NOWY JORK – Ułaskawienie przez prezydenta Władimira Putina byłego właściciela Jukosu Michaiła Chodorkowskiego oraz zapowiedź amnestii obejmującej działaczy Greenpeace’u oraz zwolnienie dwóch członkiń punkrockowej grupy Pussy Riot znanej z protestów politycznych to gesty we właściwym kierunku. Ale tylko gesty.

REKLAMA
Wygląda na to, że Putin zabiega przede wszystkim o sukces zbliżających się zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi. Zapewne chce też pokazać światu łagodniejsze i życzliwsze oblicze, a także przypieczętować w ten sposób zwycięstwo nad Unią Europejską w zażartej rywalizacji o Ukrainę.
Uwolnienie kilku osób niesprawiedliwie skazanych na długie wyroki jest wprawdzie znaczące, nie powinno jednak przesłonić nieustannego naruszania przez rząd rosyjski podstawowych praw człowieka, i to zarówno w kraju, jak i za granicą. A tu nie zanosi się na zmiany. Ułaskawienie Chodorkowskiego nie zapoczątkowuje putinowskiej odwilży.
Na terenie Federacji Rosyjskiej niewiele ponad rok temu weszła w życie ustawa nakazująca organizacjom pozarządowym prowadzącym „działalność polityczną” i otrzymującym jakiekolwiek fundusze z zagranicy rejestrować się jako „przedstawicielstwa zagraniczne”. W rozumieniu prawa działalność polityczna oznacza czynności, które mają wywrzeć wpływ na politykę rządu, przepis dotyczy więc wszystkich istniejących w Rosji organizacji praw człowieka. A ponieważ wpisanie się na listę przedstawicielstw zagranicznych oznaczałoby tyle co przyznanie się do czegoś w rodzaju szpiegostwa, mało kto się na to decyduje.
W Rosji wiele organizacji pozarządowych może przetrwać tylko dzięki pomocy zagranicznej. Potencjalni sponsorzy krajowi boją się, że podzielą los Chodorkowskiego, który – zanim Putin wsadził go na ponad dziesięć lat do więzienia – był główną osobą wspierającą ugrupowania walczące o prawa człowieka; część z nich rzeczywiście rozbito albo zlikwidowano. Prawo pozwala rosyjskim władzom zamykać każdą taką liczącą się organizację według własnego uznania.
Na płaszczyźnie międzynarodowej Rosja jest ostoją dla brutalnego reżimu syryjskiego prezydenta. To właśnie jej dyplomatycznemu, finansowemu i militarnemu wsparciu Baszara Al-Asada zawdzięcza zachowanie władzy, mimo przerażających aktów przemocy, jakich jego rząd dopuszcza się wobec ludności Syrii. Państwa zachodnie niechętnie – co zrozumiałe – udzielają „śmiercionośnej” pomocy (czytaj: dostarczają broń – przyp. red.) przeciwnikom Asada, zważywszy na licznych w tym gronie dżihadystów, a także dlatego, że duża część opozycji sama jest winna poważnym nadużyciom. Rosja takich zahamowań nie ma.
W wyniku przeprowadzonych przez syryjski rząd masowych ataków miliony cywilów musiało opuścić domy, odniosło rany lub zginęło. To Rosja mająca prawo weta jako stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ uniemożliwia powołanie trybunału, który ustaliłby odpowiedzialnych – po każdej ze stron – za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości lub przekazanie sprawy Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu. Udzielając konsekwentnego wsparcia reżimowi Asada i blokując posunięcia zmierzające do postawienia zbrodniarzy wojennych przed sądem, Putin staje się współwinnym największych wojennych okrucieństw w dzisiejszym świecie.
Mogłoby się wydawać, że przywódca tak silny jak rosyjski prezydent i państwo tak potężne jak Rosja nie poddają się naciskom w kwestii przestrzegania praw człowieka i praw ustawowych. Putin bardziej niż którykolwiek obecny przywódca polityczny uosabia cechy władcy opisanego sto lat temu przez socjologa Maxa Webera jako „sułtan”, dla którego państwo i jego funkcje są czysto prywatnymi narzędziami, własnością „pana”. Chodorkowski trafia do więzienia dlatego, że taką decyzję podejmuje Putin. I odzyskuje wolność wtedy, kiedy to się Putinowi podoba.
Jednak niedawne posunięcia prezydenta dowodzą, że nawet sułtan musi od czasu do czasu czynić pewne ustępstwa. Niełatwo będzie oczywiście o polityczne zmiany w ważniejszych dla Putina sprawach niż wolność kilku osób, które go irytują. Zadanie nie jest jednak beznadziejne, czego dowodzą przygotowania do olimpiady. Nawet ktoś tak pewny siebie i swojej władzy jak Putin ulega naciskowi międzynarodowej opinii publicznej, jeśli tylko zależy mu na jej aprobacie.
Aryeh Neier, honorowy prezes Fundacji Społeczeństwo Otwarte, założyciel Human Rights Watch, autor Taking Liberties: Four Decades in the Struggle for Rights (Czterdzieści lat walki o prawa człowieka)