Ta skromna, filigranowa dziewczyna pisze piosenki w swoim gatunku wielkie. Innym słowem nie da się określić ich przebojowości, energii i szczerości.

REKLAMA
To jeden z tych zespołów, które być może nigdy nie zaistnieją w szerszym obiegu, chociaż zdecydowanie powinny. Czwórka przyjaciół grających ze sobą już od dobrych dwóch lat, mieszkających na Brooklynie i próbujących coraz intensywniej zaistnieć poza wąskim kręgiem swoich znajomych. Mają ku temu wszelkie predyspozycje: komponują znakomite piosenki, piszą zwracające uwagę teksty, a na dodatek – grają świetne, pełne żywiołowości koncerty.
Osią tych wszystkich zdarzeń jest jedyna dziewczyna w zespole: drobna, delikatna, prawie niewidoczna zza pozostałych muzyków. Ale to właśnie ona gra w nim pierwsze skrzypce: to ona wykrzykuje swoim dziewczęcym, mocnym i pewnym, głosem te wszystkie szczere, prawdziwe czasem do bólu teksty, opowiadające właśnie o tym, że życie niekiedy mocno boli, to ona staje na środku sceny z gitarą i prowadzi ten cały muzyczny blitzkrieg, którym są występy zespołu na żywo. I znakomicie radzi sobie w tej roli, czy to wtedy, kiedy miota się po scenie, robiąc hałas na swojej gitarze, czy wtedy, kiedy staje przy mikrofonie, przymyka oczy i zaczyna wykrzykiwać wszystkie swoje frustracje, czy wreszcie wtedy, kiedy między utworami opowiada publiczności słodko-gorzkie anegdoty z własnego życia i z życia zespołu, w którym gra. A opowiadać potrafi nie gorzej niż pisać teksty piosenek. Jednym słowem – kiedy jest na scenie nie sposób oderwać od niej wzroku.
A kiedy słucha się płyty grupy, nie sposób z kolei nie zachwycić się jak dobrze wymyślone są te piosenki. Jak szlachetnie proste i zawrotnie przebojowe okazują się już przy pierwszym przesłuchaniu, jak wciągają swoimi genialnymi melodiami i prostymi, ale skutecznymi sposobami przyciągnięcia uwagi słuchacza. Dawno nie było na alternatywnej scenie zespołu, który miał tak dobre kompozycje.
Choć Chumped to mały i skromny zespół, któremu żmudne i pracowite próby przebicia się do świadomości szerszej grupy słuchaczy idą na razie dość opornie, jest jednak nadzieja, że coś może z tego wyjść – muzycy bowiem trafili na idealny moment: muzyka, jaką grają, lekki punk, lekko przyprawiony emo, ocierający się o indie rock, jest teraz w cenie, jak chyba nigdy wcześniej. Gatunek, który swoje mocne – ale tylko w skali sceny niezależnej – momenty przeżywał w latach 90-tych, powraca w wielkim stylu. Obok najważniejszych gwiazd tej stylistyki, które reaktywują się w zaskakującym tempie i ilości, jest też miejsce dla młodych kontynuatorów tego, co działo się dwie dekady temu na amerykańskiej scenie alternatywnej. A Chumped wyróżnia się wśród nich bardzo mocno. I to może być dla tego zespołu szansa na to, żeby zaistnieć nie tylko w swoim mieście. Warto zwrócić nań uwagę już dziś.