Takich zespołów powstaje w ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych setki. I coraz trudniej się w tym tłumie wyróżnić. A jednak tym muzykom udało się to ze sporym powodzeniem.

REKLAMA
Jeśli ktoś ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, jak wpływowym kierunkiem z perspektywy czasu okazał się punk rock, powinien spojrzeć na to, co dzieje się na współczesnej amerykańskiej scenie alternatywnej. Owszem, nie brakuje na niej zespołów, które lubują się w wyrafinowanych elektronicznych dźwiękach, coraz więcej jest też wykonawców, którym bliżej raczej do prób odczytywania na nowo klasycznych, zupełnie nie łączonych przez wiele dekad z alternatywą gatunków, takich jak choćby soul.
Ale jednego, jak się wydaje, nigdy nie zabraknie: młodych ludzi, którzy zbierają się we trójkę, biorą do ręki zestaw najbardziej klasycznych instrumentów: gitarę, bas i pałeczki od perkusji, a potem robią za ich pomocą najgłośniejszy hałas, jaki tylko potrafią, budując z niego oparte na najprostszych rozwiązaniach harmonicznych piosenki. To działało zawsze: jeszcze zanim świat usłyszał o punk rocku, w czasie kiedy przewrócił on do góry nogami muzyczną scenę, a i dziś, kiedy ten gatunek porzucił już niemal zupełnie swoją subkulturową tożsamość, stając się po prostu jednym z wielu elementów, do którego młodzi muzycy mogą się odwoływać w swoich własnych poczynaniach. Mogą i chcą się odwoływać, bo ta formuła jest chyba wciąż najlepsza do przerabiania na muzykę własnych traum, wściekłości, gniewu i nastoletniej energii.
Nic więc dziwnego, że właśnie taką drogą poszła trójka młodych artystów z Chicago. Postanowili razem grać muzykę pod wpływem wspólnej fascynacji twórczością punkowych klasyków, grają w klasycznym, trzyosobowym składzie i bardzo mocno stawiają na hałas i energię. Na szczęście oprócz tego mają też w zanadrzu znakomite pomysły na chwytliwe piosenki, które na długo zostają w głowie.
Na efekty nie trzeba było długo czekać: muzycy zaledwie kilkanaście miesięcy temu założyli zespół, a dziś mają już w dorobku nieźle oceniany album - płyta miała w tytule nazwę zespołu, ozdobiona była dość kuriozalną, zupełnie nie wskazującą na to, co jest pod nią ukryte, okładką i co prawda zwróciła uwagę kilku blogerów, ale to było jeszcze za mało, żeby o zespole zaczęło się mówić. Nie trzeba było jednak długo na to czekać - właśnie ukazała się jeszcze lepiej przyjęta epka. Zatytułowana jest „Brother” i choć zawiera kilka utworów znanych z płyty, można na niej znaleźć także sporo ciekawego materiału premierowego.
A dziś zespół gra coraz więcej koncertów. Te ostatnie są warte zauważenia - o ile w studiu zespół brzmi mocno punkowo, nawet jeśli jego piosenki są o wiele gęstsze pod względem hałasu, niż zakładają reguły tego gatunku, na koncertach grupa idzie znacznie bardziej w stronę bezlitosnego noise’u. W obu postaciach jej, pełne świetnych pomysłów piosenki sprawdzają się znakomicie.
https://www.youtube.com/watch?v=sXMAehr6D4I