Finka Heynemann - edukatorka Grupy Ponton

Kilka dni temu Polskę obiegła informacja o pewnej parze wyjątkowo młodych ludzi ze Starachowic, dwunastoletniej dziewczynce i trzynastoletnim chłopcu, która zaszła w ciążę (warto pamiętać, że choć faktycznie to dziewczyna jest w ciąży, odpowiedzialność za tę ciążę spoczywa w równym stopniu także na chłopaku, więc na parze). Jest to sytuacja niewątpliwie dramatyczna – nie trzeba być specjalistą w dziedzinie pedagogiki aby wiedzieć, że dwunastoletnie osoby nie są gotowe ani na ciążę, ani na wychowanie dziecka. Prokuratura przygląda się sprawie uważnie, w tym czasie przez media przewija się mnóstwo komentarzy, od „tragedia, gdy dzieci mają dzieci” do „pewnie sama tego chciała”. W tym wszystkim gdzieś się gubi powtarzana przez nas od lat jak mantra formułka: dzieci i młodzież potrzebują rzetelnej, neutralnej światopoglądowo edukacji seksualnej.

REKLAMA
Postulat jest krótki, prosty i trafia w sedno. Tej i wielu innych przykrych sytuacji dałoby się uniknąć, gdyby dzieciom umożliwiano otrzymywanie wiedzy o ciele i seksualności. Ale wiedzy pochodzącej ze sprawdzonych źródeł, a nie z pornografii lub internetu, w którym roi się od groźnych mitów i przesądów. W tym kontekście szczególnie niepokojąca jest trwająca od kilku miesięcy nagonka na tzw. gender, ale też przy okazji na edukację równościową. Nauczyciele i nauczycielki czują się zastraszani i zastraszane, jeżeli wprowadzają elementy edukacji równościowej lub seksualnej do swoich zajęć (wystarczy zerknąć na fora internetowe), ponadto są publicznie nazywani i nazywane demoralizatorami i osobami odpowiedzialnymi za seksualizację młodzieży, pedofilię, wszelakie zaburzenia osobowościowe, masturbację i homoseksualizm (dwa ostatnie najwyraźniej są przez niektórych uważane za chore i złe, a w każdym razie obelżywe).
Tymczasem edukacja seksualna i edukacja równościowa są w stanie zapobiec właśnie temu, przed czym zwykło się nas w ostatnich dniach straszyć. Dzięki niej dzieci mogą się dowiedzieć o asertywności, uczuciach, szkodliwych stereotypach; mogą się dowiedzieć, w jaki sposób się bronić przed niechcianymi treściami w internecie i w innych mediach, a także przed niechcianym kontaktem.
Po co edukacja seksualna?
Przede wszystkim edukacja seksualna zapobiega niechcianym ciążom. Dzieci i młodzież są zewsząd bombardowane treściami o charakterze seksualnym. Już rano mogą w telewizji zobaczyć teledysk pełen nagości i wijących się w seksualnych pozach osób. W radio usłyszą piosenkę, której treść może być nie tylko o seksie, ale też seksistowska – proszę się przysłuchać tekstom piosenek słuchanych przez młodzież, chociażby ostatniemu hitowi*: „Dam ci coś wystarczająco dużego by rozerwać ci d… na połowy (...) Nie tak jak twój poprzedni chłopak (...) Nie trzepał cię tak po tyłku i nie ciągnął za włosy” . Co o relacjach pomiędzy dwojgiem osób może myśleć młoda osoba, która słyszy, że można komuś „rozerwać d... na połowy” i dodać jeszcze „I know you want it” (wiem, że tego chcesz)? Na tym nie koniec. Dziecko idzie do szkoły i po drodze mija billboardy – półnagie kobiety reklamują bieliznę, ale też ogrodzenia, okna – wszystko. Seks bije z każdej strony. W szkole koledzy i koleżanki rozmawiają o seksie, może o swoich pierwszych doświadczeniach – nawet, jeżeli zmyślają, okazuje się, że bycie dziewicą i bycie prawiczkiem nie jest modne, nie jest fajne. Ale nikt o tym z dziećmi nie rozmawia. Dziećmi, które w końcu wpiszą po powrocie ze szkoły w wyszukiwarkę internetową „sex” i trafią na pornografię, zobaczą nierealny, fantazyjny seks i uznają, że tak to naprawdę wygląda. Rzadko kiedy w filmie pornograficznym ujrzymy głęboką relację, zadbanie o partnerkę, szczerą przyjemność, antykoncepcję. Argumenty ze strony przeciwnej, że mówienie o seksie może dzieci seksualnie pobudzić, jest absurdalne i groźne. Te groźne treści do dzieci trafiają z każdej strony, dlatego właśnie trzeba o seksie rozmawiać, i to jak najwcześniej. Żeby wiedziały, że kobiet nie należy traktować jak obiektów. Żeby wiedziały, że kontakt niechciany przez drugą osobę jest gwałtem. Że seks przedstawiony w pornografii jest fantazją dorosłych i nijak się ma do prawdziwego seksu polegającego na zbliżeniu się bliskich sobie ludzi. Dzięki tym zabiegom, po pierwsze, opóźnia się inicjacja seksualna. Być może wiele osób pierwszy raz się dowie, że może odmówić stosunku (asertywność!) i że stosunki z osobą poniżej 15 roku życia są czynem zabronionym. Po drugie, jeżeli już do stosunku dojdzie, para ze zdecydowanie większym prawdopodobieństwem zadba o siebie i swoje bezpieczeństwo – użyją środków zapobiegających ciąży i infekcjom przenoszonym drogą płciową.
Gdzie w tym wszystkim edukacja równościowa?
Przyjrzyjmy się takiemu przykładowi. Jaś i Marysia mają pięć lat, są w przedszkolu. Marysia ciągnie Jasia za włosy i słyszy: „Marysiu, to niegrzeczne, nie rób tego”. Jaś ciągnie Marysię za włosy i... często nic się nie dzieje. Bo chłopcy tacy są. Bo kto się czubi, ten się lubi. Przenieśmy się do szóstej klasy, oboje mają teraz dwanaście lat. Jaś znów ciągnie Marysię za włosy. Jaś nic nie usłyszy. Marysia, która się poskarży, słyszy: to takie końskie zaloty. Chłopcy tacy są, muszą się wyszaleć. Wreszcie Jaś i Marysia mają dwadzieścia lat. Jaś ciągnie Marysię za włosy, mocno, bo jest już dorosłym mężczyzną. I nagle słyszy: nie, to niedobrze.
Skąd on miał to wiedzieć? Skąd miał wiedzieć, że to nie jest dobrze, skoro całe życie słyszał, że może to robić, bo chłopcy tak mają, bo muszą się wyszaleć, bo to oznaka zainteresowania? A Marysia? Gdy miała pięć lat usłyszała, że powinna być grzeczna i zaakceptować to, że Jaś w ten sposób okazuje zainteresowanie. Czy mając dwadzieścia lat zorientuje się, że ciągnięcie jej za włosy jest złe? Czy będzie wiedziała, że może i powinna głośno zaprotestować, powiedzieć „nie” i zgłosić przemoc? Nie, prawdopodobnie nie. Jeżeli coś przeczuwa, będzie musiała się długo uczyć o zdrowych relacjach, bo nikt jej tego nie nauczył, gdy była dzieckiem.
Edukacja równościowa to zalecenia dla nauczycieli, jak traktować powyższe zachowania. Dzięki nim osoba prowadząca zajęcia w przedszkolu nie będzie doprowadzała do sytuacji, gdzie chłopcy skaczą po ścianach „bo są chłopcami”, a dziewczynki będą się uczyły grzecznie siedzieć na krzesełkach, bo „mają być grzeczne”. Dziewczynki i chłopcy w równym stopniu mają czas na skakanie i grzeczne siedzenie na krzesełkach. Edukacja równościowa uczy, że nie wolno ciągnąć dziewczynek za włosy. Chłopcom tłumaczy się, dlaczego nie wolno tego robić, a dziewczynkom tłumaczy się, że mogą i powinny zareagować, gdy ktoś je ciągnie za włosy, robi im krzywdę. Uczy je stawiania granic. Uczy je, że gdy ktoś je dotknie w sposób, który im nie odpowiada, mogą głośno powiedzieć „nie, przestań”. Edukacja równościowa zwraca wreszcie uwagę, by nauka asertywności i stawiania granic nie była skierowana wyłącznie do dziewczynek: chłopcy też mają prawo powiedzieć „nie”, jeżeli ktoś przekracza ich granice.
Dzięki edukacji równościowej starsze dzieci i młodzież mają bardziej trzeźwe spojrzenie na świat. Rozumieją, że wyśmiewanie się z dojrzewających koleżanek, którym zaczynają rosnąć piersi, jest krzywdzące. Rozumieją, że wyśmiewanie się z dojrzewających chłopców, którzy zaczynają przechodzić mutację, jest krzywdzące. Wreszcie też rozumieją, że nie ma powodów, dla których kobieta ma siedzieć w kuchni, a mężczyzna ma być zawsze silny, odważny i wypłukany z wrażliwości. Dzięki temu dzieci i młodzież stają się wyczulone na dyskryminację ze względu na płeć, ale nie tylko. Stają się ogólnie bardziej wrażliwe na krzywdę innych. Znają mechanizmy przemocy i uczą się im zapobiegać.
Skutki braku tej edukacji?
Zatoczmy pętlę i wróćmy do pary ze Starachowic. Nie wiemy, jak doszło do stosunku – za obopólną zgodą czy nie. Nawet jeżeli oboje zgodzili się uprawiać seks, to „jakość” tej zgody jest wątpliwa. Czy dwunastolatka rzeczywiście rozważyła wszelkie za i przeciw stosunku? Czy trzynastolatek głęboko zastanowił się nad zastosowaniem antykoncepcji? Czy oboje byli rzeczywiście gotowi w tak młodym wieku na seks? Ciężko uwierzyć, żeby istotnie byli gotowi, jeżeli (co jest bardzo prawdopodobne) o seksie wiedzieli z telewizji i pornografii, edukacji seksualnej nie mieli, o antykoncepcji słyszeli niewiele, o asertywności nie wspominając.
Warto zwrócić uwagę, że wszelkie tego typu historie - nastoletnie ciąże, gwałty, przemoc wśród nastolatków, również seksualna, dyskryminacja na tle płci – nie są skutkiem edukacji seksualnej i równościowej. Są skutkiem jej BRAKU. Młodzież, która wie więcej o antykoncepcji, seksualności, asertywności i równości, jest bardziej skłonna odłożyć decyzję o współżyciu oraz uszanować zdanie partnera czy partnerki. Odbieranie im podstawowej wiedzy o relacjach nazywając ją „ideologią gender” albo „seksualizacją młodzieży” jest kłamstwem, i to szkodliwym, bo w istocie godzącym w dobro dzieci, jak widać na przykładzie pary ze Starachowic.
*Robin Thicke feat. T.I. & Pharrell Williams, Blurred Lines