02.08 / Za oknem jeszcze szaro, jest chyba przed 6 rano. Jakiś samochód podjeżdża do Sławobusa, Łukasz wygląda przez okno namiotu – jakiś koleś z krótkofalówką mówi do niego „Get down”. Na to Łukasz zdziwiony „But why?” –pewnie znowu chcą mi te Turki jakiś towar wcisnąć – myśli patrząc na krótkofalówkę. „Get down” „But why?” ta niezbyt konstruktywna rozmowa ciągnie się przez dłuższy czas.

REKLAMA
Tymczasem ktoś puka w okno Klodobusa. „What are you doing?” pada pytanie z zewnątrz. „Sleeping.” Pada krótka odpowiedź z wnętrza busa – Klod przewracając się z boku na bok nie raczy otworzyć przy tym nawet jednego oka. „Get out.” –słyszymy znów. Na to zdecydowane zdanie a wręcz rozkaz jedno oko decyduje się wyjrzeć za okno a tam – jakiś koleś przykłada do szyby odznakę policyjną. Błyszczący krążek skutecznie i błyskawicznie wyrzuca nas z łóżek. Okazuje się, że chodzi o drzewko poświęcone poprzedniego wieczoru na ognisko. Trochę palimy głupa, jak zwykle zresztą, że niby to nie my, ale młodzi policjanci chyba widzą o co chodzi. Jakoś dogadujemy się po angielsku, są wyrozumiali. Pouczają nas: „Turkish people love mountains and forests so don’t cat trees.” Rozstajemy się w pokojowym nastawieniu. Jeszcze chwila przerwanego snu i zaraz trzeba wstawać. Przed odjazdem busiki pozują do zdjęć. Tu akcja – żeby złapać odpowiedni kadr tym razem Łukasz atakuje niebezpieczną skarpę pełną obsuwających się kamieni w zupełnie niesportowym obuwiu. Na szczęście Croksy nie zsuwają się z nóg. Po linie wjeżdża sprzęt fotograficzny a po sesji zdjęciowej Łukasz bezpiecznie zsuwa się po linie w dół. Dzień znów spędzamy głównie w drodze – znacznie zbliżamy się do naszego celu – Kapadocji. W większym mieście robimy postój – trzeba coś zjeść. Na ulicach tłumy ludzi. Choć nie jesteśmy tu jedynymi europejsko wyglądającymi osobami czujemy, że się wyróżniamy i jesteśmy bacznie obserwowani. Wiele kobiet nosi chusty na głowach, my staramy się przykryć przynajmniej ramiona i nogi. Częstym widokiem na ulicach są tu mężczyźni idący ze sobą pod rękę lub wręcz obejmujący się. Kultura wschodu różni się od naszej pod wieloma względami i przez to jest nam obca. Najadamy się po uszy dosłownie za grosze. Kto nam mówił, że Turcja jest droga? Gdybyśmy wiedzieli, na pewno nie nakupowaliśmy przed wyjazdem z Gruzji konserw, które okazały się tak paskudne, że tylko w sytuacji podbramkowej jesteśmy w stanie je w siebie wmusić zabijając smak musztardą lub keczupem. Co prawda ceny paliwa w Turcji rzeczywiście zabijają, drogie są też papierosy i alkohol ale większość podstawowych produktów w marketach, słodycze jak i jedzenie w budkach na mieście są tu śmiesznie tanie np. za przyzwoitego kebaba płacimy 1,5 lira czyli niecałe 3 zł. Jesteśmy zafascynowani obserwując pana ekspresowo zawijającego kebaby. Rozkłada naleśniki jeden przy drugim, hurtem narzuca po kolei wcześniej przygotowane składniki, polewa chochlą sosu i jeden po drugim roluje. W ten sposób produkcja ok 20 kebabów zajmuje 2 min 15 sek. Wow! Nagle orientujemy się, że ulice wokół nas pustoszeją. No tak, zachód słońca. Choć tym razem powinniśmy być na to przygotowani, huk wystrzału sprawia, że podskakujemy. Szczególnie ci z nas, którzy odwiedzili dziś dom handlowy, przed którym stało kilku żołnierzy z karabinami sprawdzających każdą wchodzącą osobę specjalnym czujnikiem. Zaraz po wystrzale odgłos modlitwy z meczetów. Ulice są puste, bo wszyscy biesiadują i chcą się dzielić z bliźnimi. Z najbliższego sklepiku wychodzi Turek i zaciąga dwójkę z nas do środka na poczęstunek. Ruszamy w dalszą drogę i powoli zapada zmrok. Gdy stoimy na światłach z samochodu obok wychyla się ku nam pan podając kilka buteleczek oranżady i kilka kartoników soku. Tym gestem po prostu nas rozbraja. Ci ludzie są niesamowici. W oddali nocne niebo rozświetlają błyskawice. Nie jedziemy już daleko nad planowane jezioro – co nam z niego podczas burzy. Kawałek za miastem stajemy nieopodal stacji benzynowej i zakładu wulkanizacyjnego. Ale fart. Znajdujemy tu zapasową oponę do Klodobusa - niedrogo, co prawda zjechaną do zera, ale zawsze będzie coś w razie awarii. Co chwilę podjeżdża ciężarówka i hałas sprężarki zagłusza rozmowy. Mamy nadzieję, że w nocy będą zajeżdżać tu rzadziej. Tymczasem powietrze przyjemnie schłodziło się po deszczu – po upalnym dniu zapowiada się chłodna noc.