WASZYNGTON – Jedną z najważniejszych sił napędzających wzrost chińskiej gospodarki i podnoszenie poziomu życia jest przemiana społeczeństwa z wiejskiego, rolniczego we współczesne – miejskie. W miastach mieszka już blisko 700 mln Chińczyków – ponad połowa populacji – więc kluczowa rola urbanizacji dla przyszłości Chin jest bezdyskusyjna. Ale trudno przewidzieć, jak ten trend będzie się rozwijał.
REKLAMA
Na ostatnim Trzecim Plenum 18. Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin w listopadzie najwyższe przywództwo wytyczyło jeden z kierunków. Komunikat po plenum i powstały później plan reform dają wgląd w to, jak chińscy przywódcy widzą rozwój miast w kraju i jaką rolę będzie odgrywała polityka publiczna w kształtowaniu tej tendencji.
Na razie podejście Chin do urbanizacji wyjęte jest żywcem z filmu „Pole marzeń” – „Zbuduj, a przyjdą”. Rzeczywiście, w ciągu ostatnich 30 lat ogromne inwestycje publiczne i liberalizacja gospodarki doprowadziły do gwałtownego rozwoju miast w prowincjach nadmorskich. A chińscy przywódcy chcą teraz przenieść tę strategię w głąb kraju, dokonując kluczowych inwestycji w infrastrukturę i kapitał ludzki.
Ale skuteczność tych inwestycji będzie zależała od ich kolejności i tempa wprowadzania oraz od tego, jak umiejętnie będą dostosowywane do potrzeb, zasobów i aspiracji poszczególnych regionów. Trzeba pamiętać przy tym o czterech powiązanych kwestiach.
Przede wszystkim inwestycje w chińską infrastrukturę prowadzą do ogromnych wzrostów w branżach związanych z budownictwem i zwiększają zatrudnienie, znacząco podnosząc też lokalny PKB. Jako że perspektywy karier lokalnych urzędników zależą od utrzymania szybkiego tempa wzrostu, nacisk na rozwój infrastruktury zapewne nie zniknie, mimo obaw o równowagę takiego rozwoju, który pochłania ogromne ilości wody, energii i ziemi.
Ale Chiny nie mogą sobie pozwolić na niedostrzeganie coraz większego kryzysu ekologicznego. Zwłaszcza w przepastnym wnętrzu kraju gwałtowna urbanizacja wymaga intensywnej pracy hut, rafinerii chemicznych i elektrowni opalanych węglem, co prowadzi do niebezpiecznie wysokiego poziomu zanieczyszczenia powietrza i stało się wręcz synonimem rozwoju po chińsku.
Coraz gorsza jakość powietrza zmusiła chiński rząd do położenia nacisku na zmniejszenie zanieczyszczeń i budowę gospodarki niskowęglowej. Doszło do tego, że chińska Komisja Rozwoju Narodowego i Reform wydała pierwszy w swej historii plan przystosowania do zmian klimatycznych.
Co więcej, od stycznia władze zaczęły wymagać, by 15 tys. fabryk, w tym przedsiębiorstwa państwowe, publikowało oficjalne dane na temat szkodliwych substancji odprowadzanych do atmosfery i wody. A rząd obiecał wydać w ciągu pięciu lat 280 mld dolarów na ograniczanie zanieczyszczeń powietrza. Aby zwiększyć skuteczność tych działań, ocena lokalnych przywódców powinna zależeć od wskaźników zrównoważenia miejscowego rozwoju. Tyle że łatwiej to powiedzieć, niż zrobić w kraju, gdzie od ponad 30 lat standardy życia postrzega się w węższych kategoriach ekonomicznych.
Druga ważna kwestia, z jaką muszą zmierzyć się Chiny w trakcie urbanizacji, to spór między właścicielami ziemi na wsi i lokalną władzą – a to konflikt niezwykle zapalny. Przymusowe wyburzenia już wzbudzają tysiące pojedynczych protestów. Jeśli będzie to trwało, gniew społeczny się nasili, doprowadzi do naruszenia równowagi społecznej i zaburzy aspiracje ekonomiczne.
Na szczęście i w tej dziedzinie dokonuje się pewien postęp. Wicesekretarz partii w prowincji Syczuan Li Chuncheng – zwany „Li Chaicheng”, czyli „Li niszczyciel miasta” – został niedawno aresztowany pod zarzutami korupcji z powodu bezpardonowego wysiedlania rolników. Ale np. burmistrzowi miasta Datong w prowincji Shanxi Geng Yanbo – o przydomku „Geng Chaichai”, czyli „Geng meganiszczyciel” – podobne zachowania uchodzą na razie na sucho.
Bardziej obiecujące jest to, że według programu przygotowanego przez Trzecie Plenum rolnicy muszą dostać uczciwą część pieniędzy wynikających ze wzrostu wyceny ziemi i będą mogli ją zamienić na inne grunty albo wykorzystać jako zastaw.
Przyszła polityka powinna pozwolić na sprzedaż ziemi bezpośrednio deweloperom, a nie za pośrednictwem miejscowych władz, bo to zapewni mieszkańcom wsi uczciwsze zadośćuczynienie, a miejscowym władzom przytnie dopływ pieniędzy na kolejne inwestycje.
Trzecia kwestia, którą należy się zająć, to migracja. Przez trzy dekady Chiny przeszły proces masowej migracji wewnętrznej do nadmorskich okolic Guangdongu, Zhejiangu, Jiangsu i Szanghaju, gdzie nastawione na eksport fabryki czekały na tanią siłę roboczą, która pozwalała im napędzać wzrost PKB – i zmniejszać globalną biedę, o czym tyle się mówiło. Jednak napływ migrantów sprawiał, że lokalne władze nie radziły sobie z zapewnieniem odpowiednich warunków mieszkaniowych, opieki zdrowotnej i edukacji.
Kluczowa rola migracji dla rozwoju chińskiej gospodarki znajduje odzwierciedlenie w programie reform Trzeciego Plenum, w którym poruszono sprawę hukou – systemu meldunkowego, który ogranicza dostęp do usług socjalnych do miejsca pochodzenia obywatela. Zgodnie z nowym planem, migranci ze wsi osiedlający się w miasteczkach i dużych miastach dostaną dostęp do usług takich jak opieka zdrowotna czy wykształcenie, a rząd stopniowo będzie znosił ograniczenia hukou w miastach średniej wielkości. Władze liczą na to, że dzięki temu odetchną takie metropolie jak Pekin czy Szanghaj zalane przez przybyszów z wnętrza kraju.
Ostatnia ważna sprawa wiążąca się z procesem urbanizacji – podkreślona w komunikacie Trzeciego Plenum – to kwestia finansowania usług infrastrukturalnych i socjalnych. Na razie większą część kosztów pokrywają lokalne władze. Ale mało które z nich mają prawo nakładania własnych podatków, więc przychody czerpią głównie z rozwoju rynku nieruchomości.
Problem w tym, że skomplikowany system kredytowy, jaki powstał do gwarancji dla inwestycji w infrastrukturę i nieruchomości – tzw. wehikuły finansowe lokalnych władz – osłabia bardziej zrównoważone formy kredytowania i zagraża bilansom banków państwowych. Chiński rząd szacuje, że aż jedna trzecia z 3 mld dolarów łącznego zadłużenia lokalnych władz może nie zostać spłacona – a wtedy koszty będzie musiał pokryć rząd centralny.
Aby pożyczki lokalnych władz stały się bardziej przejrzyste i odpowiedzialne, Trzecie Plenum wzywa do zmian w dystrybucji dochodów między władzą centralną i lokalną. Wzrosnąć mają transfery do miast, a lokalne władze miałyby możliwość niezależnej emisji obligacji samorządowych. Wyzwaniem będzie oczywiście wdrożenie planu.
Bardzo prawdopodobne, że ta nowa faza urbanizacji przyniesie różne skutki w różnych miejscach Chin. Przyszłość fundamentalnej zmiany, jaka czeka Chiny, będzie zależała od tego, jak przywódcy kraju zmierzą się z kwestiami inwestycji w infrastrukturę, praw do ziemi, migracji i finansowania.
William Antholis jest dyrektorem zarządzającym w Brookings Institution i autorem książki „Inside Out, India and China”.
