MADRYT – Unia Europejska znalazła się w centrum ożywionej debaty o swojej przyszłej roli. Co jest jej celem? Kogo reprezentuje? Jak powinna współpracować z krajami członkowskimi? Co może zaoferować swoim obywatelom? Naszedł czas na innowacyjne myślenie – również o tym, jak usunąć przeszkody stojące na drodze do realizacji śmiałych, unijnych planów.

REKLAMA
Wiele inicjatyw – od harmonizacji finansowej i regulacyjnej po promowanie równości płci – jest całkowicie uzasadnionych. Ale jeśli mają przetrwać europejski kryzys, to trzeba je wesprzeć podejmowanymi we właściwym czasie decyzjami politycznymi, jednolitymi dla wszystkich krajów członkowskich ramami prawnymi oraz ogólnoeuropejskim zaangażowaniem się w sprawy dobrego rządzenia i etyki. 
Planów nie brakuje. W ubiegłym roku premier Włoch Mario Monti, przy poparciu przywódców czterech największych unijnych gospodarek – Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii – wezwał do przyjęcia pakietu stymulacyjnego o wartości 130 miliardów euro, który miałby poprawić konkurencyjność wszystkich krajów członkowskich. Podobnie jak wiele innych osób związanych z biznesem przyklasnęłam tej inicjatywie. Także zatwierdzony w sierpniu przez UE pakiet na walkę z trwałym bezrobociem wśród ludzi młodych, w wysokości 6 miliardów euro, musi być postrzegany jako krok we właściwym kierunku.
To prawda, że Unia Europejska chce realizować bardzo ambitne plany. Tyle tylko, że nie potrafi ich wdrażać szybko i skutecznie. Niektóre rządy przyjęły nowe regulaminy działania; wprowadzają także ścisłą kontrolę stanu realizacji przyjętych projektów. Na przykład we Francji ministrowie zatwierdzili ostatnio nowe standardy rządzenia, zobowiązując się do przestrzegania takich zasad jak przejrzystość, bezstronność i rzetelność.
Jest jednak jeden bardzo ważny aspekt wdrażania unijnych programów, który nie wzbudza zbyt wielkiego zainteresowania opinii publicznej. Chodzi o czas, pieniądze i wysiłki tracone  wówczas, gdy dany kraj członkowski wchodzi w okres kampanii wyborczej i zmusza całą Wspólnotę do zawieszenia realizowanych projektów. Trzeba czekać na rozstrzygnięcia, czy władzy nie przejmą nowe partie lub liderzy, a jeżeli tak, to czy wyrażą chęć podjęcia  programów zatwierdzonych przez poprzedników. 
W ciągu ostatnich dwóch lat takie opóźnienia stały się czymś boleśnie znajomym. Najpierw Unia musiała zacisnąć zęby i czekać, aż rządy Włoch i Hiszpanii, wybrane pod koniec 2011 roku, dokładnie przeanalizują przejęte po poprzednikach zobowiązania. Jeszcze więcej niepewności pojawiło się po zmianie rządu we Francji w maju 2012 roku, a potem miesiąc później, w związku z wyborami w Grecji. W tym roku do urn poszli lub pójdą Czesi, Włosi i Niemcy.
Taki brak ciągłości nie tylko utrudnia realizację ważnych reform; podkopuje także zaufanie do samej Wspólnoty wśród zwykłych ludzi. W czerwcu ubiegłego roku Hiszpańska Akademia Królewska (strażnik narodowego języka) dodała do hiszpańskiego słownika nowe słowo: Euroescepticismo, tłumaczone jako brak zaufania do unijnych projektów. Zapewne termin ten nigdy by się nie upowszechnił, gdyby na realizację europejskich przedsięwzięć przeznaczano wystarczająco dużo czasu, aby mogły się przyjąć.
Jak zatem Unia mogłaby uniknąć zakłóceń związanych z niekończącymi się kampaniami wyborczymi w krajach członkowskich? W chwili gdy przywódcy Wspólnoty próbują określić potrzebę jej istnienia, warto rozważyć bardzo śmiały, ale praktyczny pomysł: zsynchronizowanie europejskich zegarów politycznych, tak aby wszystkie wybory parlamentarne w krajach członkowskich odbywały się w tym samym roku lub nawet w tym samym miesiącu. Oznaczałoby to, że po ogólnoeuropejskich wyborach mielibyśmy cztery czy pięć lat względnej stabilności (w zależności od uzgodnionej długości kadencji parlamentów). To z kolei ograniczyłoby zamęt w procesie decyzyjnym, legislacyjnym oraz zminimalizowało tarcia związane z obsadą poszczególnych stanowisk. Obecnie problemy te pojawiają się, jak się wydaje, co kilka miesięcy, co utrudnia skuteczne wdrażanie ważnych projektów.
Wspólny kalendarz wyborczy dla wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej uwolniłby skąpe zasoby i pozwolił politykom skoncentrować się na sprawach najważniejszych. To z kolei zmaksymalizowałoby korzyści płynące z istotnych programów, takich jak program wsparcia edukacji i zatrudnienia młodzieży, a co za tym idzie – umocniłoby perspektywy gospodarcze Wspólnoty.
Pomysł ten nie jest może oryginalny (zainspirowali mnie finansiści Leon Benelbas i Kyra Hazou) i na pewno trzeba by rozważyć wiele kontrargumentów (na przykład co miałoby się dziać w przypadku dymisji czy odwołania rządu lub przyspieszonych wyborów). Ale świeże spojrzenie na europejskie cykle polityczne może przynajmniej pomóc Unii w odzyskaniu właściwej dynamiki rozwoju i zachowaniu pozycji znaczącego gracza na arenie międzynarodowej.
-------
Ana-Maria Llopis Rivas jest przewodniczącą rady nadzorczej hiszpańskiej sieci sklepów dyskontowych Distribuidora Internacional de Alimentación (DIA Group), członkinią rady nadzorczej Société Générale oraz założycielką i przewodniczącą ideas4all.com.