Obserwując ten zespół można odnieść wrażenie, że jego członkowie przygotowują się do mocnego wejścia na scenę. I wygląda na to, że warto na nie czekać.

REKLAMA
Dziś zupełnie zmienił się dawny, funkcjonujący na scenie muzycznej latami, a nawet dekadami, model robienia kariery. Dziś bardzo często zdarza się tak, że młodzi wykonawcy stają się sławni na skalę masową i światową, zanim jeszcze przygotują więcej niż kilka piosenek, zanim jeszcze tak naprawdę będą gotowi do funkcjonowania na zwykłych zasadach: nagrania płyty, grania regularnych tras koncertowych, występowania na festiwalach. Ta błyskawicznie zdobywana sława trwa zresztą zwykle niestety bardzo krótko i po kilku singlach tego typu zespoły potrafią zniknąć na dobre i na zawsze.
Ale są i tacy, którzy idą inną, bardziej tradycyjną drogą, którzy wolą spędzić mnóstwo czasu we własnej sali prób, do znudzenia pracując nad swoim materiałem, nawet po tym, kiedy uda im się już przygotować dwa czy trzy single z bardzo przebojowym materiałem. Żmudnie pracują nad kolejnymi piosenkami, przygotowując się do ewentualnej kariery, która czeka za progiem. Głównie po to, żeby nie trwała tylko chwilę, warholowskie piętnaście minut, żeby uwić sobie na scenie muzycznej gniazdo na nieco dłużej niż tylko jeden sezon.
Wygląda na to, że to właśnie jeden z tych zespołów, że to grupa, której członkowie wolą poczekać, popracować, przygotować się, niż spalić się za szybko. O grupie Battle Lines pierwszy raz można było usłyszeć już prawie dwa lata temu, kiedy zaczęła grać pierwsze koncerty w swym rodzimym Leeds. To właśnie tam mieszka czworo młodych muzyków, którzy postanowili wspólnie pracować, pisać i nagrywać piosenki.
Na razie udostępnili światu tylko dwie z nich – znalazły się na klasycznym, winylowym singlu. I robią spore wrażenie. Owszem, to nic wielce oryginalnego, można by wskazać co najmniej kilka brytyjskich grup, debiutujących w ostatnim czasie, które już wcześniej przetestowały podobny pomysł na brzmienie, podobny pomysł na klimat swoich piosenek. A jednak w tych dwóch krótkich piosenkach jest coś, co wyróżnia je z całej masy innych i sprawia, że bardzo chętnie się do nich wraca. Czy tak dobrych pomysłów wystarczy czwórce młodych Anglików, żeby wypełnić całą debiutancką płytę? Jeśli tak, mógłby to być naprawdę ciekawy album.
Nie wiadomo, kiedy miałby się on ukazać. Członkowie grupy są dość enigmatyczni i niezbyt skorzy do dzielenia się informacjami na temat samych siebie i swojego zespołu. Na razie wiadomo, że wybierają się do Stanów na festiwal South By South West w Austin w Teksasie – grali tam już w ubiegłym roku, ale niewiele z tego wyniknęło. Może tym razem, po rocznej pracy nad swoimi piosenkami i zdobywaniu scenicznego doświadczenia i ogłady, zagrają tak, że zwrócą na siebie czyjąś uwagę. I może zaowocuje to tym, że już niedługo będzie o nich głośno? Wiele wskazuje na to, że naprawdę byłoby warto, żeby tak się stało.