08.08 / Z samego rana wyjazd. Według pierwotnego planu podróży mieliśmy więcej czasu spędzić w Grecji i krajach Półwyspu Bałkańskiego, jednak czas się nam powoli kończy, każdego z nas cisną jakieś terminy. Dziś pędzimy bałkańskim ekspresem – przekraczamy dwie granice.
REKLAMA
Z Grecji do Macedonii, a potem do Serbii. W Sławobusie sprzęgło działa coraz gorzej – ślizga się. Tarcza sprzęgła nie jest w najlepszym stanie. Właściwie wymagała wymiany już wcześniej. Teraz doszedł kolejny problem – przetarł się uszczelniacz skrzyni biegów, przez co olej zalewa tarczę, co powoduje, że ślizga się tak, że Sławobus jedzie ledwo 50 km/h. Potrzebne są części. Jedziemy do najbliższego miasta – Nis. W drugim co do wielkości mieście w Serbii znajdujemy ulicę całą zapełnioną częściami samochodowymi. Dostajemy tarczę, ale dopiero następnego dnia będzie dostępny uszczelniacz. Znajdujemy parking nad rzeką jadąc za wskazówkami jakiejś pani. Wytłumaczyła nam drogę po serbsku, ale zrozumieliśmy bez problemu. Popołudnie dla części z nas pracowite – nie łatwo ściągnąć 30 kilogramową skrzynię biegów leżąc na asfalcie pod busem i nie mając do dyspozycji podnośnika. Jeszcze ciężej będzie jutro włożyć ją z powrotem. Tymczasem jednak robi się ciemno, nie zważając na licznych przechodniów rozpalamy grilla na chodniku. Nocą miasto tętni życiem – mnóstwo młodzieży wylega na bulwar po drugiej stronie rzeki. Imprezowa muzyka rozbrzmiewa też w obrębie murów starej twierdzy, tuż obok busów, a na deptaku knajpki zapełnione są po brzegi pomimo środka tygodnia. Miasto Nis emanuje pozytywną energią.
