Za oknem nastał październik i jak co roku przypominam nam o miesiącu walki z rakiem piersi, choć nie tylko, bo nastały czasy kiedy zaczynamy szerzej mówić o różnych nowotworach. Dookoła pojawiają się artykuły, akcje oraz koncerty mające na celu szukanie sponsorów, zbieranie funduszy oraz szerzenie hasła „Rak to nie wyrok, można z nim wygrać”. Wśród tych wszystkich haseł pojawił się w mojej poczcie kolejny mail od matki młodej kobiety, która przechodzi chemię po operacji wycięcia guza złośliwego z okolic nosa i z którą od jakiegoś czasu koresponduję.
REKLAMA
Na początku ich drogi maile były pełne ciekawości jak to będzie jak organizm zareaguje na operację i późniejszą chemię. Kolejne odsłony pokazywały strach i przerażenie, że jest aż tak ciężko. Jednak ostatni zaczął przejawiać oznaki zrezygnowania i bezradności w walce z tą trudną chorobą.
Na początku starałam się pocieszać, dodać otuchy i nadziei, ale ostatni mail sprawił, że poczułam się podobnie bezradna. Patrząc w okno na zmieniające się barwy liści pomyślałam o swoich przeżyciach 2,5 roku temu, kiedy i u mnie zdiagnozowana raka piersi z przerzutami do kości (później okazało się, że z kośćmi jest wszystko w porządku), wróciłam do tego co czułam i jak bardzo bezradna byłam wobec choroby.
Wtedy poznałam Magdę Prokopowicz, która zmagając się sama z chorobą poświeciła mi swój czas, opowiedziała historię i zapewniła, że można dać radę, że będzie dobrze, że nigdy nie należy się poddawać. Przyznaję, wtedy nie za bardzo chciałam jej słuchać. Pomyślałam, „łatwo jej mówić, ona ma najgorsze za sobą, jest na dobrej drodze, aby wyzdrowieć, ma dziecko, którego ja już nigdy nie będę miała, jest szczęśliwa”.
Wtedy nie chciałam za bardzo jej słuchać, dziś wiem, że to był błąd.
Życzliwość, dobre słowa, czułe gesty, które płyną z różnych stron, należy bezgranicznie obejmować i trzymać się ich kurczowo, bo wówczas jest łatwiej. Stajemy się mniej osamotnieni w tej walce, a to dodaje nam sił, wiary i nadziei, że rzeczywiście będzie dobrze. Dzięki wsparciu Magdy oraz rodziny i znajomych zrozumiałam, że rzeczywiście da się radę wygrzebać z tego piekła i można wyzdrowieć, należy tylko przeć do przodu. Dlatego usiadłam i odpisałam do nich obu jak ważne w tej walce jest pozytywne myślenie, jak nie można pokazywać słabości, zwątpienia, że należy walczyć o każdy dzień i cieszyć się każdym, który jest nam dany.
Mam nadzieję, że te drobne słowa choć trochę im pomogą. Ja zawsze w takich chwilach myślę o Magdzie i o słowach, które szerzyła, o jej nieprzepastnych pokładach energii i tym cudownym uśmiechu, który zdawało się, mógł góry przenosić.
Życzę wszystkim aby choć najmniejsza cząstka Magdy znalazła się w każdym z nas.
Joanna Łojko
Joanna Łojko
