OKSFORD – Najnowsze dane dowodzą, że świat wszedł w okres niskiej zmienności rynków finansowych. Ale nie ma co oddychać z ulgą, bo przed nami jeszcze burzliwe czasy.
REKLAMA
W ciągu ostatniego ćwierćwiecza szybka globalizacja napędzana technologią – charakteryzująca się fizyczną i wirtualną integracją globalnej gospodarki, w tym otwarciem światowych rynków – przyczyniła się do najszybszych w historii wzrostów dochodów i populacji. Ale choć globalizacja daje bezprecedensowe możliwości, otwiera też nową formę ryzyka systemowego, które jest w stanie zagrozić całym instytucjom politycznym i krajowym gospodarkom.
Ryzyko systemowe nierozerwalnie wiąże się z globalizacją. Większa otwartość i integracja zdecydowanie zwiększają potencjał kaskadowych kryzysów i wzmocnienia wstrząsów.
Ludzie i społeczeństwa bogacąc się, wchodzą ze sobą w bliższy kontakt – wirtualnie, za pomocą technologii komunikacyjnych i fizycznie, dzięki wzrostowi populacji, większej urbanizacji i podróżom. Tymczasem większe zużycie takich produktów jak żywność, energia czy artykuły medyczne nasila skutki uboczne indywidualnych wyborów, a połączenie globalnych systemów zwiększa zasięg i siłę rażenia tych zjawisk.
Na przykład zażycie antybiotyku może być racjonalną decyzją pojedynczego człowieka. Ale kiedy miliardy ludzi przyjmują antybiotyki, a producenci mięsa używają ich do zwiększenia efektywności, leki często tracą skuteczność. Ten sam paradoks widać w zużyciu energii z powodu destrukcyjnego wpływu masowych emisji związków węgla. Nawet spożycie podstawowych produktów pierwszej potrzeby, takich jak żywność (której produkcja może mieć duży wpływ na środowisko) czy woda (której przecież brakuje), nie jest tu wyjątkiem.
Co więcej, większa otwartość i integracja rynków, przy gwałtownych zmianach technologicznych, wzmacniają podziały wewnątrz i między społeczeństwami. Ci, którzy spóźnią się na globalizacyjny pociąg, często nie są go w stanie potem dogonić.
Największe dziś wyzwania – od zmian klimatycznych po cyberprzestępczość – coraz częściej są zjawiskiem ponadnarodowym, przez co trudno jest im skutecznie stawiać czoło. Co gorsza, mogą mieć efekt kaskadowy, bo np. pandemia albo cyberatak wywołujący kryzys finansowy czy polityczny narzuca nieproporcjonalne koszty na tych, którzy nie są w stanie ich ponieść. Środki łączności – takie jak internet, rynki finansowe, lotniska przesiadkowe czy centra logistyczne – ułatwiają „superrozpowszechnianie” efektów globalizacji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.
Choć ryzyka systemowego tworzonego przez globalizację nie da się wyeliminować, można je złagodzić, jeśli światowi przywódcy będą działać wspólnie i uczyć się na błędach.
Niestety, nie zanosi się ani na jedno, ani na drugie.
Przede wszystkim polityka narodowa w czołowych krajach coraz bardziej oddala się od współpracy, a rosnąca nierówność i podziały społeczne utrudniają rządom, zwłaszcza demokratycznym, podejmowanie trudnych decyzji. Jednocześnie ludność poszczególnych krajów odrzuca instytucje regionalne i globalne. Na przykład Europa doświadcza właśnie wzrostu poparcia dla partii nacjonalistycznych, takich jak brytyjska Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), i coraz donośniej brzmią głosy nawołujące do samostanowienia w takich regionach jak Szkocja czy Katalonia.
Przede wszystkim polityka narodowa w czołowych krajach coraz bardziej oddala się od współpracy, a rosnąca nierówność i podziały społeczne utrudniają rządom, zwłaszcza demokratycznym, podejmowanie trudnych decyzji. Jednocześnie ludność poszczególnych krajów odrzuca instytucje regionalne i globalne. Na przykład Europa doświadcza właśnie wzrostu poparcia dla partii nacjonalistycznych, takich jak brytyjska Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), i coraz donośniej brzmią głosy nawołujące do samostanowienia w takich regionach jak Szkocja czy Katalonia.
Równie problematyczne jest to, że świat nie wyciągnął zbyt wielu wniosków z najwyraźniejszego i najbardziej dotkliwego dotychczas skutku globalizacji: kryzysu finansowego z 2008 r.
Nie sposób całkowicie ochronić system, ale rozsądne regulacje i skuteczny nadzór były w stanie zapobiec kryzysowi albo przynajmniej ograniczyć jego wpływ na życie milionów ludzi.
Sęk w tym, że banki centralne, ministrowie finansów i organizacje międzynarodowe, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy – filary instytucjonalnej struktury globalnej gospodarki – nie zrozumiały w pełni wyłaniającego się charakteru globalizacji i jej skutków, po części dlatego, że trudno wyłowić zmiany strukturalne z ogromu dostępnych dziś danych.
W tym sensie kryzys powinien był stać się czymś w rodzaju pobudki i skłonić sektor finansowy, polityków oraz organizacje międzynarodowe do działań na rzecz zwiększenia równowagi systemowej. Ale choć owe instytucje zatrudniają dziesiątki tysięcy wysoko wykwalifikowanych ekonomistów, którzy mają za zadanie określić, jak najlepiej chronić system finansowy przed destabilizującymi skutkami globalizacji, są dziś mniej skore do działania niż przed kryzysem.
Szczególnie wyraźnie widać to w gospodarkach rozwiniętych, gdzie nadwerężone rezerwy finansowe i paraliż polityczny uniemożliwiają konstruktywne inwestycje infrastrukturalne czy edukacyjne, które pozwoliłyby obywatelom bardziej skorzystać z globalizacji. Co gorsza, część tych krajów ograniczyła wkład i przywiązanie do reform w instytucjach regionalnych i globalnych, bez których nie da się zarządzać ryzykiem systemowym.
W tym kontekście trudno się dziwić, że zwykli obywatele czują niepewność co do przyszłości i frustrację z powodu rządów, które nie ochroniły ich przed złymi skutkami globalizacji. Ale odebranie władzy instytucjom regionalnym i międzynarodowym – choćby najbardziej mętnym i dalekim od ludzi – tylko zwiększyłoby problemy, bo ograniczyłoby możliwości wytyczania ponadnarodowych trendów, które dziś kształtują przyszłość świata. Aby poradzić sobie z coraz większą złożonością i integracją, potrzeba więcej, nie mniej współpracy.
Czas, by nasi przywódcy rozpoznali nowe ryzyko systemowe i wspólnie próbowali je ograniczyć. W przeciwnym wypadku niedawne wydarzenia będą tylko prologiem, a owe ryzyko zagrozi globalnej gospodarce.
Ian Goldin jest dyrektorem Oxford Martin School na Uniwersytecie Oksfordzkim i współautorem (z Mike’em Mariathasanem) książki The Butterfly Defect: How Globalization Creates Systemic Risks, and What to Do about It.
