LONDYN – To się staje pomału regułą. Po żmudnych rozmowach strony konfliktu na Ukrainie dochodzą do porozumienia tylko po to, by go nie zrealizować lub rozejść się w niezgodzie. Co najmniej trzykrotnie opracowywano już sposoby rozwiązania kryzysu i za każdym razem kończyło się na niczym. Nawet jednomyślne głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, potępiające strącenie boeinga malezyjskich linii lotniczych nad Ukrainą i przyznające stronom dostęp do szczątków rozbitej maszyny, nie przyniosło spodziewanego skutku. Ponad trzy miesiące po tragedii prowadząca śledztwo strona duńska nie jest w stanie przeprowadzić wszystkich niezbędnych badań.

REKLAMA
Jako przyczynę każdej kolejnej porażki przy dochodzeniu do ostatecznego porozumienia wymienia się brak zaufania po obu stronach. Receptą ma być każdorazowo wprowadzanie środków budowy tego zaufania. Gdybyż tylko ukraiński rząd w Kijowie wraz z zachodnimi sojusznikami, Rosja, a także separatyści mogli nauczyć się wierzyć sobie wzajemnie... Osiągnięcie konsensusu byłoby pestką.
Ale środki budowy zaufania, o których tak często się mówi, nie są żadnym panaceum. Są wprawdzie przypadki, w których ich brak może częściowo tłumaczyć przeciąganie się lokalnych konfliktów. Przykładem może być choćby 25-letni spór Armenii i Azerbejdżanu o rejon Górskiego Karabachu. Są jednak również i takie konflikty, w których całe lata wysiłków poświęconych na budowanie zaufania nie tylko nie doprowadziły do porozumienia, lecz nawet skutecznie je blokowały.
Strony zamieszane w konflikt wokół separatystycznych regionów Gruzji – Abchazji i Osetii Południowej – pracowały nad wzajemnym zaufaniem przez 15 lat, zanim w 2008 roku Rosja zgodziła się zaakceptować status quo, uznając ich niepodległość. Od tego czasu budowa zaufania była kontynuowana w formie regularnych rozmów w Genewie. Do osiągnięcia widocznych skutków potrzeba było jeszcze całych sześciu lat i prawie 30 spotkań.
Naddniestrze – pas ziemi między Dniestrem a granicą Mołdawii z Ukrainą – uważany był zawsze za gniazdo sił separatystycznych i miejsce potencjalnego konfliktu. Również tam dwie dekady wysiłków, mających na celu budowę zaufania, zakończyły się fiaskiem.
Można wprawdzie powiedzieć, że dzięki międzynarodowym staraniom udało się nie dopuścić do zerwania rozmów i wybuchu regularnej wojny, ale mimo działań OBWE, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy, a nawet Rosji nie jesteśmy ani o krok bliżej rozwiązania problemu niż na początku.
Są przynajmniej trzy główne powody takiego stanu rzeczy. Po pierwsze środki wzajemnego zaufania próbowano wprowadzić w tym regionie bez lokalnego wsparcia. Ani miejscowe elity, ani społeczeństwa obu zwaśnionych stron nie widziały realnych szans na zbliżenie stanowisk w dającej się przewidzieć przyszłości.
Po drugie działania w celu budowy zaufania między separatystami a rządem Mołdawii były podejmowane głównie przed deklaracją niepodległości republiki naddniestrzańskiej w 1990 roku. Od tego czasu rządy w Kiszyniowie i Tyraspolu zawarły około 170 porozumień różnej rangi. Układając sobie w ten sposób stosunki z sąsiadem, każdy z krajów de facto oddalał się od swego partnera i ostatecznego rozwiązania problemu.
Po trzecie wreszcie budowanie wzajemnego zaufania nie przebiega w próżni. Zawsze towarzyszą mu jakieś działania w większej skali. Najczęściej zaś bywało tak, że problemy i związane z nimi decyzje wielkich mocarstw wcale nie sprzyjały rozwiązywaniu lokalnych konfliktów.
Rozwój sytuacji na Ukrainie uczy nas, że budowa wzajemnego zaufania – choć niezbędna – nie wystarcza, by rozwiązać poważny kryzys. Jeśli obie strony konfliktu mają dojść do ostatecznego porozumienia, muszą zostać spełnione określone warunki.
Potrzebna jest specjalistyczna wiedza, która będzie punktem wyjścia do opracowania i wprowadzenia strategicznej wizji zakończenia sporu. Takie działanie będzie jednak skuteczne tylko wtedy, gdy otrzyma wsparcie zarówno w regionie, jak i w skali globalnej. Lokalni przywódcy muszą być autentycznie zaangażowani w ten proces, nie starając się działać pod publikę lub swych ewentualnych sponsorów.
Na Ukrainie nie brakuje potrzebnej wiedzy. Podobnie jak w pozostałych konfliktach na obszarze dawnego Związku Radzieckiego poszukiwanie dróg wyjścia z kryzysu nie jest jednak główną troską państw regionu. Lokalni przywódcy nie czują potrzeby budowy zaufania, a separatyści robią wszystko, by je zburzyć. W sytuacji, w której znalazła się Ukraina, może się zdarzyć, że próby odbudowy zaufania zamiast zakończyć konflikt, przyczynią się do jego przedłużenia.

Stefan Wolff jest profesorem na Uniwersytecie w Birmingham. Jego specjalność to bezpieczeństwo międzynarodowe.