Kobiecy rock jest coraz mocniejszy. Nie dość, że wciąż pojawiają się ciekawe nowe artystki, do pełnej aktywności powróciła na dodatek jedna z najważniejszych formacji feministycznych świata.

REKLAMA
To był jeden z nader niespodziewanych powrotów na scenę muzyczną, mało tego: odbył się w dość nietypowy sposób. Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu od wznowienia pełnego zestawu klasycznych już albumów grupy Sleater-Kinney. Pomysł został bardzo dobrze przyjęty przez krytyków, wychodzących z założenia, że warto przypomnieć tą, coraz bardziej odchodzącą w przeszłość, formację. Jakież było jednak zdziwienie nabywców pamiątkowego boxu, kiedy w środku znaleźli bonus w postaci niejasno oznakowanego siedmiocalowego krążka. Znalazł się na nim nieznany do tej pory utwór grupy. Natychmiast zaczęło się internetowe śledztwo, mające ustalić czy to jakiś nieznany wcześniej odrzut ze starej sesji nagraniowej czy może raczej – co wydawało się jeszcze wówczas raczej mało prawdopodobne – premierowy utwór.
Szybko okazało się, że prawdziwa jest ta druga opcja – członkinie zespołu przyznały, że znów pracują razem i przygotowują się do wydania pierwszego po latach pełnowymiarowego materiału. I rzeczywiście – nowa płyta, zatytułowana „No Cities To Love” ukazała się w styczniu tego roku, nagrana praktycznie w klasycznym składzie grupy. Na dodatek artystki tworzące zespół zapowiedziały intensywną trasę koncertową, która ma promować ten materiał – do dziś dopisują do niej nazwy kolejnych letnich festiwali i miasta, w których wystąpią.
Tym samym po kilkuletniej przerwie do gry wraca jedna z najważniejszych i najbardziej zasłużonych amerykańskich feministycznych formacji muzycznych, zespół, którego członkinie mają nieocenione zasługi w promowaniu praw kobiet, walki o ich równą pozycję zarówno na poziomie politycznym, społecznym, ale i artystycznym.
Zespół powstał w 1994 roku w mieście Olympia w stanie Washington, a jego nie do końca typowa nazwa okazuje się nie kryć w sobie żadnej ukrytej treści – to po prostu adres pierwszej sali prób. Założycielkami grupy były Corin Tucker i Carrie Brownstein, obie wcześniej bardzo aktywne na lokalnej scenie punkowej i feministycznej, przez pewien czas będące także parą w życiu prywatnym. Na początku działalności traktowały Sleater-Kinney jako swoje poboczne projekty i dopiero kiedy ich główne zespoły przestały istnieć, poświęciły mu całą uwagę. Efektem był debiutancki album, nagrany – nietypowo – podczas wycieczki do Australii. Legenda głosi, że artystki nagrały go w ciągu zaledwie jednej, ostatniej nocy na odległym kontynencie. Ukazał się kilka miesięcy później, opatrzony nazwą grupy jako tytułem. Kolejnych kilka płyt, nagrywanych w latach dziewięćdziesiątych, umocniło ich pozycję na amerykańskiej scenie niezależnej. Grupa zaczynała coraz bardziej przekraczać jej granice.
Przełomem okazał się album „One Beat” z 2002 roku, szósty w karierze zespołu, pierwszy, na którym muzyka okazała się na tyle przystępna, żeby trafić do szerszej publiczności. I rzeczywiście – o grupie zaczęło być głośno także poza hermetycznym środowiskiem niezależnym, a wspólna trasa z wielką gwiazdą alternatywnego grania, formacją Pearl Jam, tylko podkreśliła rosnące znaczenie kobiecego zespołu.
Pierwszy etap działalności grupy zakończył się w połowie poprzedniej dekady. Trójka artystek – z dwiema założycielkami grupy od wielu lat grała wówczas perkusistka, Janet Weiss – była wyraźnie zmęczona całym zamieszaniem, które wokół nich narosło i postanowiła odpocząć od wspólnego grania. Pierwsza zrejterowała Weiss, która zaczęła grać w zespole znanego z grupy Pavement Stephena Malkmusa, The Jicks. Tucker poświęciła się – nader udanej – karierze solowej, nagrywając dwie płyty i grając materiał, który się na nich znalazł na licznych koncertach w Stanach Zjednoczonych. Brownstein z kolei występowała w kobiecej supergrupie, Wild Flag, ale przede wszystkim dała się poznać w zupełnie innej roli: jako współscenarzystka i aktorka grająca w bardzo popularnym serialu komediowym „Portlandia”. Na szczęście zdecydowały się porzucić to wszystko, przynajmniej na jakiś czas i powrócić jako Sleater-Kinney.