
Pornografia – media przedstawiają ją jako źródło wszelkiego zła, rodzice i nauczyciele biją na alarm, że nasze dzieci z Internetu czerpią „złe wzorce”, naukowcy analizują wpływ pornografii na nasze podejście do seksualności, rodzice głowią się jakie to jeszcze blokady rodzicielskie zamontować w komputerach i tunerach cyfrowych. Nie przyjdzie im jednak do głowy, że prawdziwe wyzwanie wychowawcze kryje się gdzie indziej – w muzycznych stacjach telewizyjnych.
REKLAMA
Miałam szczęście – wchodziłam w dorosłość w czasach, gdy w stacjach muzycznych typu MTV puszczano teledyski od początku do końca i produkowano tam całkiem niezłe reality shows, np. „The Real World”, z których nastolatki mogły – bez moralizowania czy przesłodzenia – dowiedzieć się, jakie wyzwania stoją przed nimi w dorosłym życiu. Co bardziej erotyczne klipy, jak „Justify My Love” Madonny puszczano po godzinie 22 w aurze wielkiego skandalu. Dziś ten teledysk mało kogo już gorszy czy oburza. W najlepszym czasie antenowym, gdy nastolatki wracają z lekcji, można obejrzeć np. teledyski Rihanny zaznajamiające kilku- i kilkunastoletnie dzieci z zaawansowanymi formami zabaw seksualnych, jak odgrywanie ról, dominacja, bondage (różne formy wiązania, pętania ciała) czy z istnieniem zabawek erotycznych.
Dziś w muzycznych stacjach muzyki w ogóle mało, dominują różnego rodzaju programy typu reality oraz konkursy. Rodzicu – wydaje ci się, że to pornografia utrwala w twoim dziecku wizję seksu oderwanego od uczuć, wzmacnia stereotypy o uprzedmiotowieniu kobiet oraz kreuje nierealny wizerunek ludzkiego ciała? Bardzo się mylisz. Zanim dzieciaki sięgną po porno, biorą do ręki pilota i włączają programy typu „Szał ciał” na kanale Viva.
Formuła programu jest prosta – pięć kobiet prezentuje swoje wdzięki, ocenia je trzech panów siedzących w dźwiękoszczelnym pokoju. Zanim chłopcy wydadzą werdykt, dziewczyny między sobą ustalają, która według nich spełnia typowe męskie wymagania co do seksownej twarzy, ciała oraz bielizny. Jeśli uczestniczkom się poszczęści wygrywają pieniądze. Niezbyt duże, kilkaset złotych na głowę. Ale czym jest nagroda pieniężna wobec sławy jaką można zdobyć jako gwiazdka programu!
W odcinku, który oglądałam były dwa różne zestawy osób – raz dziewczyny były oceniane przez trójkę kulturystów, a raz przez trzech biznesmenów. Nie dowiedziałam się, jakim biznesem panowie się zajmują, a jedynie, że „interesy idą do przodu cały czas, ale wieczorem częściej”. O uczestniczkach dowiedziałam się więcej. Na przykład o Sandrze, która za najbardziej szaloną rzecz, którą zrobiła w życiu uznaje urodzenie dziecka w wieku 16 lat.
W drugiej kolejności takim wydarzeniem był dla niej występ w programie erotycznym. Po przyznaniu sobie nawzajem punktów za seksi twarz dziewczyny ochoczo zrzucają jedwabne szlafroczki, aby odkryć przez jury swoje atuty. Po rozstrzygnięciu tej części każda ma okazję powiedzieć coś niemiłego na temat koleżanek – np. ja wiem , że faceci lubią wysokie blondynki jak ja, a nie takie jak te dwa czarne pulpety. Dla wyjaśnienia, chodziło jej o ciemnowłose koleżanki. Nie, nie miały nadwagi. Każda mówiąca kobieta jest podpisana imieniem oraz dopiskiem „biust nr 4, biust nr 2”.
Program promuje specyficznie pojmowane równouprawnienie płci - mężczyźni również zrzucają garnitury i nawzajem przyznają sobie punkty, zastanawiając się przy tym „jakie dupy lubią dziewczyny”. Po wszystkim czas na reklamę kolejnego programu, prowadzący chwali się: „Viva płaci mi za spanie z gwiazdami”.
Nie jestem przeciwniczką pornografii. uważam, że dorośli ludzie z wykształconym rozumieniem seksualności mogą z niej korzystać, jeśli sprawia im to frajdę. Zgadzam się też z twierdzeniem, że korzystanie z pornografii nie jest obojętne w przypadku osób bardzo młodych, dla których oglądanie seksu na video jest substytutem edukacji seksualnej. Nie dziwię się też nastolatkom, że takie filmy ściągają – w zaakceptowanych do użytku szkolnego podręcznikach do Wychowania do życia w rodzinie nie ma nawet obrazka przestawiającego wygląd narządów płciowych, jest tylko anatomiczny przekrój prezentujący to, co pod skórą. Młodzi ludzie, poza wieloma innymi rzeczami, które ich/je w życiu interesują, chcą wiedzieć jak wyglądają genitalia płci przeciwnej, nie ma w tym nic dziwnego. Jeśli szkoła im tego nie daje, dostają to w necie.
Nie uważam, że blokady rodzicielskie rozwiązują problem w przypadku nastolatków – jeśli my, dorośli, nie będziemy z nimi rozmawiać i wyjaśniać mechanizmów rządzących branżą porno, jeśli nie zainteresujemy się tym, jakie programy ogląda nasze dziecko po powrocie ze szkoły i nie wyjaśnimy, że coś, co promuje zarabianie kasy w zamian za eksponowanie atutów ciała nie jest dobrym wzorem dla naszego dziecka, to one same wyciągną wnioski na miarę własnych możliwości. Skutki mogą być, niestety, opłakane.
Anka Grzywacz - jedna z założycielek i do dziś wolontariuszka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton, studiowała podyplomowo seksuologię kliniczną, jest trenerką umiejętności psychospołecznych.
