Budzimy się w busach pod polskim hostelem. Miniona noc wydaje się pięknym snem. Spędzamy trochę czasu w hostelu korzystając z ogromnej gościnności rodaków. Niestety musimy się już żegnać, jeszcze dziś musimy odebrać wizy do Azerbejdżanu, odwieźć Anię na lotnisko.
REKLAMA
Planujemy też ruszyć w stronę granicy. Dlatego dziękujemy za wszystko i żegnamy się serdecznie. Na pewno będziemy w kontakcie z hostelem „Opera” po powrocie i spróbujemy w jakiś sposób choć trochę się odwdzięczyć. Tymczasem ruszamy w trasę. Niektórzy z nas zachodzą jeszcze do muzeum sztuki etnicznej. Jest późny wieczór – kolorowe wizy alfabetem łacińskim w wersji tureckiej już widnieją w naszych paszportach, a my podjeżdżamy na lotnisko. W hali odlotów zero ruchu, okienko LOTu świeci pustkami, nie można się porozumieć w żadnym cywilizowanym języku. W międzyczasie się ściemnia. Zamierzaliśmy jechać dalej, ale teraz zmieniamy zdanie i zostajemy na nocleg na lotniskowym parkingu. W ten sposób z Anią żegnamy się 2 razy, za każdym razem ze łzami w oczach. Będziemy tęsknić Aniu!
