Po prawie dwóch latach prowadzenia bloga na Bloggerze postanowiliśmy zacząć dzielić się swoją pasją na na:temat. Cieszymy się, że będziemy mogli pisać o swoich podróżach i wszystkim, co z nimi związane. Zapraszamy do czytania naszych wpisów!
REKLAMA
Na początku chcemy przedstawić opis naszej ostatniej podróży, a kolejne wpisy będziemy poświęcać naszej tegorocznej wyprawie do Azji! Chcemy przez Ukrainę, Rosję, Gruzję dotrzeć do Azerbejdżanu, a później wrócić przez Turcję, Grecję i inne państwa regionu – uważny Czytelnik dowie się o wszystkich krajach jakie mamy w planach zobaczyć.
W tym roku mamy też nowe osoby w naszym podróżniczym teamie, ale o tym wszystkim dowiecie się z kolejnych wpisów! Serdecznie zapraszamy do Czytania!
Dołączając do nielicznej acz prężnie działającej grupy wielbicieli busa VWT3, przekonaliśmy się, że posiadanie starego volkswagena campera to nie tylko wspaniałe hobby, lecz wręcz sposób na życie. Od zawsze uwielbialiśmy podróżować, a teraz nasze niezwykłe samochody (a raczej domy na kółkach) otworzyły przed nami niezliczone nowe możliwości. Jako, że najbardziej pociągały nas miejsca, w których cywilizacja nie zdążyła jeszcze zdominować piękna dzikiej przyrody a globalizacja przesłonić regionalnych tradycji, nasze myśli skierowały się w stronę Półwyspu Bałkańskiego. Od tej chwili musiało minąć pół roku spędzone na planowaniu i przygotowaniach by właśnie w to cudowne miejsce skierowały się nasze pojazdy a w nich także my i nasz ogromny entuzjazm.
W pierwszym etapie trasy zatrzymując się tylko na niezbędne postoje, związane z naprawami pojazdów lub noclegami, przecięliśmy z północy na południowy -wschód Polskę, Słowację i Węgry by znaleźć się w wymarzonej, okrytej aurą mrocznej tajemnicy Transylwanii. Dotarliśmy na zamek Vlada Tepesa (pierwowzoru Draculi) w Poienari, pokonując kręte serpentyny spowitej we mgle szosy wybudowanej za czasów Ceauşescu na wysokości ponad 2000m, przecinającej zaśnieżone pasmo złowróżbnie wyglądających gór Fogarskich. W Bułgarii zachwyciliśmy się urokiem takich miejsc jak Sofia, Kawarna, Irakli, Sozopol czy półwysep Kaliakra. O ile piękno Sozopolu, miasta malowniczo położonego na półwyspie, którego początki sięgają epoki brązu, można jeszcze starać się przedstawić wspominając wąskie uliczki otoczone ciasno uroczą starodawną drewnianą zabudową, tak urok bajkowego skalistego półwyspu Kaliakra wydaje się nie do opisania. Dane nam było oglądać w tym miejscu wschód słońca, co graniczy wręcz z mistycznym przeżyciem. W krajach położonych bardziej na południe cieszyliśmy się gorącym klimatem - pływaliśmy w krystalicznie przejrzystych, ciepłych jeziorach Ohrid i Szkoder, podziwialiśmy bujną przyrodę - drzewa figowe i oliwne, hodowane w ogródkach kiwi i granaty, nierzadko natykaliśmy się na węże i żółwie, próbowaliśmy miejscowych specjałów, często domowego wyrobu jak kozi ser czy wino. Odwiedzaliśmy niektóre miasta – w Macedonii m.in. pełne zabytkowych cerkwii miasteczko Ohrid, położone na wzniesieniu, z którego roztacza się niesamowity widok na jezioro, rzymski amfiteatr oraz górującą nad nimi twierdzę. Następnie odwiedziliśmy stolicę – Skopje, która oprócz nowoczesnej części ma też zachowane w starym klimacie centrum z mnóstwem miłych knajpek i straganów, gdzie ceny zmieniają się w zależności od sytuacji i humoru nawołujących wciąż kupców. Stolica Albanii z kolei była niezwykłym wyzwaniem dla naszych kierowców, którzy bardzo szybko musieli przywyknąć do panujących na tamtejszych drogach zasad ruchu – w skrócie: kto ma głośniejszy klakson i częściej go używa, ten jedzie pierwszy. Miasta na południu Półwyspu Bałkańskiego, choć dostarczały ciekawych doświadczeń, nie mogły się równać z bardziej odludnymi rejonami tamtego regionu. Odkryliśmy zakątki, do których nie dotarła cywilizacja, trudno nam nawet podać dokładną lokalizację miejsc, które tak nas urzekły, gdyż często nie były zaznaczone na mapie. Jednym z nich jest dzika plaża nad jeziorem Szkoderskim po jego czarnogórskiej stronie, do której dotarliśmy drogą przytuloną do stromego zbocza wijącą się przez szczyty wysokich gór i tak wąską, że minięcie się z samochodem jadącym z naprzeciwka graniczyło tam z cudem. Wysiadając po tej ekstremalnej przejażdżce, niektórzy z nas z niezdrowym zielonkawym odcieniem twarzy, ujrzeliśmy wioskę odizolowaną zupełnie od świata, ludzi pasących owce, dzieci dosiadające osiołki, o dziwo „bywał” tam także sklep – raz dziennie zjeżdżał serpentynami w postaci furgonetki. Przejeżdżając z kolei przez mały fragment Bośni i Hercegowiny zatrzymaliśmy się na dwudniowy postój nad jeziorem, które okazało się ukrywać pod spokojną taflą zatopioną wioskę. Dopiero w drodze powrotnej w przewodniku turystycznym przeczytaliśmy ostrzeżenie o zagrożeniu związanym z pozostałościami min przeciwpiechotnych na szutrowych drogach. W Chorwacji głównym naszym celem były Plitwickie Jeziera, naturalny kompleks jezior na różnych poziomach z niezliczoną ilością łączących je wodospadów, strumyczków, cieków, rzeczek, gdzie przelewająca się woda tworzy cuda, jakich nie zobaczycie w żadnym sztucznym parku wodnym. Jadąc nadmorską szosą przez Chorwację podziwialiśmy lazurowe morze skrzące się w słońcu i kamieniste bądź piaszcyste czyste plaże. Na jednej z nich zostaliśmy dłużej. Ciągnęła się w postaci wąskiego pasa lądu otoczonego z trzech stron wodą, na której mieniło się od kolorowych spadochronów, istny raj dla Kite-surferów. Nasza podróż dobiegała powoli końca. Co prawda zwiedzaliśmy jeszcze w drodze powrotnej Zagrzeb, Wiedeń i Brno, jednak pogoda zrobiła się pochmurna i deszczowa. Opuściliśmy już barwne i ciepłe południe i czas było wracać do domu.
Wyprawa trwała 40 dni a każdy z nich był inny niż wszystkie poprzednie i pełen emocji, każdy przynosił nowe doświadczenia zarówno związane z poznawaniem nowych kultur, odkrywaniem przepięknych miejsc jak i współpracą w grupie podczas codziennego koczowniczego życia oraz z samodzielną naprawą na bezdrożach nierzadko psujących się busów. Odwiedzając łącznie 11 krajów przejechaliśmy trasę niewiele różniącą się od zaplanowanej przekręcając liczniki o ponad 7 tys km. Wróciliśmy z naszej wyprawy życia zaradniejsi, odważniejsi i bogatsi w doświadczenie, z mocnym przekonaniem, że każda następna podróż, choć może pozbawiona magicznego uroku "tej pierwszej", będzie jeszcze wspanialsza.
Wcześniej relacjonowaliśmy na Bloggerze!
