PARYŻ – Nie da się zaprzeczyć, że istnieje możliwość, iż Wielka Brytania opuści Unię Europejską. Przez dziesięciolecia wpływowi brytyjscy politycy nie kryli swej niechęci do Europy. W rezultacie eurosceptycyzm w Zjednoczonym Królestwie znacznie się umocnił. Kiedy 23 lipca odbędzie się brytyjskie referendum w sprawie członkostwa w UE, wielu wyborców być może nie zechce zagłosować za pozostaniem ich kraju w Unii.

REKLAMA
Kilka czynników złożyło się na to, by tzw. Brexit, czyli opuszczenie Unii przez Wielką Brytanię stało się możliwe. Przede wszystkim wzrost populizmu. Po ratyfikowaniu przez Wielką Brytanię traktatu z Maastricht w 1992 roku, brytyjski polityk Nigel Farage opuścił Partię Konserwatywną i założył Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Od tego czasu uczynił kwestię wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii istotą swego działania (mimo, że w pełni skorzysta z przywilejów wynikających z pełnienia przez niego funkcji eurodeputowanego). Skuteczność jego nacjonalistycznej retoryki jest dowodem na to, że Zjednoczone Królestwo nie jest odporne na populistyczną demagogię.
Kolejnym powodem trwałej obecności eurofobii w psychice Brytyjczyków jest rozpisująca się obsesyjnie na temat UE prasa tabloidowa, mająca wielomilionowe czytelnictwo. Niewielu jest ludzi, którzy uczynili dla podsycenia antyeuropejskich nastrojów więcej niż australijski magnat prasowy amerykańskiego pochodzenia Rupert Murdoch, właściciel kilku gazet i najważniejszych brytyjskich kanałów telewizji prywatnej. W swej książce pt. Brexit: How Britain Will Leave Europe (Brexit. Jak Wielka Brytania opuści Europę) były minister ds. europejskich Denis MacShane opisuje jak ekspremier Tony Blair rozważał zorganizowanie referendum w sprawie przyjęcia euro. Według autora jedynym powodem takiego działania była obawa przed wpływem prasowego imperium Murdocha, przeciwnego przyjęciu wspólnej waluty.
I wreszcie, największy w dziejach Europy kryzys migracyjny nie pomaga tym, którzy usiłują popierać UE. Farage pospiesznie wykorzystuje ten wątek i ostrzega, że „sytuacja w tej dziedzinie pogorszy się”, jeśli Wielka Brytania nie „opuści Unii i nie odzyska kontroli nad swoimi granicami”. (Dla Francji, która stara się obecnie wykonać za Brytyjczyków robotę polegającą na kontrolowaniu granicy w Calais, ten aspekt Brexitu byłby niezwykle atrakcyjny).
Dla ścisłości, wielu Brytyjczyków było sceptycznie nastawionych do Europy od lat pięćdziesiątych XX wieku, gdy po raz pierwszy zaczęto mówić o idei zjednoczeniowej. Jednak ci, którzy nawołują dziś do Brexitu przeoczyli fakt, że Stary Kontynent stał się prawdziwie otwartym wolnym rynkiem –czymś, czego Wielka Brytania zawsze pragnęła. Co więcej kraj ten był jednym z pierwszych państw członkowskich, który nie wprowadził ograniczeń w przepływie siły roboczej po rozszerzeniu Unii Europejskiej na wschód w 2004 roku.
Wiele zależy zatem od premiera Davida Camerona i jego umiejętności przekonania wyborców, że warto pozostać w Unii Europejskiej. Najbardziej widocznym ustępstwem jakie zdołał on uzyskać w negocjacjach z pozostałymi 27 członkami Unii jest zgoda na wprowadzenie przez Wielką Brytanię ograniczeń w dostępie do świadczeń społecznych dla obywateli mieszkających poza swym krajem ojczystym. Zawarł też rodzaj paktu o nieagresji z państwami eurolandu. Porozumienie zobowiązuje je do respektowania „praw i kompetencji krajów członkowskich nienależących do strefy euro” w zamian za obietnicę ze strony Wielkiej Brytanii, że nie będzie się ona sprzeciwiać rozszerzaniu unii ekonomicznej i monetarnej.
Jeśli brytyjscy wyborcy opowiedzą się za wyjściem z UE, negocjowanie warunków Brexitu może zająć wiele lat. Czy Wielka Brytania zdoła utrzymać swój dostęp do unijnego rynku – w 2014 roku jej eksport do krajów członkowskich wyniósł 45 proc, zaś import utrzymał się na poziomie 53 proc. – pozostaje kwestią otwartą. A jeśli brytyjski sektor finansowy uzyska dostęp do rynków ograniczonej UE, pozycja globalnego centrum finansowego londyńskiego City może zostać poważnie nadwątlona. Już teraz Douglas Flint, prezes HSBC, największego europejskiego pożyczkodawcy, zadeklarował, że bank zastrzega sobie prawo do „przenoszenia ludzi z Londynu do Paryża”.
W swym słynnym przemówieniu wygłoszonym w 1946 roku na Uniwerystecie w Zurychu Winston Churchill wezwał do utworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy” – jednak bez Wielkiej Brytanii. „W tej pilnej pracy Francja i Niemcy muszą wspólnie przyjąć pozycję lidera”, wyjaśniał. „Wielka Brytania, Brytyjska Wspólnota Narodów, wszechmocna Ameryka, [i Związek Radziecki] muszą stać się przyjaciółmi i darczyńcami nowej Europy i muszą bronić jej prawa do życia”.
Dziś Wielka Brytania jest daleka od obrony Europy i europejskich spraw. Naraża je wręcz na niebezpieczeństwo. Czyniąc to stwarza ogromne ryzyko dla swej gospodarki – największe od czasu zakończenia II wojny światowej. W sytuacji, gdy kontynent musi zmierzyć się z najtrudniejszymi wyzwaniami, jakie przed nim stanęły w ciągu ostatniego trzydziestolecia, ani Europa, ani Wielka Brytania nie mogą sobie pozwolić na takie samobójcze działania.

Noëlle Lenoir – była francuska minister ds. europejskich, jest szefową Instytutu Europejskiego przy paryskiej Hautes Études de Commerciales oraz założycielką i prezeską Cercle des Européens.