Natalia Broniarczyk
Natalia Broniarczyk Edukatorka Pontonu

Serial „Na wspólnej” od zawsze stara się pełnić funkcję edukacyjną i porusza „te” tematy. Były już: aborcja, mąż gej, HIV, przemoc wobec kobiet, alkoholizm, prostytucja, gwałt, in vitro. W poniedziałkowym odcinku dołączył kolejny. Serialowa Danuta, nauczycielka biologii w warszawskim gimnazjum staneła przed pewnym wyzwaniem. Dyrektor szkoły drżącym głosem przekazał nowinę - Danka będzie uczyć wychowania seksualnego. Nauczycielka nie zareagowała entuzjazmem, zapytała nawet czy nie musi przejść jakiegoś kursu, ale dyrektor odrzekł „po co”?

REKLAMA
Przecież sobie poradzi. Danka zostaje nauczycielką WDŻwR z łapanki, w myśl zasady – każdy coś tam wie o seksie. Dyrektor wręczył Dance specjalne tablice edukacyjne z wielkim rysunkiem przedstawiającym układ rozrodczy męski i życzył powodzenia. Przeciez jest najlepsza do tej roli, zwłaszcza, że inne nauczycielki i i nauczyciele stanowczo odmówili. Kolega po fachu szczerze Dance współczuje a sama zainteresowana jest przerażona. Jak uczyć? Które tematy poruszać? Jak trafić do młodzieży? Jakiego używac języka? Od czego zacząć?
Danka podejmuje wyzwanie i już na pierwszej lekcji w trakcie poruszania tematu małżeństwa orientuje się, że młodzież woli pogadać o seksie oralnym niż rolach żony czy męża i wie o seksie o wiele więcej niż się Dance wydawało. Skąd? I tu wracamy do sedna sprawy. Raczej nie z WDŻwR. Bo większość nauczycieli i nauczycielek tak jak nasza serialowa bohaterka nie ma przygotowania merytorycznego, nie wiedzą jakiego używać języka, co mogą a czego nie mogą powiedzieć na takich zajęciach. Dostają pakiet tablic edukacyjnych (czasem), listę zatwierdzonych podręczników (na których lepiej nie bazować), ciepłe słowo od dyrektora/ki i do dzieła! Lekcje (jeśli już) się odbywają to wprowadzane są zazwyczaj za późno, materiał nie jest dostosowany ani do wieku , ani do wiedzy i doświadczeń odbiorcy. Trudno oczekiwać, że 16 latka/latek, która/y ma stały dostęp do internetu i zetknęła/zetknął się już z porno albo pierwsze kontakty seksualne ma już za sobą będzie z zainteresowaniem słuchać nauczyciela/lki który nieśmiało opowiada o „argumentach za inicjacją seksualną w małżeństwie” i reaguje rumieńcem na pytanie o seks oralny. Takie zajęcia mają oczywiście niską wartość edukacyjną ale przede wszystkim nie są miłym doswiadczeniem ani dla nauczuciela ani dla ucznia. Nastolatki nic z takich zajęć nie wynoszą . Mają chwilową frajdę, że np udało im się podczas lekcji napompować prezerwatywę i wyprowadzić z równowagi albo onieśmielić nauczyciela.

Potrzebujemy w końcu głośno powiedzieć, że przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” nie spełnia standardów, oczekiwań, jest realizowany nieudolnie, a nauczyciele (w większości) są nieprzygotowani merytorycznie.
Zatwierdzone podręczniki są książkami do „Wychowania do życia w rodzinie katolickiej” i mogłyby posłużyć jako pomoc przy naukach przedmałżeńskich. Wystarczy przejrzeć jeden, najbardziej popularny by dowiedzieć się, że przyczyną homoseksualizmu są najprawdopodbniej „niewłaściwe relacje pomiędzy rodzicami dziecka lub całkowita nieobecność jednego z rodziców, najczęściej ojca”, oraz, że elementem terapii homoseksualizmu jest „odwołanie się do ostatecznego źródła siły, jakim jest doświadczenie wiary w Boga i sumienie”. W zatwierdzonych podręcznikach nie tylko temat orientacji seksualnej budzi niesmak. Przeczytamy w nich również, że „oddawanie dziecka do żłobka może w przyszłości skutkować jego zejściem na drogę przestępstwa” i, że „właściwa rodzina to pełna rodzina z mamą i tatą” . Zanim wszyscy oburzymy się na to, że „z podręczników mają zniknąć fragmenty odnoszące się do tradycyjnych wartości” (artykuł z wczorajszej „Rzeczpospolitej” ) zastanówmy się czy chcemy by dzieciom w szkołach przekazywano wiedzę czy ideologię? Zanim zaczniemy krzyczeć, że polska szkoła zagraża dzieciom, rodzinie zajrzyjmy do tych podręczników. Stawianie homoseksualizmu obok pedofilii, nekrofilii, kazirodztwa, czy zoofilii jest nie tylko niesmaczne i oburzające ale przede wszystkim niezgodne z wiedzą naukową. Na matematyce czy biologii nie ma miejsca na poglądy czy osobiste teorie. Tak samo powinno być na edukacji seksualnej. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby matematyki czy języka polskiego uczyli tak jak serialowa Danka - nauczyciele z łapanki, bez przygotowania merytorycznego, odpowiedniego wykształcenia i opowiadali na lekcjach, że np. Czesław Miłosz wcale nie otrzymał nagrody Nobla albo otrzymał go niesłusznie. Uczniowie mają prawo do edukacji opartej na wiedzy naukowej, wolnej od ideologii, kłamstw czy hipokryzji - tu naprawdę nie ma się czym oburzać.

Natalia Broniarczyk
Skończyła Pedagogikę Opiekuńczo wychowawczą, w 2008 roku obroniła pracę magisterską pod tytułem : „Wychowanie seksualne- moda, potrzeba, czy konieczność?” Od kilku lat związana z szeroko pojętym wolontariatem, w 2010 roku dołączyła do Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.