WARSZAWA – 98 proc. Polaków cierpi na choroby przyzębia, które zwiększają ryzyko nie tylko utraty zębów, ale też zawału, udaru mózgu, pogorszenia przebiegu cukrzycy oraz przedwczesnych porodów. Te zatrważające statystyki dowodzą, że większość rodaków nie wie, jak prawidłowo dbać o higienę jamy ustnej. Kamień nazębny ma aż 61 proc. naszego społeczeństwa. Polacy nie wiedzą o usłudze, jaką jest skaling – zabieg usuwania kamienia, zapewniony przez państwo w gwarantowanym koszyku świadczeń w ramach NFZ – albo po prostu z niej nie korzystają.
REKLAMA
Z najnowszych danych Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego wynika, że co dziesiąty Polak nie myje zębów wcale! Zaledwie 60 proc. naszych rodaków szczotkuje zęby dwa razy dziennie, jedna trzecia – zaledwie raz dziennie. Średni czas przeznaczany na higienę jamy ustnej w Polsce wynosi 70 sekund, zamiast prawidłowych 2-3 minut.
Przeciętny Kowalski wie, czym zajmuje się stomatologia, ale periodontologia – już nie bardzo. Tymczasem są to specjalności siostrzane. Periodontologia jest dziedziną stomatologii, która skupia się na profilaktyce i leczeniu chorób przyzębia oraz błony śluzowej jamy ustnej. Jest nauką o przyzębiu, a przyzębie to po prostu tkanki otaczające ząb, m.in. dziąsła. Nie o nomenklaturę jednak tu chodzi, lecz o znajomość podstawowych zasad higieny jamy ustnej i ich stosowania w praktyce, bo z tym jest niestety w naszym kraju nie najlepiej.
Przeciętny Kowalski wie, czym zajmuje się stomatologia, ale periodontologia – już nie bardzo. Tymczasem są to specjalności siostrzane. Periodontologia jest dziedziną stomatologii, która skupia się na profilaktyce i leczeniu chorób przyzębia oraz błony śluzowej jamy ustnej. Jest nauką o przyzębiu, a przyzębie to po prostu tkanki otaczające ząb, m.in. dziąsła. Nie o nomenklaturę jednak tu chodzi, lecz o znajomość podstawowych zasad higieny jamy ustnej i ich stosowania w praktyce, bo z tym jest niestety w naszym kraju nie najlepiej.
Zdrowe dziąsła mają do spełnienia ważną funkcję – zapewniają zębom stabilność. Chore – powodują szereg poważnych chorób. Nieczyszczone (lub źle czyszczone) zęby zaczyna pokrywać płytka bakteryjna (nazywana też płytką nazębną), w której znajdują się bakterie. Płytka zaczyna narastać już w kilka minut po posiłku. Proces ten następuje znacznie szybciej u osób, które palą papierosy, mają próchnicę czy źle założone plomby. Jeśli nie usuniemy płytki (łatwo to zrobić, gdy jest miękka, wystarczy szczotkować zęby dokładnie), to ulegnie mineralizacji i zmieni się w porowaty kamień. Tworzy on najpierw otoczkę wokół zęba, przy brzegu dziąsła. Pierwotnie go nie widać gołym okiem, zaczyna być widoczny już jako brązowawa lub ciemnożółta obwódka dookoła zębów.
O ile na początku stanowi on defekt kosmetyczny, to później prowadzi do mechanicznego drażnienia tkanek przyzębia i sprzyja dalszemu odkładaniu się płytki bakteryjnej. W konsekwencji dochodzi do zapalenia dziąseł - w 95 proc. na skutek zaniedbań higienicznych czyli nieskutecznego czyszczenia zębów lub wręcz jego braku, co skutkuje chorobami przyzębia. Kamień nazębny powinno się regularnie usuwać w gabinecie stomatologicznym, przynajmniej raz na rok. I taką usługę, czyli skaling (zabieg usuwania kamienia przy pomocy narzędzi ręcznych lub ultradźwięków), mamy w Polsce zapewnioną przez państwo w gwarantowanym koszyku świadczeń. Zabieg jest bezbolesny, niepotrzebne jest skierowanie i można wykonać go w dowolnym gabinecie, który ma podpisaną umowę z NFZ. Niestety Polacy z tego nie korzystają: kamień nazębny ma aż 61 proc. naszych rodaków!
Gdyby o estetykę zębów wyłącznie chodziło. Niestety nieleczenie zapalenia przyzębia i stała obecność namnażających się w jamie ustnej bakterii mogą prowadzić nie tylko do utraty uzębienia, ale są też potencjalnym czynnikiem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, czyli choroby wieńcowej serca, zawału mięśnia sercowego, udaru niedokrwiennego mózgu. Więcej, zwiększają ryzyko przedwczesnego porodu i niskiej wagi urodzeniowej dziecka, mogą zaostrzać przebieg cukrzycy i wpływać niekorzystnie na skuteczność leczenia diabetyków oraz zaostrzać przebieg przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Bakterie z płytki nazębnej podejrzewa się o związek z przewlekłymi chorobami nerek, reumatoidalnym zapaleniem stawów, zespołem metabolicznym, a nawet niektórymi nowotworami.
W jaki sposób choroba przyzębia wpływa na serce i naczynia krwionośne? Występujące w zapaleniu przyzębia bakterie i ich toksyny lub mediatory zapalne wnikają do krwiobiegu. Stała reakcja zapalna może powodować destrukcję istniejących płytek miażdżycowych, a więc rośnie ryzyko oderwania się takiej płytki i zatkania któregoś z naczyń, w konsekwencji może powodować zator, zakrzep, zawał serca lub udar mózgu. Jest to potwierdzone badaniami, które wykazały, że w blaszce miażdżycowej znajduje się materiał genetyczny tych samych bakterii, które wywołują stany zapalne przyzębia. Warto przytoczyć też wyniki polskich badań (Perio-Kardio) przeprowadzone wśród pacjentów po świeżym zawale serca (2-3 dni po zawale), których średnia wieku wynosiła 55 lat. W grupie tej nie znaleziono osób ze zdrowym przyzębiem, 15 proc. osób nie miało własnych zębów, a ok. 40 proc. osób dotkniętych było zaawansowaną chorobą przyzębia – głębokość kieszonek przyzębowych wynosiła aż 6 mm, podczas gdy u zdrowej osoby nie przekraczają one 2 mm.
Wyniki wśród osób tuż po zawale były dużo gorsze w porównaniu nawet z przebadaną grupą osób starszych (65-74 lata). Z analizy danych epidemiologicznych wynika, że częstość występowania choroby wieńcowej wzrasta od 25 do 72 proc. w zależności od wieku osób, u których występowała choroba przyzębia. Ryzyko występowania wieńcówki u osób z chorobą przyzębia zwiększa się o 25 proc. w porównaniu z sobami ze zdrowym przyzębiem i wzrasta do 72 proc. w grupie mężczyzn poniżej 50. roku życia. Natomiast ryzyko występowania chorób sercowo-naczyniowych u osób palących papierosy ze współistniejącą zaawansowaną chorobą przyzębia wzrasta aż ośmiokrotnie! Zaobserwowano także, że u chorych z zapaleniem przyzębia częściej dochodzi do rozwoju cukrzycy typu 2 oraz że u chorych z bardziej zaawansowaną chorobą przyzębia częściej rozwijają się zaburzenia gospodarki węglowodanowej, czyli stan przedcukrzycowy i cukrzyca.
Stan przyzębia Polaków nie napawa optymizmem. Całkowicie zdrowe dziąsła ma zaledwie niecałe 2 proc. społeczeństwa, podczas gdy aż 98 proc. cierpi na różnie nasilone stany zapalne przyzębia, w tym dziąseł. Badania przeprowadzone w kilku dużych miastach Polski wśród osób w wieku 35-44 lata oraz 65-74 lata wykazały, że 18,5 proc. (tj. blisko jedna piąta) ma zaawansowaną chorobę przyzębia (obecność kieszonek przyzębnych o głębokości powyżej 6 mm), która wymaga leczenia specjalistycznego u periodontologa. Owszem ryzyko chorób przyzębia rośnie wraz z wiekiem, częściej chorują mężczyźni, zachorowaniu sprzyjają też czynniki genetyczne, czyli występowanie choroby w rodzinie. Jednak bardzo istotne są czynniki środowiskowe i tu należy po pierwsze wymienić złą higienę jamy ustnej i palenie papierosów. Związek z nią mają także m.in. otyłość i stres.
Kontrolna wizyta u dentysty raz w roku wystarczy, by na bieżąco czuwać nad stanem jamy ustnej. Nie lekceważymy takich objawów jak ból, obrzęk lub krwawienia z dziąseł czy ruchomość zębów – gdy zaobserwujemy którykolwiek z nich, nie zwlekamy, tylko udajemy się do periodontologa lub stomatologa. Jeśli nie leczymy chorób przyzębia, ryzykujemy utratę 1,28 zęba rocznie. Natomiast leczenie redukuje to ryzyko niemal całkowicie!
Koniecznością jest regularne pozbywanie się kamienia, co u większości pacjentów ze stanami zapalnymi dziąseł może przyczynić się do zahamowania choroby. A potem wszystko spoczywa w rękach pacjenta: prawidłowe szczotkowanie zębów i nić dentystyczna do oczyszczania przestrzeni pomiędzy nimi. Konsekwentna regularna higiena jamy ustnej, najlepiej po każdym posiłku, jest największym gwarantem sukcesu.
Renata Górska, prof. dr hab. n. med., kierownik Zakładu Chorób Błony Śluzowej i Przyzębia Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie periodontologii, prezes Polskiego Towarzystwa Periodontologicznego
