NOWY JORK – Przyjdzie czas, kiedy historycy będą toczyć gorące dyskusje o przyczynach chaosu ogarniającego właśnie ogromną część Bliskiego Wschodu. W jakiej mierze, będą pytać, był to nieunikniony skutek poważnych błędów wspólnych dla wielu społeczeństw i systemów politycznych regionu, a w jakiej efekt tego, co postanowiły zrobić (albo nie zrobić) kraje trzecie?
REKLAMA
To jednak my musimy radzić sobie z realiami i konsekwencjami obecnego zamieszania w tej części świata. Niezależnie od tego, jak do tego doszło, znaleźliśmy się w konkretnej, i to bardzo kiepskiej sytuacji.
Stawka – ludzka, ekonomiczna i strategiczna – jest ogromna. Zginęły setki tysięcy ludzi; miliony zostały skazane na bezdomność. Ceny ropy spadły, ale nie utrzymają się na tym poziomie, jeśli Arabii Saudyjskiej zagrozi niestabilność albo zamachy terrorystyczne. W regionie robi się coraz niebezpieczniej. Dotyczy to wszystkich i wszędzie, bo ekstremistyczni bojownicy wracają do domów i do robienia rzeczy strasznych inspirują innych, tych, którzy nigdzie się nie ruszali. Stabilność Bliskiego Wschodu przechodzi wiele trudnych prób, ale największym, najpilniejszym i najbardziej niebezpiecznym wyzwaniem jest dla niej Państwo Islamskie (IS).
Nie wszyscy, zresztą słusznie, zgadzają się nazywać je państwem. IS to pod wieloma względami hybryda: po części ruch, po części sieć i organizacja. Nie jest też określone geograficznie. Kontroluje jednak pewne terytorium, chwali się posiadaniem 20 tys. bojowników i ma swój program zbudowany na ideologii religijnej.
W ostatecznym rozrachunku decyzje, czy używać nazwy ISIS (Islamic state of Iraq and Sham), czy ISIL (Islamic State of Iraq and Levant), mają mniejsze znaczenie niż to, jak się z tym tworem zmierzyć. Po pierwsze, przyjąć trzeba strategię realną. Likwidacja IS jest w dającej się przewidzieć przyszłości niewykonalna, ale osłabienie go można sobie wyobrazić.
Po drugie, musi to być strategia szeroko zakrojona. Przede wszystkim należy zmniejszyć przepływ pieniędzy do Państwa Islamskiego. Szczęśliwie ceny ropy spadły, a liczba banków do obrabowania jest ograniczona. Nadal dochodzi jednak do wymuszeń; poza tym IS otrzymuje wsparcie finansowe od konkretnych osób. Tego rodzaju przepływy, zarówno od rządów, jak i instytucji finansowych, trzeba przeciąć.
Jeszcze ważniejsze jest zahamowanie napływu ochotników. Każdy kraj może zrobić u siebie coś więcej, by utrudnić chętnym wyjazd do Syrii lub Iraku – niewykluczone, że przydatna okazałaby się lista obserwowanych, obejmująca całą Europę. Najlepiej byłoby jednak, gdyby Turcja postanowiła, że nie będzie dłużej kanałem przerzutowym, i wprowadziła w życie rezolucję 2178 Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywającą do wzmocnienia międzynarodowej współpracy w walce z terroryzmem.
Kolejnym elementem każdej strategii musi być walka z atrakcyjnym wizerunkiem i propagandą Państwa Islamskiego, a więc nagłaśnianie cierpień i niedoli, na jakie skazani są ludzie żyjący pod rządami IS, a także nakłanianie muzułmańskich przywódców religijnych i naukowców, by przekonywali, że z punktu widzenia islamu postępowanie IS jest bezprawne.
Oczywiście każda strategia musi stanowić bezpośrednie wyzwanie dla IS w Syrii i w Iraku. Wiele wskazuje na to, że w Iraku jego rozmach wyhamowano, za to rosnąca rola Iranu i popieranych przez Teheran szyickich milicji niemal gwarantuje, że wielu irackich sunnitów, niezależnie od swych obaw i wątpliwości, zacznie okazywać sympatię lub wręcz wspierać Państwo Islamskie. Dlatego właśnie państwa trzecie powinny kłaść większy nacisk na zapewnienie politycznej i militarnej pomocy wojskom kurdyjskim i plemionom sunnickim.
Dużo trudniej przedstawia się sytuacja w Syrii, zważywszy na toczącą się tam wojnę domową i rywalizację państw trzecich o strefy wpływów. Atakowanie sił IS z powietrza jest konieczne, ale niewystarczające. Państwo Islamskie zajmuje pewne terytorium, dlatego warunkiem sukcesu jest wprowadzenie wojsk lądowych, bo tylko one mogą zająć i utrzymać jakiś obszar.
Najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby utworzenie wielonarodowych sił składających się z żołnierzy państw sąsiednich, zwłaszcza Jordanii. Stany Zjednoczone i inne kraje NATO mogłyby zaoferować pomoc, ale walkę muszą prowadzić głównie inni sunnici. To, co dzieje się w regionie, to walka w łonie jednej cywilizacji; umożliwienie Państwu Islamskiemu przedstawiania tej wojny jako konfliktu między cywilizacjami – a samego IS w roli prawdziwego obrońcy islamu – byłoby poważnym błędem strategicznym.
Siły umiarkowanej opozycji syryjskiej i miejscowi Kurdowie mogliby wejść w skład takich wielonarodowych wojsk sunnickich, nie są jednak w stanie ich zastąpić. Gdyby sformowanie tego rodzaju sił ekspedycyjnych okazało się niemożliwe, należałoby nasilić ataki powietrzne, wyhamowując przynajmniej rozwój IS i zyskując czas na przygotowanie alternatywnej strategii. W przypadku takiego scenariusza Państwo Islamskie stałoby się nie tyle problemem do rozwiązania, ile sytuacją, którą trzeba zarządzać.
Dyplomacja nie ma w tym momencie większej roli do odegrania. Zważywszy na nieporozumienia między krajami trzecimi zaangażowanymi w Syrii oraz na siłę zarówno Państwa Islamskiego, jak rządu Syrii, żadnego rozwiązania nie narzuci. Jedyne, co może zrobić, to ograniczyć albo wręcz doprowadzić do zakończenia walk między syryjskim rządem i społeczeństwem, tak jak to próbuje robić ONZ w Aleppo.
Największym zagrożeniem w roku 2015 jest rozlanie się kryzysu na Arabię Saudyjską i Jordanię. Wsparcie wywiadowcze i militarne obu tych państw będzie miało znaczenie zasadnicze, podobnie jak zwiększenie wysiłków, by pomóc Jordanii w uporaniu się z problemem ogromnej liczby uchodźców. Dziś, gdy na Bliskim Wschodzie wrze jak nigdy, wciąż ma zastosowanie jedna z elementarnych tu zasad: niezależnie od tego jak byłoby źle, zawsze może być jeszcze gorzej.
Richard N. Haass – pełni funkcję przewodniczącego amerykańskiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych. W latach 2001-2003 był szefem biura planowania politycznego Departamentu Stanu. Za prezydentury George’a Busha zajmował stanowisko specjalnego asystenta prezydenta oraz dyrektora ds. Bliskiego Wschodu i Azji Południowej w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.
