Noworoczne postanowienia - znacie je dobrze - prawda? ;) Któż z nas nie składał sobie obietnic, a nawet przyrzeczeń, które wraz z nadejściem pierwszych tygodni roku odchodziły w niepamięć. Miały być wielkie zmiany, a było jak zawsze...
REKLAMA
Z okazji Sylwestra mamy dla Was Kapsydowe przesłanie-wyzwanie i życzymy Wam, aby te kilka słów stało się pięknym początkiem, nowego-lepszego...
Nie jest łatwo. Co prawda od wiosny ćwiczę, chodzę na siłownię i biję własne pochorobowe rekordy w długich marszach, to jednak czuję, że nie jest jak kiedyś. Kiedyś - czyli przed chorobą.
Uwielbiałam biegać, wykorzystywałam do tego ścieżki rowerowe. Problemem nigdy nie było to, że"nie mogę", ewentualnie "nie chce mi się". Przeszłam też etap chorobowego buntu-aktywizacji. Jesieni 2011 roku, w dniu, w którym nie mogłam wejść do mieszkania na 7 piętrze - wkurzyłam się, moja bezradność sięgnęła sufitu. Rower stacjonarny był nie dla mnie - sił wystarczało mi na 5 minut jazdy. Kupiłam stepper i to na stepperze przekraczałam minuty.
Z wielkim szacunkiem patrzę na wszystkich naszych rak'n'rollingowców - Szymon Styrczula powoduje, że zastygam z otwartą gębą w zachwycie. Jednak moje poprzeczki były i są z jakiejś bajki dla młodszych dzieci, ale oglądanie dla mnie niemożliwego powoduje, że chce się samą siebie chociaż trochę przeskoczyć.
W czasie choroby waga skakała mi kilka razy skrajnie - z osoby szczupłej stawałam się osobą chudą. I za każdym razem, kiedy słusznie na wadze przybierałam, miałam z tym problem. Przez te skoki traciłam kontakt z ciałem. Podczas leczenia marzyłam o tym, aby wypracować mięśnie - jakiś constans, który gwarantowałby mi bezpieczeństwo "w ciele". Niestety, do tej pory nie miałam na to wystarczająco dużo sił, może determinacji, a na pewno wiedzy, jak to właściwie zrobić.
Na konferencji promującej kalendarz Pure Jatomi Fitness by Rak'n'Roll, wezwałam Jatomi na pojedynek w sprawie rekompozycji ciała. Ciekawiło mnie, czy ktoś się tego podejmie.
Obiektywnie rzecz ujmując, mogę powiedzieć, że mam ważniejsze sprawy na głowie niż sport i naprawdę nie mam na niego sił - to tak na wypadek, gdyby ktoś czytając ten tekst pomyślał, że "ludzie mają poważniejsze problemy".
To oczywiste - pacjenci mają poważne problemy - na każdym etapie choroby i po niej, adekwatne do aktualnego stanu, ale prawda jest również taka, że "Jestem ciałem" i to właśnie choroba i jej powikłania uświadomiły mi to dobitnie. To nie tak, że "tylko" "mam ciało", dlatego wiedziałam, że muszę zrobić coś, co nazywam: "odnajdywaniem samej siebie w przekraczaniu samej siebie" - stąd ten publiczny zakład - w takiej sytuacji nie odpuszczę. Trochę jest tak, że "sobie to zrobiłam", żeby nie móc się wycofać. Ta metoda, co tu dużo gadać, służy ratowaniu siebie poprzez przyparcie do muru. Jestem zmęczona ostatnimi latami walki z ciałem. Teraz,kiedy mój stan jest dobry, stabilny, ruszam do walki o święty spokój.
Pierwsze treningi z Bartkiem Szymalskim uzmysławiają mi, jak jestem słaba i że dużo pracy przede mną. Każdego tygodnia będę walczyć 8h. Uczę się ja, ale uczy się też Bartek. Praca z pacjentem po chorobie, to nie jest taki sobie light (w trakcie choroby tym bardziej - żadna eureka). Trzeba mieć cierpliwość, aby tłumaczyć, co będzie się działo w trakcie tego progresu. Trzeba umieć przekonać, że zmiany nie są niczym złym, ale normalnym i właściwym - muszę zaufać. A pacjent po "przejściach z ciałem" nie bardzo ufa, bo się boi. Sam nie umie zapanować nad zmianami, więc musi mieć kogoś, kto dokładnie wie, co się z nim dzieje.
To trochę jak kontakt pacjent-lekarz.Trochę - bo trener poświęca Ci zdecydowanie więcej czasu i zainteresowania niż lekarz. Musi być dobrym coachem, musi znać się na diecie - np. moją dietę dobraną w oparciu o badania genetyczne właściwie zmodyfikować. Powiedziałam A - również mimo sterty nowych wyzwań fundacyjnych, więc muszę dotrzeć do B, ponieważ to wyzwanie prywatno-publiczne. Chyba najtrudniejsze. Bo najtrudniej zmierzyć się z sobą samym.
Może Wy też powiedzcie głośno A w jakiejś sprawie - jakimś noworocznym postanowieniu?! Wypowiedzcie je przy znajomych, rodzinie, w miejscu pracy, na blogu etc. Może to pomoże Wam nie rezygnować w chwilach, kiedy będzie naprawdę ciężko.
Ściskam i trzymam kciuki za Was i Wasze noworoczne postanowienia!
Peace&Love&Rak'n'Roll
Kapsyda
Peace&Love&Rak'n'Roll
Kapsyda
