Po poranku nad jeziorem spodziewaliśmy się wiele – przede wszystkim spodziewaliśmy się, że wyjedziemy stąd znacznie czystsi niż przyjechaliśmy. Uniemożliwili nam to wędkarze rozplatając nad taflą wody sieć żyłek. Woląc się nie zaplątać, jedziemy nad kolejne jezioro malowniczo otoczone pasmami górskimi.

REKLAMA
Na kąpiel z pięknym widokiem lecz w niezbyt przejrzystej wodzie zdecydowali się tylko niektórzy z nas, pozostali woleli opłukać się pod turystycznym prysznicem. Dziś chcemy dotrzeć do Wardzi – miasta wykutego w skałach. Wciąż jedziemy w wysokich górach podziwiając zapierające dech w piersiach widoki. Droga jest kręta a zza każdego zakrętu otwierają się przed nami coraz to piękniejsze panoramy czego kulminacją jest ściana skalna z mnóstwem jam tworzących prawdziwe skalne miasto. Gdy docieramy tam, okazuje się, że dziś już zamknięte dla turystów, postanawiamy więc zanocować w pobliżu a wieczór spędzić na biesiadzie w knajpce. Kolacja nie jest idealna, bo na wymarzone khinkali załapuje się tylko część z nas, zaś pozostali muszą się zadowolić specyficznym rodzajem kebaba w postaci mielonych kiełbasek. Wszystko oczywiście doprawione gruzińską moda ogromnymi ilościami pietruszki. Pozostały zestaw smakowitych przypraw nadal pozostaje dla nas tajemnicą. Wieczorem odwiedzamy naszych dzisiejszych sąsiadów – Francuzów podróżujących a właściwie żyjących na stałe w ciężarówkach. Ciężarówki są dwie – w jednaj mieszka para młodych ludzi, w drugiej para z dzieckiem. Jest tu wszystko co potrzebne do życia, w tym piecyk typu „koza” do ogrzewania zimą, zbiornik na wodę o pojemności 200l, prysznic , toaleta, lodówka, która w porównaniu z busową naprawdę chłodzi i ma rozsądne rozmiary. Do tego wnętrze ma ciepły, domowy charakter – półki z książkami, zdobione szafeczki, na ścianach pamiątki z dalekich (m.in. do Afryki) i licznych podróży, na które są w stanie zarobić pracując przez pół roku przy obsłudze wyciągów narciarskich. Rozmawiamy po angielsku, jest bardzo wesoło. Wokół kręci się kilka psów, również podróżników. Spokojną „europejską” rozmowę przerywa na chwilę kilku rozkrzyczanych Gruzinów polewających wszystkim cha-chę a potem już na dobre przerywa nam ulewny deszcz.