Od rana walka z zepsutym sprzęgłem – aby je naprawić trzeba zdobyć metalowy przewód. Zatem Sławobus wyrusza na poszukiwania i znajduje odpowiednią część w pobliskim miasteczku – nie zgadniecie gdzie… w szpitalu, a dokładniej w warsztacie dla karetek.
REKLAMA
W upalny dzień Łukasz i Klod kładą się pod busem, Sław coś też grzebie przy swoim. Tuż obok ludzie przyjeżdżają do wodopoju nabrać wody, która jest ponoć dobra na żołądek i prawie wszyscy z troską pytają o awarię. Policja też się koło nas kręci, szczególnie jednak policjantka, która w Łodzi i w Jastrzębiej Górze spędziła kilka lat życia. Pyta po polsku jak może nam pomóc. Jakiś bardzo rozmowny pan przysiada koło busów i bardzo zrozumiałym rosyjskim opowiada wiele o swoim kraju – m.in. to, że Gruzini muszą wykupywać bardzo drogie wizy żeby wyjechać gdziekolwiek poza kilkoma sąsiadującymi krajami. Wspomina też trochę o wojnie w Abchazji, dzięki czemu dowiadujemy się, że tablice w murze, pod którym stanęliśmy upamiętniają śmierć wielu młodzieńców. Przede wszystkim zaś zaprasza nas nad rzekę, gdzie planuje ze znajomymi przygotować poczęstunek. Część ekipy przyjmuje zaproszenie kosztując przepysznych szaszłyków, domowego wina i mocniejszego alkoholu o nazwie cha-cha. Niektórzy z nas przedawkowują owy gruziński trunek i przesypiają resztę dnia, który spędzamy na trasie. Od dziś Gruzja – odcinek drugi. Tym razem Gruzja południowa. Za radą miejscowych jedziemy drogą, której nie ma na mapie i oglądamy widoki, których naprawdę się nie spodziewaliśmy. Właściwie to wyobrażaliśmy sobie, że przez południe kraju dotrzemy w miarę szybko do Batumi – miejscowości nadmorskiej a stamtąd już tylko rzut beretem do granicy z Turcją.
Tymczasem jedziemy malowniczą drogą przez wysokie góry. Gdzieś w tych górach natrafiamy na odciętą od świata miejscowość, której nazwy nie podamy, bo nie ma jej na nasze mapie. Pytamy tam o drogę i spotykamy niesamowicie pozytywnego człowieka, który zaprasza do siebie czy teraz czy przy następnym przyjeździe do Gruzji i bardzo chętnie ugości nawet dużą grupę ludzi i oprowadzi po pięknej górskiej okolicy. Teraz z braku czasu nie możemy skorzystać z zaproszenia, jednak zaznaczamy miejsce gwiazdką na mapie i gdy kiedyś tu wrócimy będziemy pytać o pana Artura – jest tylko jeden w wiosce. W drodze do jeziora, które obieramy za dzisiejszy cel noclegowy mijamy jeszcze wiele zagubionych wśród dzikiej i pięknej przyrody wiosek. Ruiny opustoszałych domów wśród biednych lecz zamieszkałych gospodarstw wprowadzają nas w niesamowity klimat. Mimo iż wcześniej tyle czasu spędziliśmy w przyjaznym Tblisi dopiero teraz, będąc z dala od cywilizacji poznajemy prawdziwą surową i piękną Gruzję.
Tymczasem jedziemy malowniczą drogą przez wysokie góry. Gdzieś w tych górach natrafiamy na odciętą od świata miejscowość, której nazwy nie podamy, bo nie ma jej na nasze mapie. Pytamy tam o drogę i spotykamy niesamowicie pozytywnego człowieka, który zaprasza do siebie czy teraz czy przy następnym przyjeździe do Gruzji i bardzo chętnie ugości nawet dużą grupę ludzi i oprowadzi po pięknej górskiej okolicy. Teraz z braku czasu nie możemy skorzystać z zaproszenia, jednak zaznaczamy miejsce gwiazdką na mapie i gdy kiedyś tu wrócimy będziemy pytać o pana Artura – jest tylko jeden w wiosce. W drodze do jeziora, które obieramy za dzisiejszy cel noclegowy mijamy jeszcze wiele zagubionych wśród dzikiej i pięknej przyrody wiosek. Ruiny opustoszałych domów wśród biednych lecz zamieszkałych gospodarstw wprowadzają nas w niesamowity klimat. Mimo iż wcześniej tyle czasu spędziliśmy w przyjaznym Tblisi dopiero teraz, będąc z dala od cywilizacji poznajemy prawdziwą surową i piękną Gruzję.
