O autorze
Działamy od 2002 roku przy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny w Warszawie. Jesteśmy grupą młodych wolontariuszek i wolontariuszy, którym zależy na upowszechnianiu rzetelnej, zgodnej z międzynarodowymi standardami edukacji seksualnej w polskich szkołach. Odpowiednio przeszkoleni edukatorzy i edukatorki prowadzą zajęcia w klasach 7-8 s.p. i liceach oraz udzielają porad przez telefon zaufania, forum internetowe i media społecznościowe. Grupa organizuje także cykliczne akcje uliczne, np. walentynkową „Zarażaj miłością, nie zakażaj HIV” oraz sporządza raporty i rekomendacje, które kieruje m.in. do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Więcej informacji na stronie www.ponton.org.pl.

O czym nastolatki myślą w wakacje?

Dzień dobry, czy to pogotowie seksualne? Takie sms-y lub telefony witają mnie często na dyżurze Wakacyjnego Pogotowia Pontonowego. I nic dziwnego – media nierzadko chcąc dodać pikanterii materiałom o telefonie zaufania naszej Grupy Edukatorów Seksualnych okraszają je „nośnymi”, choć niemającymi nic wspólnego z rzeczysiwtością tytułami. A rzeczywistość jest od lat niezmienna – kolejne pokolenia nastolatków i nastolatek pozbawionych edukacji seksualnej w szkołach zadają te same pytania, a my – wolontariuszki i wolontariusze Pontonu – cierpliwie od siedmiu lat odpowiadamy. Po pomoc zwracają sie do nas zazwyczaj osoby w wieku 12-19 lat, zarówno z dużych miast jak i małych wiosek. SMS to tania i dająca poczucie anonimowości forma komunikacji. O co więc pyta młodzież? Tekst edukatorki Pontonu Anki Grzywacz



Co ja mam robić?

Wakacje to czas, w którym chłopcy i dziewczyny decydują się na pierwszy seks – sprzyja temu większa swoboda, więcej wolnego czasu, nieobecność rodziców czyli tzw. wolna chata lub swoboda związana z samodzielnym wyjazdem np. na obóz. Na ogół jest to decyzja mniej lub bardziej przemyślana i podjęta wspólnie. Dostajemy pytania o to jak się przygotowac, zabezpieczyć i... co właściwie robić. Nastolatki czują presję, żeby juz od pierwszego razu ten ich seks był wystrzałowy, multiorgazmiczny, a oni sami/same okazali się świetnymi kochankami. Nikt im nie wyjaśnił, na czym polega erotyka i sztuka miłości, a przede wszystkim komunikacja między partnerami.


Niektórzy/re sięgają po pornografię jako substytut edukacji seksualnej, a tam widzą tylko narządy płciowe w trakcie penetracji – niewiele gry wstępnej, sam akt i głośno jęczące kobiety w dwudziestocentymetrowych szpilkach. Dostajemy pytania od dziewczyn o to jak mają wyglądać, czy mają sobie całkowicie usunąć owłosienie intymne i czy mają „wydawać te dźwięki”. Gdzieś gubi się naturalna kolej rzeczy – stopniowe wchodzenie w świat seksualności, od trzymania sie za ręce, przytulania, przez delikatne pieszczoty aż po pełny stosunek i dalsze eksperymenty łóżkowe.


Dostaliśmy przynajmniej kilka sms-ów od nastolatek, które planowały seks analny zanim jeszcze odbyły stosunek dopochwowy. Bywa, że taka forma kontaktów ma pozwolić dziewczynie na zachowanie „dziewictwa”, pojmowanego bardzo wąsko jako nieuszkodzenie błony dziewiczej. Brak edukacji seksualnej sprawia, że młode osoby traktują swoje ciało przedmiotowo, a relacje zadaniowo – muszę wiedzieć, jak zaspokoić chłopaka/dziewczynę, ale nie zastanawiam się nad tym, czego ja chcę i czy w ogole jestem już na to gotowy/a. Może się to wydac szokujące, ale w drugiej dekadzie XXI wieku, w dobrze rozwiniętym kraju jakim jest Polska dobrze się miewa niebezpieczny mit o tym, że za pierwszym razem nie zachodzi się w ciążę. Wiedza podwórkowa i przekazywane sobie na ucho mity to kolejne, niewłaściwe źródło wiedzy o seksualności.


Czy mam się zgodzić?
„Moja dziewczyna chce uprawiac seks, a ja nie umiem i nie chcę jeszcze, jak mam jej to powiedziec?” – takie i podobne pytania otrzymujemy na dyżurach nie tylko od dziewcząt, ale i od chłopaków. Nie powinno nas dziwić, że młode kobiety są dziś coraz częściej stroną inicjującą kontakty seksualne – wystarczy pooglądać programy młodzieżowe i poczytać kolorowe magazyny – widać w nich wyraźnie model przebojowej laski, która wie jak wyrwać faceta i dostaje to, czego chce.

Jednocześnie do głosu dochodzą dziś u nas zwolennicy edukacji do abstynencji seksualnej aż do ślubu, którzy wierzą, że przekaz „nie możesz tego robić, bo to jest złe” przekona nastolatki do rezygnacji ze wspołżycia. Dla mnie takie podejście to wyraz braku szacunku dla młodzieży oraz wiary, że jeśli dostaną wybór to nie będą potrafili zdecydować się na to, co jest dla nich w danym momencie korzystne – że trzeba im zakazywać i nakazywać, straszyć i moralizować.

Komunikat, jaki wysyłają edukatorki i edukatorzy Pontonu do bardzo młodych osób też ma na celu opóźnienie decyzji o inicjacji seksualnej. Mówimy im to jednak w inny sposób – nie: „musisz powiedzieć nie, gdy ktoś namawia cię do seksu”, a „masz prawo powiedzieć nie, jeśli nie czujesz się gotowa/y na seks”. Traktujemy osoby, które powierzają nam swoje troski poważnie – mają oni/one już własny rozum, potrafią wyciągać wnioski i myśleć logicznie. Zwracamy im ich podmiotowość – zrobisz, jak zechcesz, ale pamiętaj, że tu chodzi o Ciebie i twoje dobre samopoczucie i bezpieczeństwo. Po kilku latach pracy z młodzieżą wiem, że to przynosi efekty, czego potwierdzenie dostaję w wiadomościach takich jak „Jest pani pierwszą osobą, która mi powiedziała, że mam prawo powiedzieć nie”.

Pontonowi wolontariusze i wolontariuszki niejednokrotnie przekonały/li piszące osoby, żeby się jeszcze wstrzymały z seksem. Pamietajmy jednak, że większość osób, które się z nami kontaktują jest jednak zdecydowana i i tak „to” zrobi. Możemy ubolewać nad tym jaka jest „ta dzisiejsza młodzież”, nie puszczac dzieci na imprezy i samodzielne wyjazdy, ale prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie przypilnować zdeterminowanego nastolatka/nastolatki, która chce dać ukochanemu/j dowód miłości. To, co możemy zrobić to dać im informacje jak wejsc w życie seksualne nie narażając się na ryzyko nieplanowanej ciąży czy zakażenia chorobami.

Czy jest coś bez recepty?
Każdego roku na wakacyjnym telefonie zaufania najwięcej pytań dotyczy antykoncepcji. Obserwujemy dwie grupy osób – jedna to młodzież świadoma i odpowiedzialnie podchodząca do rozpoczęcia współżycia. Chcą wiedzieć, jakie są najlepsze metody, jak je odpowiednio stosować. Druga grupa to ci liczący na łut szczęścia (stosunek przerywany nadal jest niestety popularną, mimo iz nieskuteczną metodą) lub zgłaszają się do nas „po fakcie” z pytaniem co zrobić, gdy miało sie niezabezpieczony stosunek.

Łączy ich jeden wspólny mianownik – liczna grupa nastolatków korzystających z porad Pontonu chce zabezpieczac sie, ale tak, żeby nie trzeba było nikomu o tym mówić, szczególnie lekarzowi. Dostajemy mnóstwo pytań od osób, które chcą kupić pigiłki antykoncepcyjne bez recepty. Uświadamiamy im, że ta metoda antykoncepcji wymaga okresowych kontroli lekarskich i niezbędna jest wizyta dziewczyny u ginekologa. Przyczyny tej niechęci do służby zdrowia są wielorakie. Przede wszystkim nastolatki panicznie boją się, że ich rodzice lub opiekunowie dowiedzą się, że są aktywne seksualnie. Spodziewają się, że w takim przypadku czekają ich surowe konsekwencje.

Niestety nadal w wielu polskich rodzinach temat seksualności młodych osób jest zamiatany pod dywan, zakłada się, że jeśli nie będziemy o tym mówic, to dzieci nie będą tego robić. Jednocześnie komunikaty, jakie dziewczyny i chłopcy odbierają w rodzinie pokazują na ogół seks wyłącznie w złym świetle, jako źródło chorob, niechcianych ciąż i najproszty sposób na zmarnowanie sobie życia. Szkoła, w której zajęcia z wychowania do życia w rodzinie są niejednokrotnie mylone z lekcjami religii, również pogłębia wizerunek seksu jako czegoś mrocznego i złego.

Z drugiej strony nastolatki boją się, że lekarz lub lekarka, do której przyjdą po porade antykoncepcyjną, potraktuje je źle, będzie oceniał ich prywatne decyzje i odmówi wypisania recepty. Te obawy nie są bezpodstawne – dostajemy sporo zgłoszeń od młodych kobiet, którym ginekolog/ginekolożka odmówila antykoncepcji hormonalnej komentując, że są „za młode” na seks i powinny wracać do nauki. Dziewczyny nie wiedzą , że jako pacjentki mają prawa i mogą w takich sytuacjach reagować, szczególnie gdy słyszą nieobiektywne opinie i oceny.

Obawy związane z zakupem antykoncepcji lub uzyskaniem recepty pchają młodzież do metod tradycyjnych. Poza stosunkiem przerywanym króluje tzw. kalendarzyk, metoda już dawno uznana za przestarzałą i nieskuteczną. Winę za tę sytuacje ponosi szkoła – na lekcjach biologii uczniowie/uczennice dostają tylko bardzo ogólne informacje na temat cyklu miesiączkowego z sugestią, że owulacja występuje w 14 dniu cyklu.

Dziewczyny i chłopcy piszą do nas, że kochali się „w dni niepłodne” nie wiedząc tak naprawdę co to oznacza. Nowoczesne metody obserwacji płodności mogą być stosowane z powodzeniem, ale rolą szkoły jest uświadomienie nastolatkom, że skuteczność tych metod zależy od wiedzy i doświadczenia (uczenie się podstaw trwa kilka miesięcy, a do wprawy w analizowaniu objawów płodności takich jak podstawowa temperatura ciała czy położenie szyjki macicy dochodzi się latami), a także iście żołnierskiej dyscypliny. Kto nie wierzy niech zajrzy na specjalnistyczne fora, które są pełne bardzo szczegółowych pytań od kobiet stosujących te metody regularnie. Obowiązkiem szkoły jest także uzmysłowienie młodym ludziom, że seks bez prezerwatywy może skończyć się zakażeniem wirusem HIV i innymi chorobami.

Czy jestem normalna/normalny?
Nastolatki mają silną potrzebę akceptacji przez grupę rówieśniczą. Wszelka inność jest piętnowana i wyśmiewana, stąd tak wiele obaw związanych z wyglądem zewnętrznym. Do tego dochodzi wpływ kipiących seksem mediów i reklam. Nawet sesje z modą dla młodszych nastolatek są mocno retuszowane, żeby modelki były dopasowane do jednego właściwego wzorca – przesadnie szczupłej dziewczyny bez śladu pryszczy, za to ze sporym biustem i wydepilowanym ciałem.

Swoje trzy grosze dokłada pornografia, która pokazuje wyimaginowany świat, w którym kobiety mają okazałe, kragłe biusty, a ich partnerzy nietypowo duże penisy. Problem w tym, że nastolatki nie wiedzą, że to, co oglądają to nie jest norma, a wyjątki. Nikt im nie mówi, że aktorzy porno są dobierani pod kątem walorów fizycznych, a aktorki robią sobie na potęgę operacje plastyczne nie tylko piersi, ale i genitaliów.

Młodzież popada w kompleksy, że nie pasuje do tych kanonów. Pytają, czy jeśli jedna pierś jest większa od drugiej to jest to objaw raka. Chłopcy, których ciała nie zakończyły jeszcze wzrostu, martwią się, że ich członki nie mają obwodu i długości termosu. Niestety często czytam, że włosy łonowe są według młodzieży obrzydliwe i należy je całkowicie usuwać. Uświadamiamy nastolatkom, że media prezentują wyidealizowany obraz ludzkiego ciała, ale bez uwzględnienia zagadnień związanych z samoakceptacją i analizą przekazów z kultury masowej w programach zajęć wychowania do życia w rodzinie, młodzież będzie zagubiona i pozostawiona sama sobie.

Dotarliście do końca? Świetnie. W tym długim tekście nie przedstawiłam nawet połowy problemów, z jakimi stykają się co roku w lecie dyżurantki i dyżuranci Wakacyjnego Pogotowia Pontonowego. Jesteśmy małą grupą wolontariuszy, która we własnym zakresie pozyskuje fundusze na utrzymanie telefonu, żeby pomóc choć niewielkiej grupie młodych ludzi, którzy poszukują sprawdzonego źródła informacji i porad. Ministerstwo Edukacji Narodowej twierdzi, że nie ma funduszy, żeby pomagać nam w utrzymaniu infolinii.

Chcesz pomóc? Zainteresuj się tym, czy w szkole Twojego dziecka są zajęcia Wychowania do Życia w Rodzinie oraz kto i jak je prowadzi, dowiedz się, jaka jest polityka związana z edukacją seksualną w twoim regionie. Napisz w tej sprawie do swojego posła/posłanki lub ministerstwa edukacji narodowej. Każdy polski uczeń i uczennica zasługuje na dostęp do rzetelnej edukacji seksualnej w szkole. Pomóżmy politykom i urzędnikom to zrozumieć.

Wakacyjne Pogotowie Pontonowe działa pod numerem komórkowym 507 832 741 do końca sierpnia codziennie od 19 do 21.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...