06.07 / Nie ma co dłużej zwlekać, Krym na nas czeka!

REKLAMA
Wrzucamy manatki do wypucowanych busików i w drogę! Wymyte po bitwie błotnej busy aż błyszczą w słońcu, a słońce nie opuszcza nas ani na chwilę. Rano ciepło, w dzień gorąco, za gorąco… Ożywamy jedynie zanurzając się w jakimś zbiorniku wodnym tudzież w wieczornym chłodzie. Dziś, po całym dniu smażenia się na patelni zwanej Krymem możemy w końcu schłodzić się w morzu. Nasz przewodnik Jah , który od początku nas prowadzi, rzucił nas dziś nad przepiękny brzeg Morza Azowskiego. Wśród górzystego krajobrazu po serpentynach dojeżdżamy na szczyt stromego klifu. Góry, morze, niesamowita przestrzeń, w dole kamienista plaża – jak z bajki. Podłoże jest tu gliniaste, po chwili my i wszystko wokół przybiera szarawą barwę przyprószone drobnym pyłem, który z odrobiną wody tworzy maziste błoto, a po zaschnięciu beton. W oddali przetacza się ciężka burzowa chmura – oby nie wypadała się nad nami, chyba zostalibyśmy spłukani z klifu razem z pokładami gliny. Na szczęście pogoda dopisuje, pozwala nam na wspinaczkę po górach skąd widok jest jeszcze piękniejszy, oraz na kąpiel w wodzie pełnej meduz ale przyjemnie chłodnej. Ogólnie jest cudownie. Aby dopełnić obraz tego miejsca dodamy jeszcze, że z pobliskiej knajpy dochodzi dudnienie imprezowej muzy. Po zmroku zapełniamy pusty do tej pory parkiet pod gołym niebem. Dymitr i Mikołaj za barem polewają piwko, rozmawiają, bajerują i zapraszają na imprezę w mieście. Noc jest szalona.
logo
Nocleg na Krymie, fot. Ania

logo
Podbiliśmy Krym. fot. Ania