Głupio przyznać, ale myśmy się nie widywali często. Wręcz rzadko. Ważne, że te spotkania były ważne. Tak, jak pierwsza rozmowa, po której wiedziałem, że warto to robić, warto z Nią.

REKLAMA
Dwa tygodnie później moment, kiedy położyłem przed Nią kartkę z napisem „Rak’n’Roll” i jej coraz większe oczy. Wizyta Magdy na planie u Andrzeja Świetlika przy Kalendarzu Gwiazd. Dla nas wszystkich kultowy, magiczny projekt. Potem u mnie w domu, kiedy w ogrodzie robiliśmy zdjęcie na okładkę „Boskich”. Śniadanie z Nią i Małgosią Wróblewską, kiedy przy stoliku powstało „Gadaj*Badaj”. Długa rozmowa, kiedy robiliśmy „Cycki” u nas, w agencji. Po trzech godzinach pracy Joasia Sałyga musiała jechać do szpitala ‘wysmażyć raka’. Siedziałem z Magdą przez ponad godzinę i gadaliśmy ciesząc się widokiem Leosia, który hasał po niskim parapecie na tle panoramy Mokotowa. I wreszcie to najdłuższe, po prostu przyjemne spotkanie, kiedy pojechaliśmy z Michałem Wareckim na bydgoski Camerimage i spacerowaliśmy z Magdą, a potem wracaliśmy jej samochodem do Warszawy. Kolor, mądrość, radość, głęboki sens. Z każdego powinno coś wynikać -
to tylko jedna z lekcji, które od niej dostałem.
Jacek

logo
Zdjęcie zrobione przez Magdę, w jej peruce ;-))