O autorze
Jestem absolwentem prawa na Uniwersytecie Warszawskim, ekspertem ds. międzynarodowych i stałym współpracownikiem tygodnika "Polska Zbrojna". Interesuje mnie praktycznie wszystko co dzieje się poza granicami naszego kraju. Specjalizuję się w problematyce bezpieczeństwa międzynarodowego, geopolityce i sprawach globalnych. Od grudnia 2006 roku prowadzę blog Dyplomacja, jestem także założycielem portalu PolitykaGlobalna.pl

Opisywane wydarzenia analizuję z punktu widzenia realistycznej teorii stosunków międzynarodowych, a za wzór stawiam sobie postaci takie jak Kenneth Waltz, John Mearsheimer czy Stephen Walt. Patrzę na świat i relacje międzypaństwowe pragmatycznie i daleki jestem od idealizowania. Na blogu będę zmieniał kraje i kontynenty niczym rękawiczki, zawsze pisząc o wydarzeniach ważnych, chociaż niekoniecznie znajdujących się aktualnie na czołówkach największych mediów.

Wielka czwórka zmienia władze. Czyżby?

Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja i Francja tworzą, wraz z Wielką Brytanią, stałą piątkę Rady Bezpieczeństwa ONZ, czyli posiadają prawo weta i są dzięki temu głównymi graczami na arenie międzynarodowej. We wszystkich tych państwach, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, w tym roku nastąpi proces wymiany władzy. Niewiele się jednak zmieni.


Już 4 marca, w najbliższą niedzielę, Rosjanie zamienią Dmitrija Miedwiediewa na Władimira Putina. Były prezydent wraca na Kreml po technicznej przerwie, wymuszonej postanowieniami konstytucji FR, limitującej urzędowanie głowy państwa do dwóch kadencji z rzędu. Na otarcie łez po 4-letniej przerwie u steru władzy, Putin dostał przedłużoną kadencję do lat 6. Może więc rządzić jeszcze przez 12 lat. De facto rządził i w trakcie prezydentury Miedwiediewa, tyle że z tylnego siedzenia - stanowiska premiera. Powrót Putina oznacza koniec umizgów do Zachodu i twardszą linię w polityce zagranicznej. Widać to już od kilku tygodni, szczególnie w sprawie rosyjskiego podejścia do Syrii. Wracają też stare numery, w stylu czeczeńskich zamachowców ujętych przed próbą zamordowania Putina. Nieważne, czy to wyborcza lipa czy prawda, przypomina to o poważnych problemach Rosji na Kaukazie. Muzułmańskie republiki są coraz bardziej niespokojne, a Moskwa nie wie zupełnie, jak się za to wszystko zabrać.


W kwietniu i maju odbędą się wybory prezydenckie we Francji (I i II tura), w których Nicolas Sarkozy będzie walczył o reelekcję. Na razie przewagę w sondażach ma socjalista Francois Hollande, lecz różnica na jego korzyść się zmniejsza. Sarkozy to mistrz kampanii wyborczych, charyzmatyczny przywódca, który często szybciej mówi niż myśli. Hollande to jego przeciwieństwo: powolny i nudny technokrata, mistrz gier gabinetowych i zakulisowych układanek. Między bajki możemy wrzucić niedawno aktualne jeszcze obawy o zakwalifikowanie się Sarkozy'ego do II tury wyborów. Marine Le Pen, kandydatka nacjonalistycznego Frontu Narodowego, nie przeskakuje w sondażach pewnego pułapu (17-19%) i tak powinno pozostać. Zwycięstwo Sarkozy'ego oznacza podtrzymanie dotychczasowej polityki Francji, a głównym celem będzie powrót do równego Niemcom statusu w łonie UE. Cięcie ratingu i decyzje kolejnych szczytów eurogrupy degradowały Paryż kosztem Berlina. Jeśli wygra Hollande, w Europie zapanuje niepewność, czy aby nie spróbuje on realizować obietnic wyborczych. Czołową z nich jest wycofanie się z paktu fiskalnego. Co to oznacza? Kolejne problemy z Grecją i strefą euro.


W listopadzie swojego prezydenta wybiorą Amerykanie. Demokrata Barack Obama oczekuje na republikańskiego rywala, a w obozie GOP trwa osobliwa walka pt. Jak nie wybrać Mitta Romney'a. Republikańscy wyborcy w dotychczasowych prawyborach partyjnych robią wszystko, by wykreować alternatywę dla byłego gubernatora Massachusetts. W korowodzie szybkich wzlotów i upadków "prawdziwych konserwatystów" mieliśmy już Hermana Caina, Ricka Perry'ego, Newta Gingricha, a teraz mamy Ricka Santoruma. W najbliższy wtorek, 6 marca, prawybory w 10 stanach i wtedy opera mydlana powinna dobiec końca. W innym przypadku republikanie będą wydawać pieniądze na spoty skierowane przeciwko swoim, a Obama tylko zaciera ręce. Wszystko wskazuje na to, że druga kadencja jest całkiem realna, chociaż Romney będzie trudnym rywalem. Doświadczony menedżer i umiarkowany prawicowiec, który może być atrakcyjny dla zmęczonych kryzysem wyborców niezależnych - decydujących o wyborze prezydenta.


Na koniec Chiny i wymiana kierownictwa partyjnego. Hu Jintao i Wen Jiabao odejdą, a ich miejsce zajmą, najpewniej, Xi Jinping i Li Keqiang - przedstawciele kolejnego tzw. pokolenia przywódców. Wymiana kierownictwa to proces delikatny i rozłożony na wiele miesięcy, a nawet lat, w którym na nowo układają się partyjne koterie i tworzy się nowy układ sił. Z tego powodu polityka Chin w najbliższym czasie może być bardziej nerwowa, a reakcje na rozmaite wydarzenia przesadzone. Nie powinniśmy się jednak oszukiwać co do jednego - wymiana przywódców oznacza zmianę akcentów, a nie kierunku marszu.

Jak się okazuje, wymiana na szczytach władzy raczej nie będzie czymś w rodzaju wielkiego wietrzenia. W Rosji nie zmienia się nic poza oficjalnym stanowiskiem, w Chinach i tak będzie kontynuacja, a we Francji i USA większe szanse dawałbym urzędującym prezydentom.

Piotr Wołejko