12.07 / Dziś już musimy dotrzeć do granicy z Gruzją. Co prawda nasza wiza jest ważna kilkanaście dni, ale gdy minie 3-cia doba pobytu w Rosji powinniśmy być gdzieś zameldowani, najlepiej zgodnie z wpisami w wizach – gdzieś w moskiewskim hotelu.
REKLAMA
Niestety trudno o meldunek w miejscu gdzie naprawdę stacjonujemy czyli w polu kukurydziano – marihuanowym. Droga mija monotonnie i bez przeszkód. Intryguje nas zbliżająca się granica – to jest ta najbardziej niepewna na trasie jaką sobie wyznaczyliśmy. Wiele czytaliśmy na ten temat, często sprzecznych informacji i zastanawialiśmy się czy lepszy będzie dla nas przejazd przez Osetię Północną a następnie drogą wojenną prowadzącą przez dolinę wśród wysokich gór czy może powinniśmy kierować się na Sochi – przejście graniczne nad morzem, z tym, że prowadzące wprost do Abchazji, czyli terenu spornego Rosji i Gruzji. Mikołaj na promie radził tamtędy ale dla niego jako rodowitego Rosjanina wjazd do Abchazji nie byłby problemem. Dla nas pewnie też, ale co z wyjazdem? Nie mówiąc już o tym, że w ostatnich dniach na tych terenach była powódź. Teraz już nie mamy się nad czym zastanawiać, decyzja została podjęta wcześniej a my właśnie zbliżamy się do Osetii Północnej. Na autostradzie graniczna bramka. Mówimy policjantowi, że jedziemy do Gruzji a potem do Turcji. Paszporty nie są potrzebne. Widząc, że ma do czynienia z turystami kiwa ze zrozumieniem głową i życzy nam szczęśliwej drogi. Płaski do tej pory teren zaczyna się fałdować, w oddali widać już góry. Są naprawdę wysokie. W ostatniej większej miejscowości – Vladykalkaz, próbujemy wymienić pieniążki na gruzińskie lari ale banki już zamknięte, jest zbyt późne popołudnie.
Góry wokół wypiętrzają się. Wkrótce jesteśmy otoczeni z dwóch stron wysokimi ścianami skalnymi. Niedługo potem pojawiają się zabudowania graniczne.
Góry wokół wypiętrzają się. Wkrótce jesteśmy otoczeni z dwóch stron wysokimi ścianami skalnymi. Niedługo potem pojawiają się zabudowania graniczne.
