nowe lampiony i brzozy na placu tego nie zmienią. Tkwimy na peryferiach a takie rewitalizacje tylko to podkreślają. Nasza fontanna nie przebije tych przy Starym Mieście.Zamiast kawiarni będziemy mieć szalet miejski który w tej okolicy wydaje się całkowicie zbędny. To nie Wiatraczna z pętlą tramwajową, autobusową tylko pusty plac przed kościołem.
Parę lat temu na placu zaczepili mnie ankieterzy. Pytali czego brakuje w naszej dzielnicy, co bym zmienił. Mówiłem o kawiarniach, jakiejś knajpie w której można by przyjemnie spędzić wieczór, posłuchać muzyki, poznać sąsiadów. Ankieter zapisał to wszystko, ale widać więcej osób marzyło o fontannie i deptaku porośniętym rachitycznymi brzozami.
Może dlatego nowo przybyli warszawiacy wybierają blokowiska na Białołęce bo tam przynajmniej czują się jak w mieście.
